• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child?

[30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child?
Ancymon
"Niewierny jest ten, kto żegna się, gdy droga ciemnieje"
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Nie jest ani wysoka, ani niska, mierzy dokładnie 168 cm. Włosy w kolorze jasnego blondu, ślepia kocie w odcieniu lodowego błękitu. Oczy duże, nosek mały i nieco zadarty, pełne usta na których często widnieje zaczepny bądź pogardliwy uśmiech. Pachnie słodko, lecz nie mdło, mieszanką wanilii, porzeczki i paczuli.

Scarlett Mulciber
#13
10.08.2025, 16:22  ✶  
Dlaczego mówisz o swojej śmierci? - na jej usta wpłynął uśmiech, delikatny i ciut rozbawiony, Ona zaś patrzyła na bliżej nieokreślony przedmiot.
-A dlaczego by nie? - zapytała nie gubiąc przy tym pogodnego, acz zamyślonego wyrazu twarzy. Czy jest coś bardziej naturalnego niż śmierć? Coś bardziej pewnego niż to, że Ona nadejdzie? Wróżba, którą każdy jest w stanie sam przewidzieć mimo nieznajomości czasu i przyczyny. Słuchała słów Alexandra, a jej wzrok powoli przesunął się na marmurową posadzkę. Zerknęła na niego krótko. Uroczę - szepnęły nieśmiało myśli.
To jak mówił o życiu było motywujące, pokrzepiające i w rzeczy samej mądrej, a sama Mulciber słuchając jego słów miała wrażenie, że brzmi jakby nie był jej tak obcy jak był w rzeczywistości. Chociaż nasuwało się pytanie, tak nieśmiałe i nietaktowne
-A ty... wierzysz w to? - zapytała spokojnie, pozwalając myślom swobodnie płynąć. To że miał rację nawet nie podlegało dyskusji - wiedza wszak nie jest zrozumieniem... - dodała. A czy ona rozumiała? Tak naprawdę? Nigdy nie było jej śpieszno umrzeć, zawsze żyła szybko i intensywnie, być może zbyt intensywnie. Aczkolwiek śmierć była jej kompanem, towarzyszem, najlepszym przyjacielem i najczulszym kochankiem. Ukazywała świat taki jakim był, nie mydliła oczu romantyzmem, mimo iż wielu ją romantyzowało. Przychodziła cicho, była niechciana, była znienawidzona. Ale Scarlett Mulciber nie nienawidziła śmierci, Scarlett Mulciber była jej wierna i pokładała w niej więcej ufności niż żywym.
-Poza tym... czy nie zaczynamy żyć naprawdę akceptując własną śmierć? To że jest, że będzie, że nie jesteśmy wieczni. Czy to nie wtedy przychodzi zrozumienie? - na jej usta wpłynął nieco kpiący uśmiech, jednak ten był kierowany do samej siebie - Chyba się ciut rozgadałam... - mruknęła. Tego typu dyskusje były bliskie jej sercu. W Norwegii często dywagowała razem z Fridą na temat życia i śmierci. Uroki zawodu. Aczkolwiek Frida już nie żyła, odeszła z tego świata świadoma swojego końca, pogodzona ze swoją śmiercią, czekając aż Kostucha zastuka do drzwi jej sypialni, aby złożyć ostatni pocałunek na jej czole.
Zerknęła na sygnet, który spoczywał na palcu Mulcibera, a który uszczypliwie palił w oczy, przypominał o błędzie jakiego się dopuściła. Z jej ust wyrwało się bezdźwięczne westchnienie. Co tam ojczulek mówił o nie pchaniu się w tarapaty, głupia? A ty pyskujesz do do głowy rodu. Brawo, Scarlett Mulciber. Czy to naprawdę musiał być ten Alexander?
Powinna przeprosić? - przez krótką chwilę nawet to rozważała, acz była to myśl wyjątkowo krótka, którą Scarlett odpędziła w ciemny kąt zapomnienia. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie zrobiła najlepszego pierwszego wrażenia, acz  było za późno. Może by przeprosiła, gdyby nie patrzyła na to przez pryzmat własnych odczuć. Gdyby ktoś wobec niej zachowywał się niezbyt grzecznie, a później przepraszał tylko z powodu świadomości pozycji drugiej osoby - poczułaby z pewnością zniesmaczenie, może w jakimś stopniu pogardę?
Zastanawiała się czy ten nie uskarży się ojcu na jej zachowanie, chociaż jego wzrok zdawał się nagle złagodnieć, a ten wciąż z nią rozmawiał. Dziwny z niego przypadek.

