03.08.2025, 19:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.08.2025, 19:38 przez The Lightbringer.)
Widząc błyskawicę, Jim się przeżegnał. Nic nie wskazywało na to, że będzie dzisiaj padać, ale szykowała się niezła wichura. W myślach zaczął odmawiać modlitwę do Matki Boskiej Gromnicznej. Mgliście wspominał, że jako dziecko lubił wpatrywać się w płomień stojącej na parapacie gromnicy, świecy poświęconej Maryi, która miała chronić obejście przed burzami i wszelkiego rodzaju klęskami natury. Ciężko mu było przyznać, że już wtedy uważał, że blask płomieni bijący od chaty stojącej w ogniu byłby nieporównanie bardziej zachwycający aniżeli wątła poświata świecy. Była to myśl bez wątpienia grzeszna, podobnie jak wszystkie inne myśli, jakie podsuwała mu krążąca w jego żyłach klątwa żywiołu.
Gdy przeżegnał się trzeci raz, wiedział już, że coś jest nie tak. A pioruny waliły dalej, zmuszając go do czynienia znaku krzyża raz po raz (dokładnie siedem razy, policzył!), i chyba tylko opatrzność boska kopnęła w odpowiedniej chwili silnik auta, w którym siedzieli, bo drzewa waliły się przed nimi na jezdnię. Prawdziwe szczęście w nieszczęściu, bo Jim nie sądził, aby zdołał tak szybko zahamować, gdyby silnik wciąż pracował!
Trochę przeraził się perspektywy kary z niebios. Zrobił bardzo szybki rachunek sumienia, ale ze strachu miał przez chwilę pustkę w głowie, zresztą, krzyki rodzeństwa nie pozwalały mu się skupić. Wziął głęboki oddech, po czym podskoczył w górę, bo niechcący zatrąbił klaksonem. Przynajmniej ten wciąż działał.
No nic... Trzeba będzie znaleźć jakichś dobrych ludzi, którzy pozwoliliby jemu i jego rodzeństwu przeczekać gdzieś ulewę. Czy w Little Hangleton byli jeszcze jacyś? Na pewno, pomyślał, pełen nadziei wychodząc z auta prosto na deszcz.
Gdy przeżegnał się trzeci raz, wiedział już, że coś jest nie tak. A pioruny waliły dalej, zmuszając go do czynienia znaku krzyża raz po raz (dokładnie siedem razy, policzył!), i chyba tylko opatrzność boska kopnęła w odpowiedniej chwili silnik auta, w którym siedzieli, bo drzewa waliły się przed nimi na jezdnię. Prawdziwe szczęście w nieszczęściu, bo Jim nie sądził, aby zdołał tak szybko zahamować, gdyby silnik wciąż pracował!
Trochę przeraził się perspektywy kary z niebios. Zrobił bardzo szybki rachunek sumienia, ale ze strachu miał przez chwilę pustkę w głowie, zresztą, krzyki rodzeństwa nie pozwalały mu się skupić. Wziął głęboki oddech, po czym podskoczył w górę, bo niechcący zatrąbił klaksonem. Przynajmniej ten wciąż działał.
No nic... Trzeba będzie znaleźć jakichś dobrych ludzi, którzy pozwoliliby jemu i jego rodzeństwu przeczekać gdzieś ulewę. Czy w Little Hangleton byli jeszcze jacyś? Na pewno, pomyślał, pełen nadziei wychodząc z auta prosto na deszcz.
Koniec sesji
gniew mój wybuchnie
jak ogień będzie płonął
i nikt nie zdoła go zgasić
jak ogień będzie płonął
i nikt nie zdoła go zgasić