08.08.2025, 05:18 ✶
- Hm, coś w tym jest - wymruczała, chociaż było widać że pomijając ploteczki, nie była aż taka chętna do burzenia się wobec szeroko pojętej władzy. Po pierwsze, Prawa Czasu stały. Lyssa nie była jakoś faktycznie pokrzywdzona w tej całej wojnie, podobnie z resztą jak jej rodzina. Vakel kaszlał, oczywiście, ją oblano farbą, a Peregrinusa poszatkowała szyba, ale... ich dobra materialne były całe. Oni żyli, nie mieli trwałych uszczerbków na życiu, podczas gdy inni tracili całe dobytki i rodziny. Drugą kwestią był też dość istotny fakt, że Lyssa mieszkała tutaj zaledwie od roku. Nie była jeszcze pewna na ile całe te wydarzenia były faktycznym i konsekwentnym zaniedbaniem, ale dwa nieudane sabaty i nieodczytane przepowiednie to... no było kłopotliwe. Po trzecie była, swoim zdaniem, zbyt młoda by zajmować sobie głowę polityką. Ba, nie robiła tego chętnie bo kiedy tylko mogła, ograniczała wszystko to co do niej przychodziło. Dla spokoju umysłu.
- Oh nie! - zmartwiła się nie żarty, a przynajmniej na to wskazywały jej piwne oczy, wpatrzone teraz z troską w Caiusa. Bardziej się chyba przejęła tym, że w grę wchodził tutaj Nokturn. Nie był tak kiepski jak Podziemne Ścieżki, no i Lyssa wiedziała, że chodziło o rodzinny biznes, ale... na Nokturnie chyba śmierdziało, prawda? - Powinieneś to gdzieś zgłosić i tak. Mnie oblano farbą, ale ciebie? Skoro cię ktoś faktycznie zaatakował, to nie można tego tak zostawić. Ja nawet złożyłam zeznania, bo to absolutnie nie może tak być, żeby porządni czarodzieje cierpieli - zaćwierkała mu nad uchem. Doskonale sobie zdawała jednak sprawę, że oprócz spokoju ducha, to najpewniej nic nie da. Sprawa jakich wiele, biorąc pod uwagę rozmach Spalonej Nocy i cóż.. na Nokturnie.
Lyssa potrzebowała chwili, bo nawet jeśli rozmawiali ściszonym głosem, coś w niej płoszyło się na myśl, że ktoś mógłby podchwycić ich rozmowę. Nie chodziło o to, ze specjalnie wstydziła się swoich poglądów, a o to że rozumiała wagę wypowiadanych słów. Ostatnie czego chciała to lincz przez osoby, które uważały czystokrwiste osoby za winnych całego tego zamieszania dwa dni temu.
- Caiusie - uśmiechnęła się do niego wesoło, oprócz pauzy nie tracąc na wyrazie zainteresowanej tym, co miał do powiedzenia. - Wiesz, tak sobie myślę, że to idealne tematy do poruszenia przy popołudniowej herbacie. Z czymś mi się to jeszcze kojarzy, a wiem. Trochę jakbym słuchała Louvaina, ale jemu brakuje w tym poprawnego słownictwa. Znasz Lou, prawda? Ah, co ja mówię, na pewno go znasz, przecież obydwoje graliście w tych, hm, Osach z Wimbourne? Potem miałeś wypadek, albo on miał wypadek? Mieliście wypadek? Ja, przyznam ci się całkiem szczerze, nie jestem aż tak zaznajomiona jeszcze z angielską polityką i zwyczajami, żeby móc rzetelnie się na ten temat wypowiadać, ale może powinieneś porozmawiać z nim? - Lyssa specjalnie złapała swój, do tej pory, perfekcyjny akcent, jakby chcąc lepiej wczuć się w postać osoby, którą wyrwano z własnego świata i wepchnięto w jakiś zupełnie inny i odrealniony. Uśmiechnęła się do Caiusa przepraszająco. - Brakuje mu oczywiście mojego uroku, co jest absolutnie zrozumiałe, no i może odrobinę wyczucia, bo kto normalny bije się o honor sióstr w tych czasach, szczególnie że ma się taką, a nie inną krewną, ale jestem pewna, że zapewni ci rozrywkę na najwyższych poziomach. Ja mogę ci powiedzieć tyle, że najładniej wyglądałabym w złotej klatce. Potrafię być bardzo pięknym ptaszkiem, naprawdę. Nie wiem też czy wiesz, ale Muza planuje wielki występ, na osłodzenie wylanych łez. Ekstaza Merlina. Wybierzesz się może?
- Oh nie! - zmartwiła się nie żarty, a przynajmniej na to wskazywały jej piwne oczy, wpatrzone teraz z troską w Caiusa. Bardziej się chyba przejęła tym, że w grę wchodził tutaj Nokturn. Nie był tak kiepski jak Podziemne Ścieżki, no i Lyssa wiedziała, że chodziło o rodzinny biznes, ale... na Nokturnie chyba śmierdziało, prawda? - Powinieneś to gdzieś zgłosić i tak. Mnie oblano farbą, ale ciebie? Skoro cię ktoś faktycznie zaatakował, to nie można tego tak zostawić. Ja nawet złożyłam zeznania, bo to absolutnie nie może tak być, żeby porządni czarodzieje cierpieli - zaćwierkała mu nad uchem. Doskonale sobie zdawała jednak sprawę, że oprócz spokoju ducha, to najpewniej nic nie da. Sprawa jakich wiele, biorąc pod uwagę rozmach Spalonej Nocy i cóż.. na Nokturnie.
Lyssa potrzebowała chwili, bo nawet jeśli rozmawiali ściszonym głosem, coś w niej płoszyło się na myśl, że ktoś mógłby podchwycić ich rozmowę. Nie chodziło o to, ze specjalnie wstydziła się swoich poglądów, a o to że rozumiała wagę wypowiadanych słów. Ostatnie czego chciała to lincz przez osoby, które uważały czystokrwiste osoby za winnych całego tego zamieszania dwa dni temu.
- Caiusie - uśmiechnęła się do niego wesoło, oprócz pauzy nie tracąc na wyrazie zainteresowanej tym, co miał do powiedzenia. - Wiesz, tak sobie myślę, że to idealne tematy do poruszenia przy popołudniowej herbacie. Z czymś mi się to jeszcze kojarzy, a wiem. Trochę jakbym słuchała Louvaina, ale jemu brakuje w tym poprawnego słownictwa. Znasz Lou, prawda? Ah, co ja mówię, na pewno go znasz, przecież obydwoje graliście w tych, hm, Osach z Wimbourne? Potem miałeś wypadek, albo on miał wypadek? Mieliście wypadek? Ja, przyznam ci się całkiem szczerze, nie jestem aż tak zaznajomiona jeszcze z angielską polityką i zwyczajami, żeby móc rzetelnie się na ten temat wypowiadać, ale może powinieneś porozmawiać z nim? - Lyssa specjalnie złapała swój, do tej pory, perfekcyjny akcent, jakby chcąc lepiej wczuć się w postać osoby, którą wyrwano z własnego świata i wepchnięto w jakiś zupełnie inny i odrealniony. Uśmiechnęła się do Caiusa przepraszająco. - Brakuje mu oczywiście mojego uroku, co jest absolutnie zrozumiałe, no i może odrobinę wyczucia, bo kto normalny bije się o honor sióstr w tych czasach, szczególnie że ma się taką, a nie inną krewną, ale jestem pewna, że zapewni ci rozrywkę na najwyższych poziomach. Ja mogę ci powiedzieć tyle, że najładniej wyglądałabym w złotej klatce. Potrafię być bardzo pięknym ptaszkiem, naprawdę. Nie wiem też czy wiesz, ale Muza planuje wielki występ, na osłodzenie wylanych łez. Ekstaza Merlina. Wybierzesz się może?
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.