05.08.2025, 04:29 ✶
- Nigdy - odpowiedziała lekkim tonem. - Przynajmniej sobie nie przypominam, a ty? - uśmiechnęła się do niego wesoło, bo widziała za jego spojrzeniem, jak szuka odpowiedzi na to pytanie. Jeśli Lewis coś kiedy przypalił to z miejsca zostało to odesłane w niepamięć, bo przecież nadrabiał każdym innym razem, kiedy robił przepyszne rzeczy. Z resztą, nawet przypalone się nie marnowało, bo w lokalu ich kategorii wszystko miało rynek zbycia. Więc to nie tak, że że zwęglone skwarki wylądowałyby w koszu.
Odprowadziła jeszcze Nico trochę niepewnym spojrzeniem, bo jej wewnętrzna starsza siostra czuła potrzebę, żeby mieć ją pod ręką, ale jej uwaga szybko przeskoczyła na coś innego. Dziewczyna więc mogła z łatwością udać się na piętro i tak przeczekać ten cały... rejawach.
- A one nie są w schowku? - przekrzywiła lekko głowę, szukając w głowie jakiegokolwiek konkretniejszego wspomnienia. Szczury jednak tak bardzo zajmowały zwykle jej myśli, że wcale, bo nie przeszkadzało jej czy były zamknięte, czy luzem czy może w drugiej piwnicy. - Nie ważne. W każdym razie, zrobi się. I będzie sprawdzać i nie będzie trzeba przejmować szczurami - pokiwała pewnie głową. Woody miał jednak rację, jeśli maskotki biegały luzem, trzeba było je ograniczyć i nawet nie dlatego że popsułyby im reputację - knajpy na nokturnie posiadały gorsze rzeczy niż szczury - ale tłum zestresowanych i pijanych ludzi mógł im zwyczajnie zrobić krzywdę.
- Nie mamy jakichś kropli nasennych? - szepnęła, pochylając się do Tarpa. - Wyciągnąć kocioł na wino, wlać do niego wodę, żeby niby mieli co pić, ale wmieszać do tego uspokajające, żeby się nie awanturowali? - zasugerowała, chociaż nie była pewna czy w ogóle mieli takie możliwości. Zgadzała się jednak, ze nie powinni im polewać nieprzerwanie alkoholu, bo skończy się to zwyczajnie źle. Atmosfera tężała, ludzi przybywało, a alkohol wcale nie działał rozluźniająco po przekroczeniu pewnej granicy - która oczywiście że dla każdego była inna, bo inaczej byłoby za prosto.
- Czuć coraz bardziej ten smród - popukała się palcem w nos, odnosząc się do czarnej magii widzącej w powietrzu. Jej nos nie miał czucia wręcz zwierzęcego, ale był wystarczająco czuły by wyłapać tak oczywistą zmianę otoczenia i nie był tego w stanie przykryć ani zapach alkoholu, ani kwasowość potu. Było niepokojąco i wszystko wskazywało na to, że zrobi się zwyczajnie źle. - Lewis, nie zmykałabym samej kuchni. Niech mają co jeść, zetniemy za to alkohol. A jak będą jeść to nie będą aż tak narzekać, że nie ma procentów do picia. Może być? - zerknęła jeszcze kontrolnie na McKinnona. - Za godzinę. Ale jak nie wrócisz za godzinę, to pójdę cię szukać. To groźba - pogroziła jeszcze Tarpowi palcem, niby to poważna, ale mimo wszystko uśmiechnęła się na koniec.
Odprowadziła jeszcze Nico trochę niepewnym spojrzeniem, bo jej wewnętrzna starsza siostra czuła potrzebę, żeby mieć ją pod ręką, ale jej uwaga szybko przeskoczyła na coś innego. Dziewczyna więc mogła z łatwością udać się na piętro i tak przeczekać ten cały... rejawach.
- A one nie są w schowku? - przekrzywiła lekko głowę, szukając w głowie jakiegokolwiek konkretniejszego wspomnienia. Szczury jednak tak bardzo zajmowały zwykle jej myśli, że wcale, bo nie przeszkadzało jej czy były zamknięte, czy luzem czy może w drugiej piwnicy. - Nie ważne. W każdym razie, zrobi się. I będzie sprawdzać i nie będzie trzeba przejmować szczurami - pokiwała pewnie głową. Woody miał jednak rację, jeśli maskotki biegały luzem, trzeba było je ograniczyć i nawet nie dlatego że popsułyby im reputację - knajpy na nokturnie posiadały gorsze rzeczy niż szczury - ale tłum zestresowanych i pijanych ludzi mógł im zwyczajnie zrobić krzywdę.
- Nie mamy jakichś kropli nasennych? - szepnęła, pochylając się do Tarpa. - Wyciągnąć kocioł na wino, wlać do niego wodę, żeby niby mieli co pić, ale wmieszać do tego uspokajające, żeby się nie awanturowali? - zasugerowała, chociaż nie była pewna czy w ogóle mieli takie możliwości. Zgadzała się jednak, ze nie powinni im polewać nieprzerwanie alkoholu, bo skończy się to zwyczajnie źle. Atmosfera tężała, ludzi przybywało, a alkohol wcale nie działał rozluźniająco po przekroczeniu pewnej granicy - która oczywiście że dla każdego była inna, bo inaczej byłoby za prosto.
- Czuć coraz bardziej ten smród - popukała się palcem w nos, odnosząc się do czarnej magii widzącej w powietrzu. Jej nos nie miał czucia wręcz zwierzęcego, ale był wystarczająco czuły by wyłapać tak oczywistą zmianę otoczenia i nie był tego w stanie przykryć ani zapach alkoholu, ani kwasowość potu. Było niepokojąco i wszystko wskazywało na to, że zrobi się zwyczajnie źle. - Lewis, nie zmykałabym samej kuchni. Niech mają co jeść, zetniemy za to alkohol. A jak będą jeść to nie będą aż tak narzekać, że nie ma procentów do picia. Może być? - zerknęła jeszcze kontrolnie na McKinnona. - Za godzinę. Ale jak nie wrócisz za godzinę, to pójdę cię szukać. To groźba - pogroziła jeszcze Tarpowi palcem, niby to poważna, ale mimo wszystko uśmiechnęła się na koniec.
Open hand or closed fist would be fine
Blood is rare and sweet as cherry wine
Blood is rare and sweet as cherry wine