04.08.2025, 05:20 ✶
Atreus miał trochę kiepskie wzorce w domu, żeby z taką łatwością stwierdzić że te wszystkie randki powinny być łatwe i przeprowadzane polubownie. Nie nazwałby matki trudną, bo dla niego była synonimem świetnej zabawy, ale zauważał te momenty, kiedy jego ojca bolała zanadto głowa, albo z miejsca zaciskał oczy na jej niektóre pomysły. Podejrzewał więc, ze cokolwiek działo się między nimi zanim na palcu Enidy znajdowała się obrączka, to nie miało wiele wspólnego ani z umawianiem przez rodzinę ani z łatwością.
Dlatego według niego Caius troche wydziwiał. Znajdował problem tam, gdzie niezbyt znajdował go jego przyjaciel, bo Atreus stawiał zwykle na to, co można było luźno określić dobrą zabawą. Ciężko było mu się do tego przyznawać, biorąc pod uwagę że zdawał sobie lepszą sprawę z tego co czuł, ale chyba właśnie dlatego tak go do Brenny między innymi ciągnęło - bo była magnesem na kłopoty i nie mogło być z nią nudno.
- Cóż... jeśli ją ta pogoda ciekawi? - zaryzykował, chociaż widać było po ściągniętych brwiach, ze nie do końca go ta metoda przekonywała. Nigdy się chyba jednak do końca nie zastanawiał, co dokładnie mówi; zdarzało mu się pleść zwyczajne głupoty, byleby tylko zatkać niezręczną ciszę, która wypełniała przestrzeń między nim a drugą osobą, ale umiał też zwyczajnie słuchać. Wybierać te drobne wskazówki, porozrzucane w poszczególnych słowach. W jego głowie wyglądało to bardzo zręcznie i wręcz wysublimowanie, ale był zwyczajnym cwaniakiem, który dodatkowo polegał na trzecim oku. - Nie wiem co mam ci powiedzieć, nie rozmawiaj z nimi o goblinach? - bo to było zwyczajnie ryzykowne. Sam Bulstrode może i też nie przepadał za tymi pomarszczonymi, pokurczonymi kreaturami które aż świerzbiło, żeby kogoś ojebać ale nie chwalił się tym na prawo i lewo. Inaczej, nie robił z tego podstawy swoich konwersacji.
- Patrzcie go, jaki wybredny - prychnął, ale nawet jeśli mówił właśnie o jego kuzynce, to dość dalekiej. Na tyle by niezbyt obchodziło go bronienie jej właśnie. Dobrze, że w tej całej liscie potencjalnych kandydatek nie doszedł do Lorien, bo by się Caius mu tu chyba załamał całkowicie. Parodniowa wdowa była chyba gorsza jak taka odleżana.
- Hm, Bellatrix? Czy ja wiem... mało cokolwiek o niej słychać - zastanowił się, ale nie przypominał sobie o niej niczego ciekawego. Ot, pracowała jajko amnezjatorka i... i co właściwie? Oni jeszcze byli z tym Rodolphusem czy może się jednak rozeszli? Potem natomiast Atreus parsknął śmiechem. - No tak. Tak jakby małżeństwo z kuzynką było takie nietypowe, nikt tego nie robił i patrzono na to krzywo. Już bez przesady. Czysta krew, hmmm? Czystszej jak z kuzynką się nie da - próbował zachować poważną twarz, ale głos sam osunął się w drwinę. Przypadkowo, na prawdę; ostatni był do tego, by naśmiewać się z brania kuzynek za żony, ale Burke miał chyba dzisiaj nastrój do żartów. Albo raczej - jakby miał warunki wybrzydzania. Był bardziej rygorystyczny jak niejedna swatka czy zakochana w synku matka.
- Jesteś do bólu pragmatyczny. Gdzie zabawa? Gdzie dreszczyk emocji? Może chociaż jakiegoś uczucia? Primrose chyba do tego najbliżej, przynajmniej jak zdenerwujesz to zmieni się jej kolor włosów. Od razu ciekawiej - oparł łokieć o podłokietnik, a brodę na dłoni. Jakby się bardziej postarać, to Prim by pewnie i cały teatrzyk odegrała, biorąc pod uwagę jej umiejętności. Rozbawiony uśmieszek nie zgadł, nawet kiedy Caius poruszył temat ożenku samego Atreusa. - Aż tak mi do tego nie śpieszno. Jeszcze nie ostygłem po Elaine. Cierpliwości - zaciągnął się. Jego relacja z Elaine, jego daleką kuzynką, należało dodać, była równie krótka do burzliwa. Koledzy jego w szczególności chyba byli świadomi tego, jak w ogóle wkroczyli w stan narzeczeństwa; bo Bulstrode nie mógł się im nie pochwalić, że cała sytuacja była kosmicznie śmiesznym wynikiem zakładu i faktu, że panna Prewett przegrała z nim karty. I hop, musiała przyjąć jego złośliwe zaręczyny. A potem trwali ze sobą tych parę miesięcy, próbując dojść do porozumienia i Atreus był nawet przekonany że im się to uda. Może gdyby nie musiała wyjechać na nowo z kraju to mieliby lepsze perspektywy. Ale też i bardziej wyboistą drogę, biorąc pod uwagę, że na Beltane magia związała jego i Brennę. To by dopiero była katastrofa.
Nie chciał też Caiusowi mówić wprost, że biorąc pod uwagę aktualny rozwój sytuacji i jeśli tendencja się utrzyma, przetrwawszy wszystkie potknięcie i niedopowiedzenia, to następne jego zaręczyny zwalą go z nóg. To było dalekie wybieganie w przyszłość, ale jak mógł o tym nie myśleć, kiedy Arcykapłanka kowenu powiedziała mu kiedy powinien zrobić sobie dzieciaka, żeby był przyszłym zbawicielem świata? Brenna jednak... Brenna była wszystkim tym, czego może się nie wypierał i przeciwko czemu nie stał, ale co zaburzało cały porządek jego małego wszechświata. Była do niedawna ukochaną jego drogiego przyjaciela. Była wrogiem jego drugiego, tego który najbardziej złamał mu serce. Od dawno na salonach, złośliwe ciotki konserwatywnych rodów określały Longbottomów szlamolubnymi i Atreus wiedział, do czego to mogło doprowadzić. I jak zwykle przymykał oczy, starając się na te fakty nie patrzeć. Nie chciał jednak, żeby teraz go tu Burke oceniał. Żeby kręcił nosem na niego i rozpoczął w głowie jakiś misterny proces poluzowywania więzi. Bo do szlamolubnego było zbyt blisko do zdrajcy krwi.
- Muszę być pierwszy, bo mi się matka z ojcem założyli. Ojciec obstawia Oriona, mama mnie. Wiesz jak jest, trzeba wygrać - rzucił z głupim uśmiechem, jakby dla niego ten wyścig to była bardzo poważna sprawa. Trochę tak było, ale tylko dlatego że nie umiał przegrywać.
- Otwieraj. Nie mogę się już doczekać żeby zobaczyć co jest w środku - błysnął jeszcze raz do przyjaciela zębami, ale nie poruszył się, pozwalając mu czynić honory.
Dlatego według niego Caius troche wydziwiał. Znajdował problem tam, gdzie niezbyt znajdował go jego przyjaciel, bo Atreus stawiał zwykle na to, co można było luźno określić dobrą zabawą. Ciężko było mu się do tego przyznawać, biorąc pod uwagę że zdawał sobie lepszą sprawę z tego co czuł, ale chyba właśnie dlatego tak go do Brenny między innymi ciągnęło - bo była magnesem na kłopoty i nie mogło być z nią nudno.
- Cóż... jeśli ją ta pogoda ciekawi? - zaryzykował, chociaż widać było po ściągniętych brwiach, ze nie do końca go ta metoda przekonywała. Nigdy się chyba jednak do końca nie zastanawiał, co dokładnie mówi; zdarzało mu się pleść zwyczajne głupoty, byleby tylko zatkać niezręczną ciszę, która wypełniała przestrzeń między nim a drugą osobą, ale umiał też zwyczajnie słuchać. Wybierać te drobne wskazówki, porozrzucane w poszczególnych słowach. W jego głowie wyglądało to bardzo zręcznie i wręcz wysublimowanie, ale był zwyczajnym cwaniakiem, który dodatkowo polegał na trzecim oku. - Nie wiem co mam ci powiedzieć, nie rozmawiaj z nimi o goblinach? - bo to było zwyczajnie ryzykowne. Sam Bulstrode może i też nie przepadał za tymi pomarszczonymi, pokurczonymi kreaturami które aż świerzbiło, żeby kogoś ojebać ale nie chwalił się tym na prawo i lewo. Inaczej, nie robił z tego podstawy swoich konwersacji.
- Patrzcie go, jaki wybredny - prychnął, ale nawet jeśli mówił właśnie o jego kuzynce, to dość dalekiej. Na tyle by niezbyt obchodziło go bronienie jej właśnie. Dobrze, że w tej całej liscie potencjalnych kandydatek nie doszedł do Lorien, bo by się Caius mu tu chyba załamał całkowicie. Parodniowa wdowa była chyba gorsza jak taka odleżana.