Zawiesiła na nich wzrok i wtem jej spojrzenie zdawało się rozjaśnić, tęczówki zadrżały niespostrzeżenie na widok wirujących nici.
Przyglądała się im, pochłonięta w całości ich wyjątkowością, emocjami które nie tylko od nich biły, ale również te które wywoływały w samej Mulciber. Było w nich coś pięknego, ale i bolesnego.
Westchnęła cicho, pozwalając blond włosom przesypać się po ramieniu, gdy przechyliła głowę w bok.
Wraz z nimi pojawiło się zrozumienie, wyrzuty sumienia niesprawiedliwą oceną i nić zazdrości.
Ona nigdy nie zobaczy. Zastanawiała się czy Alexander często patrzył na ich nici i co wtedy czuł? Czy gładził je spojrzeniem czy jednak uciekał wzrokiem w przeciwnym kierunku. Kochał, chronił, rozumiał.
On również był szalony, On również - a może on przede wszystkim? A to sprawiało, że nie był już taki obcy jak przed chwilą.
Nici zniknęły, a Scarlett drgnęła zaskoczona utratą łączności. Czujne, chociaż nieco zdezorientowane spojrzenie skupiło się uważniej na sylwetkach. Zauważyło tą subtelną zmianę w mężczyźnie. Nie rozumiała nic. Nic prócz imienia, które wyrzekła Selina.
Odprowadziła go spojrzeniem do drzwi, rozumiejąc z marszu. Zerknęła na Seline, jakby przez ułamek sekundy się zawahała, jakoby jej stopy przywarły do posadzki tak mocno, że nie była w stanie ich oderwać.
W końcu jednak ruszyła w kierunku Alexandra, obracając się trzy razy za kobietą, obserwując światło płomieni i tył fotela, aż wyszli.

Szła, słuchając jego słów z uwagą i widoczną ciekawością.
-umm... - uśmiechnęła się na opis Philomeny, który był bardzo trafny. Zerknęła na Alexandra, gdy wymieniał kolejno członków rodziny, rozbijając każde jego słowo, smakując tonu każdego z nich, szukając instynktownie subtelnych zmian, które miałyby nakierować ją na stosunek Mulcibera do członków rodziny.
I ten wyraźnie się zmienił przy Robercie. Zerknęła na niego. Czuć było, że do cioci Lorien ten ma zarówno większy szacunek co i uczucia wobec kobiety były dużo cieplejsze. Gdy przeszedł do jej braci, na usta Mulciber wkradł się delikatny uśmiech
-Każdego szkoda - rzuciła sucho to co mawiała za każdym razem, z każdą sprawą która przeszła przez jej dłonie, gdy pracowała w Norwegii. Słowa, które przejęła od swojej mentorki. Czy pożyje dłużej od nich? Być może.
-Śmierć mnie nie martwi, wuju, to mój towarzysz - rzuciła w zadumie, krocząc grzecznie za Mulciberem - I może brzmi to jak poetyckie pierdolenie... ale... - umikła na moment - źle mnie zrozumiałeś - spojrzała na niego, a na jej usta wpłynął uśmiech - Śmierć to część mojego życia - spojrzała na niego - ale nie moja własna...
I mimo, że Scarlett Mulciber wybrała nową drogę życiową to wciąż część jej duszy należała do zaświatów. Wciąż dryfowała po miejscach zbrodni, wciąż kroczyła za czerwonymi wstęgami, wciąż trzymała kosiarza kurczowo za rękę i nie zamierzała puścić. Bo zaprzedała swoją duszę w chwili przekroczenia przez próg norweskiej chatki medium. Bo w zmarłych znalazła to czego nie była w stanie znaleźć w żywych.

