11.08.2025, 19:20 ✶
Podpierając Samuela, Ollivander pobladł. Dopiero kiedy dotarło do niego, że to chaos i żar wokół wprawiły go w stan, w którym tak łatwo przyszło mu zachwiać się w progu sklepu, uspokoił się nieco i odetchnął. W pierwszej chwili, jak do przykładnego panikarza przyszła do niego wiza o wiele gorsza: taka, w której nie zauważasz rany na czyjejś piersi, a ten powoli osuwa się na podłogę.
Ollivander nie oddychał przez moment, a kiedy wreszcie przypomniał sobie, że musi to robić, wręcz zachłysnął się tym powietrzem i wydał dziwny dźwięk.
Był starym, sentymentalnym człowiekiem i to, co działo się wokół, obdzierało go z resztek poczucia, że Ministerstwo miało cokolwiek pod kontrolą, a przyszłość ludzi takich jak on zawierało w sobie jakiekolwiek światło. Spaczony. Plotki o nim były prawdziwe. Półkrwi. Już niedługo Śmierciożercy znajdą sobie nowych wrogów i będą nimi ci, których zechcą wyprzeć z rynku, aby go zdominować. Rebelia potrzebowała pieniędzy. A Nora? Oh słodka Nora i jej słodka córka – i w tym wszystkim ciepły i dobry w całym swoim dziwactwie Samuel – coś w nim pękało i tych pęknięć nie będzie się dało tak łatwo załatać.
– Samuelu – zaczął spokojnie, klepiąc go po plecach i odsuwając się na krok w odpowiednim momencie, takim wyzbywającym scenę z niezręczności, w jaką mógł wprowadzić go jego nadmiar energii. Koniec tego sklepu był jego końcem, ale i jego końcem stałby się scenariusz, w którym jego przeszłość wpędziła młodego McGonagalla w niestosowne plotki. Wiele to pewnie mówiło o Ollivanderze, skoro przejmował się czymś takim w obliczu końca świata. Później głos mu zadrżał – Rozumiem ją, ale teraz... Słyszałem, jak mówiono, że coś się stało z siecią Fiuu. Gdyby cokolwiek wam się przydarzyło tam w kawiarni, proszę uważajcie na kominki. – A później pokręcił głową. – Jeżeli wiesz, dlaczego ona stamtąd nie uciekła, to wiesz i dlaczego nie ucieknę stąd ja. – Pokręcił nią jeszcze raz, z dziwną miną, mającą w sobie... zaborczość? – Nie zostawię tego sklepu.
Ollivander nie oddychał przez moment, a kiedy wreszcie przypomniał sobie, że musi to robić, wręcz zachłysnął się tym powietrzem i wydał dziwny dźwięk.
Był starym, sentymentalnym człowiekiem i to, co działo się wokół, obdzierało go z resztek poczucia, że Ministerstwo miało cokolwiek pod kontrolą, a przyszłość ludzi takich jak on zawierało w sobie jakiekolwiek światło. Spaczony. Plotki o nim były prawdziwe. Półkrwi. Już niedługo Śmierciożercy znajdą sobie nowych wrogów i będą nimi ci, których zechcą wyprzeć z rynku, aby go zdominować. Rebelia potrzebowała pieniędzy. A Nora? Oh słodka Nora i jej słodka córka – i w tym wszystkim ciepły i dobry w całym swoim dziwactwie Samuel – coś w nim pękało i tych pęknięć nie będzie się dało tak łatwo załatać.
– Samuelu – zaczął spokojnie, klepiąc go po plecach i odsuwając się na krok w odpowiednim momencie, takim wyzbywającym scenę z niezręczności, w jaką mógł wprowadzić go jego nadmiar energii. Koniec tego sklepu był jego końcem, ale i jego końcem stałby się scenariusz, w którym jego przeszłość wpędziła młodego McGonagalla w niestosowne plotki. Wiele to pewnie mówiło o Ollivanderze, skoro przejmował się czymś takim w obliczu końca świata. Później głos mu zadrżał – Rozumiem ją, ale teraz... Słyszałem, jak mówiono, że coś się stało z siecią Fiuu. Gdyby cokolwiek wam się przydarzyło tam w kawiarni, proszę uważajcie na kominki. – A później pokręcił głową. – Jeżeli wiesz, dlaczego ona stamtąd nie uciekła, to wiesz i dlaczego nie ucieknę stąd ja. – Pokręcił nią jeszcze raz, z dziwną miną, mającą w sobie... zaborczość? – Nie zostawię tego sklepu.
no rain,
no flowers.
no flowers.