- Hm, Bellatrix? Czy ja wiem... mało cokolwiek o niej słychać - zastanowił się, ale nie przypominał sobie o niej niczego ciekawego. Ot, pracowała jajko amnezjatorka i... i co właściwie? Oni jeszcze byli z tym Rodolphusem czy może się jednak rozeszli? Potem natomiast Atreus parsknął śmiechem. - No tak. Tak jakby małżeństwo z kuzynką było takie nietypowe, nikt tego nie robił i patrzono na to krzywo. Już bez przesady. Czysta krew, hmmm? Czystszej jak z kuzynką się nie da - próbował zachować poważną twarz, ale głos sam osunął się w drwinę. Przypadkowo, na prawdę; ostatni był do tego, by naśmiewać się z brania kuzynek za żony, ale Burke miał chyba dzisiaj nastrój do żartów. Albo raczej - jakby miał warunki wybrzydzania. Był bardziej rygorystyczny jak niejedna swatka czy zakochana w synku matka.
- Jesteś do bólu pragmatyczny. Gdzie zabawa? Gdzie dreszczyk emocji? Może chociaż jakiegoś uczucia? Primrose chyba do tego najbliżej, przynajmniej jak zdenerwujesz to zmieni się jej kolor włosów. Od razu ciekawiej - oparł łokieć o podłokietnik, a brodę na dłoni. Jakby się bardziej postarać, to Prim by pewnie i cały teatrzyk odegrała, biorąc pod uwagę jej umiejętności. Rozbawiony uśmieszek nie zgadł, nawet kiedy Caius poruszył temat ożenku samego Atreusa. - Aż tak mi do tego nie śpieszno. Jeszcze nie ostygłem po Elaine. Cierpliwości - zaciągnął się. Jego relacja z Elaine, jego daleką kuzynką, należało dodać, była równie krótka do burzliwa. Koledzy jego w szczególności chyba byli świadomi tego, jak w ogóle wkroczyli w stan narzeczeństwa; bo Bulstrode nie mógł się im nie pochwalić, że cała sytuacja była kosmicznie śmiesznym wynikiem zakładu i faktu, że panna Prewett przegrała z nim karty. I hop, musiała przyjąć jego złośliwe zaręczyny. A potem trwali ze sobą tych parę miesięcy, próbując dojść do porozumienia i Atreus był nawet przekonany że im się to uda. Może gdyby nie musiała wyjechać na nowo z kraju to mieliby lepsze perspektywy. Ale też i bardziej wyboistą drogę, biorąc pod uwagę, że na Beltane magia związała jego i Brennę. To by dopiero była katastrofa.
Nie chciał też Caiusowi mówić wprost, że biorąc pod uwagę aktualny rozwój sytuacji i jeśli tendencja się utrzyma, przetrwawszy wszystkie potknięcie i niedopowiedzenia, to następne jego zaręczyny zwalą go z nóg. To było dalekie wybieganie w przyszłość, ale jak mógł o tym nie myśleć, kiedy Arcykapłanka kowenu powiedziała mu kiedy powinien zrobić sobie dzieciaka, żeby był przyszłym zbawicielem świata? Brenna jednak... Brenna była wszystkim tym, czego może się nie wypierał i przeciwko czemu nie stał, ale co zaburzało cały porządek jego małego wszechświata. Była do niedawna ukochaną jego drogiego przyjaciela. Była wrogiem jego drugiego, tego który najbardziej złamał mu serce. Od dawno na salonach, złośliwe ciotki konserwatywnych rodów określały Longbottomów szlamolubnymi i Atreus wiedział, do czego to mogło doprowadzić. I jak zwykle przymykał oczy, starając się na te fakty nie patrzeć. Nie chciał jednak, żeby teraz go tu Burke oceniał. Żeby kręcił nosem na niego i rozpoczął w głowie jakiś misterny proces poluzowywania więzi. Bo do szlamolubnego było zbyt blisko do zdrajcy krwi.
- Muszę być pierwszy, bo mi się matka z ojcem założyli. Ojciec obstawia Oriona, mama mnie. Wiesz jak jest, trzeba wygrać - rzucił z głupim uśmiechem, jakby dla niego ten wyścig to była bardzo poważna sprawa. Trochę tak było, ale tylko dlatego że nie umiał przegrywać.
- Otwieraj. Nie mogę się już doczekać żeby zobaczyć co jest w środku - błysnął jeszcze raz do przyjaciela zębami, ale nie poruszył się, pozwalając mu czynić honory.