Otworzył drzwi, wprowadzając ją do czegoś co nazwałaby innym światem. Szepty odbijały się echem w jej uszach, a wzrok wędrował od obrazu do obrazu. Miejsce w którym zdawała się zacierać granica między światem żywych i umarłych. Cicho pochwyciła powietrze, obserwując w zdziwieniu i oczarowaniu to gdzie się znalazła, a lekki niepokój jedynie podsycał żar rozpalonego serca.
Jej wzrok bardzo szybko wylądował na portrecie Duncana, obserwując go w ciszy. Wyłapując podobieństwa między nim, a stojącym plecami do portretu Alexandrem - nie odwracał się, nie chciał się odwrócić. Przesunęła spojrzeniem po raz kolejny z wuja na portret, a jasne tęczówki częściowo skryły się za kotarami z kruczoczarnych rzęs.
Przychodzę tutaj, gdy chcę porozmawiać z umarłymi - wyznał, a Scarlett z wolna skinęła głową początkowo milcząc, jakoby nie chciała przeszkadzać szepczącym, a ponieść się z szeptem.
-A więc coś nas łączy - stwierdziła, przenosząc wzrok na Alexandra, na portret jego ojca od którego ten uparcie odwracał wzrok, a przynajmniej tak jej się wydawało. W końcu gdyby tak nie było to by spojrzał, zerknął chociaż - zupełnie instynktownie, odruchowo, tak jak odruchowo wśród tłumu szuka się znajomych twarzy. Jaka historia się za tym kryła? - powoli ruszyła przez pomieszczenie, a stukot jej obcasów mieszał się z szeptem umarłych. Czy miałaby prawo pytać, wiedząc, że Ona nie była w stanie spojrzeć w oczy swojej matce? A przecież mogła, tak jak i on mógłby. A jednak żaden z nich tego nie robił, nie chciał. Z różnych pobudek, przez różne koszmary - ale pewne było jedne. Ani Alexander, ani Scarlett nie chcieli patrzeć w oczy swojemu odbiciu. Odbiciu, któremu zawdzięczają wygląd. Odbiciu, które przyczyniło się do tego jacy byli. Odbiciu, które będzie ich prześladować do końca ich dni.
-Wciąż uważam, że oczy masz po matce - rzuciła na przekór temu co widziało jej własne spojrzenie, ale zgodnie z sobą i swoimi odczuciami, bo ona widziała w nich coś innego.
W końcu oderwała wzrok od portretu, przelatując spojrzeniem po nieznanych jej twarzach, lądując ponownie na Alexandrze
-Piękne miejsce - podjęła w końcu, splatając dłonie za plecami - Wiesz, że duchy często tkwią w zapętleniu? Często też nie są świadome tego, że są martwe... - nieśpiesznie ruszyła przez galerie - Ich czas zatrzymuje się w chwili śmierci. To bardzo jaskrawo widać na starych dziecięcych duszach... One widzą inaczej... - powoli rozłożyła dłonie - Im wydaje się, że Ci którzy już dorośli są wciąż dziećmi, wciąż ich takimi widzą... - umilkła na moment - oczywiście gdy mówimy o tych, które z jakiegoś powodu tu zostały... - na moment umilkła, pozwalając się ponieść ciszy, szeptom, skrawkom historii.
- Myślisz, że my również tu zostaniemy? - spojrzała na niego przez ramię - byłby lekki przypał, co? - zachichotała. Wolałaby po śmierci nie zostawać w świecie żywych, byłaby to kara, chociaż zdawała sobie sprawę, że nie do końca było to zależne od niej.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (3566), Bard Beedle (2717), Scarlett Mulciber (4880)




Wiadomości w tym wątku
[30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Bard Beedle - 26.12.2024, 14:34
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Scarlett Mulciber - 26.12.2024, 16:12
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Bard Beedle - 28.12.2024, 15:38
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Scarlett Mulciber - 28.12.2024, 23:46
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Bard Beedle - 14.02.2025, 23:46
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Scarlett Mulciber - 28.02.2025, 21:36
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Alexander Mulciber - 01.03.2025, 00:23
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Scarlett Mulciber - 01.03.2025, 08:53
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Bard Beedle - 13.03.2025, 18:25
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Alexander Mulciber - 13.03.2025, 18:25
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Scarlett Mulciber - 28.03.2025, 19:26
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Alexander Mulciber - 19.07.2025, 20:03
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Scarlett Mulciber - 10.08.2025, 16:22
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Alexander Mulciber - 30.10.2025, 18:01

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa