Nikomu by się do tego oczywiście nie przyznał, ale gdy Atreus wyjeżdżał z kraju to jakoś mu było smutno. Od małego byli ze sobą dość blisko, bo dane im było przebywać w swoim towarzystwie chociażby podczas wystawnych bali, gdy odseparowani od dorosłych buszowali po zakamarkach pięknych posiadłości w poszukiwaniu przygód albo raczej kłopotów. W dorosłym życiu widywali się równie często; zazwyczaj na zakrapianą alkoholem partyjkę kart albo po prostu by podyskutować na do bólu męskie tematy. Sam Caius może i był trochę zepsuty, bo klątwy którymi się otaczał, mimowolnie wpływały na jego psychikę, ale dla swoich kolegów z lat młodości pozostawał niezmiennie taki sam – szczerze przyjazny.
Z zaangażowanie słuchał historii Bulstrode; on od jakiegoś czasu uwięziony był na Wyspach Brytyjskich, bo ojciec z roku na rok był co raz starszy, więc Caius zmuszony był przejmować płynące z bycia głową rodziny obowiązki. Jakoś bardzo mu to właściwie nie przeszkadzało, bo nie lubił się pocić, nie przepadał za upałami ani robactwem, które panoszyło się w dzikich krajach, ale gdzieś głęboko, pod warstwą spokoju ducha, ukrywała się jakaś cząstka rządna przygód. Musiał się jednak ograniczyć do pracy w sklepie, a ta nierzadko potrafiła być równie emocjonująca.– Ahhh, to dla mnie? Chyba się wzruszę. – odparł sarkastycznie, chociaż w tonie jego głosu gościła nuta wdzięczności. Uważnie obserwował ozdobne pudełeczko, do każdego przedmiotu podchodził z rozwagą, bo gdy jeszcze brakowało mu doświadczenia i do swej pracy podchodził bez większego namysłu, kilkukrotnie prawie stracił łapę. No, ale skoro Atreusowi udało się je przywieźć z Egiptu do Anglii to raczej nie została na nie nałożona żadna poważna klątwa.
Swą dłoń skierował w stronę obiektu, a jego palce leniwie musnęły chropowatą powierzchnie drewna, pewien był, że i w Anglii znalazłby się niejeden miłośnik mitologii egipskiej, któremu mógłby prezent upchnąć za całkiem sporą ilość galeonów, przedmiot jednak wzbudził jego ciekawość, potrafił docenić piękne przedmioty nawet jeśli zostały stworzone tylko i wyłącznie żeby cieszyć oko.
– Skoro aż tak Cię to boli to będę je lizał w samotności, Twoja strata – oznajmił bez zająknięcia, na chwilę oderwał dłoń od nowej zabawki, wziął od kolegi papierosa i również odpalił go za pomocą różdżki – Chociaż mam wrażenie, że jeszcze trochę i na tego typu uciechy oralne nie będę miał czasu – westchnął ciężko, wydychając jednocześnie sporą chmurę szarego dumy, który szybko ulotnił się do góry, gdzieś w stronę zdobionego sufitu - Ojciec co raz bardziej naciska na znalezienie żony. Mniej więcej dwa razy w tygodniu umawia mnie na spotkania z panienkami z dobrych domów i oczywiście nie jest mi dane z nimi porozmawiać sam na sam, bo gdzieś blisko zawsze znajduje się jakaś stara ciotka, która zachowuje się jak cerber u bram Hadesu. One są wszystkie zresztą takie same; zero ambicji, zero marzeń tylko dom, gromadka dzieci i paw w ogrodzie, a ja z każdym spotkaniem tylko utwierdzam się w przekonaniu, że zdechnę jako kawaler na zapleczu Borgina & Burke. – zakończył swój wywód, Caius marzył o rodzinie to prawda, ale nigdy nie interesowały go te plotkujące, czystokrwiste panny, potrzebował kogoś przebojowego i zabawnego, co by uświetnił jego dni żartem chociażby, wydawało mu się, że zasługiwał na coś więcej niż do bólu posłuszna kobieta z dobrej rodziny.
Po chwili, ponownie ujął pudełeczko w swoje dłonie i zbliżył je do swego ucha, by właśnie przy nim potrząsnąć nim delikatnie. Coś tam się znajdowało; może biżuteria? Może dawno zapomniane przez wszystkich pierścienie i wiosiory, a może coś zupełnie bezwartościowego jak garstka szarych kamieni. Wszystko było możliwe, chociaż osobiście liczył na srebro, bo tego w mniemaniu Caiusa, nigdy nie było za wiele.
That motherfucker.
What a tool.