Z taką porządną, mądrą kobietą to może i by przeżył te pawie – oczywiście musiałby być przydatne również pod jakimś innym względem, bo Caius za stworzeniami wszelkiego rodzaju po prostu nie przepadał – całkowicie na poważnie zastanawiał się czy taki paw mógłby dostarczać pocztę, ale nie znał się kompletnie ani na ptakach, ani na ssakach, ani na robakach, na smokach, pegazach czy nundu oraz innych demimozach. Demontory znał, o, ale nawet jeśli raczej nie obawiał się mroku to chyba złym pomysłem było to by trzymać w ogrodzie coś, co w każdym momencie może pozbawić cię duszy. Chociaż z Caiusa to już nie do końca było co wysysać.
O szlamach i zdrajcach krwi w czasie rzeczonej rozmowy nie wspominał ograniczając do psioczenia na zarządzające Gringottem istoty, co by potencjalnej partnerki tak od razu do siebie nie zniechęcić. Rozmowy o wyższości czystokrwistych przeważnie odkładał na dużo później, w tym przypadku na po ślubie, bo wtedy partnerka nie miała, jak od niego uciec.
- Z całym szacunkiem i poszanowaniem dla obydwu pań, bo to są zdecydowanie bardzo ambitne, zdolne i zasługujące na szczęście kobiety, ale i wdowy, a ojciec nigdy nie pozwoli mi na relację z wdową – przemilczał to, że Jacqueline była matką przynajmniej jednego, ale możliwe, że i dwójki dzieci, nie był pewny nie znał panny Greengrass zbyt dobrze, czuł, że stać go na coś lepszego niż ktoś, kto ma za sobą poważny związek, zresztą nie chciał konkurować z kimś kogo już na tym świecie nie ma, bo o ile większość czystokrwistych małżeństw było aranżowanych to para często ostatecznie zakochiwała się w sobie. Tak było chociażby w przypadku rodziców Caiusa.
– Ale podoba mi się Twój tok myślenia. Teraz skupmy się na konkretach – zatrzymał się na chwilę i znów się zamyślił, rozważając swe kolejne opcje – Pomówmy może o pannie Black, bo owszem to jest całkiem dobra partia, ale nie wydaje Ci się, że ma w sobie aż za dużo ambicji – uniósł jedną z brew do góry, pytająco. Nie ładnie było mówić o nieobecnych brzydko, ale Blackowie wzbudzali w Caiusu dziwny niepokój. Doceniał rodzinę za otwartość w poglądach, ale te wszystkie małżeństwa pomiędzy kuzynami, to jak wszyscy byli do siebie podobni pod względem wizualnym, bo nie zważając na nic, łączyli się między sobą w pary. – Bierzesz sobie taką, a potem teść naciska żeby Twój pierworodny syn ożenił się z swoją kuzynką – dodał, jego mina wprost wyrażała zniesmaczenie.
– Ze wszystkich, które wymieniłeś to chyba młodsze siostry Lestrangę wydają się najbardziej odpowiednie, a Primrose to nawet zna się na uzdrowicielstwie, więc jakby trzeba było to naprawi pokiereszowane ciało i nie trzeba stać w kolejce do św. Mungu, na równi z hołotą – myślał w tym wszystkim oczywiście tylko o sobie, nie zastanawiając nad tym co on miał potencjalnym partnerkom do zaoferowania. W końcu miał o sobie wyjątkowo wysokie mniemanie nawet jeśli trudno mu się było poruszać bez laski, zupełnie jak jego stupięcioletniemu pradziadkowi.
– Sam powinieneś się nad ożenkiem zastanowić, mój przyjacielu. Ja wiem, że wam młodszym synom niezbyt się śpieszy do małżeństwa, ale potem obudzisz się z ręką w nocniku i do wyboru będziesz miał same brzydkie, kulawe albo chore na umyśle. – zakończył z uśmiechem.
Wzrok Caiusa znów powędrował w stronę skrzyneczki leżącej na stole, z każdą kolejną minutą przedmiot wzbudzał w nim co raz większe zainteresowanie, nie no, teraz to już musiał go otworzyć. Przydałby się co prawda jakiś specjalista od mechanizmów, ale co dwa półgłówki to już jeden cały mózg, prawda?
– To co, otwieramy? - ujął pudełeczko pomiędzy szczupłe palce, z dwojga złego jeden z nich był aurorem, drugi znawcą klątw, co złego mogło się wiec stać? (Wszystko.)
That motherfucker.
What a tool.