31.07.2025, 19:01 ✶
Z Longbottomami naprawdę było coś nie tak i Basilius dopiero teraz zdał sobie sprawę, że w całej, długiej historii swojej relacji z tą rodziną popełnił kilka błędów. No może nie kilka, ale jeden i bardzo znaczący – Nigdy nie skonsultował się z kimś jeszcze, jak bardzo tak naprawdę szalona była Brenna i jej krewniacy i czy inni nie mieli przypadkiem jakiś sprawdzonych sposobów na radzenie sobie z nimi.
Będzie musiał wypytać się o to Millie lub Thomasa. I wszystkich innych dopóki nie było za późno.
To znaczy jeśli w ogóle wyjdzie dzisiaj z tego wszystkiego żywy, bo możliwie, że na to się nie zanosiło.
Coś trzasnęło.
Miał tylko nadzieję, że było to krzesło, a nie Brenna, która poleciała na niego najwyraźniej ignorując to, że Basiliusowi chodziło jedynie o to aby po prostu na spokojnie usiadła na podłodze, a nie...
Bam.
On leżał na ziemi. Ona leżała ma ziemi. A chochlik się śmiał, najwyraźniej na tyle znudzony aby jeszcze w tym wszystkim dokuczać Brennie, ale na tyle czujny, że gdy Basilius próbował go złapać ponownie odleciał.
– Nic ci się nie stało? – wymamrotał, siadając tak, aby móc się przyjrzeć czarownicy z całych sił próbując powstrzymać się przed komentarzami w stylu Kiedy nie jesteś naćpana robisz głupie rzeczy, ale kiedy jesteś naćpana robisz głupie rzeczy, czy kiedyś ich nie robisz? lub Zaraz napiszę ci oświadczenie, że nigdy więcej nie będę cię leczyć, a potem wyjaśnię trzeźwej Brennie dlaczego.
Nie musiał nawet szczególnie ze sobą walczyć, aby tego z siebie nie powiedzieć, bo oto drzwi otworzyły się i...
Octavian stanął w progu, zamrugał oczami, zamrugał jeszcze raz, zbladł, poczerwieniał i na końcu upuścił swój notes z zapiskami.
– Nic nie widziałem. Ja nic nie wiem. Nie było mnie tutaj. Powodzenia. Przepraszam. – wymamrotał, zbierając gorączkowo porozrzucane kartki, a potem, nawet nie biorąc tego po co tu przyszedł, po prostu wyszedł z pomieszczenia.
Będzie musiał wypytać się o to Millie lub Thomasa. I wszystkich innych dopóki nie było za późno.
To znaczy jeśli w ogóle wyjdzie dzisiaj z tego wszystkiego żywy, bo możliwie, że na to się nie zanosiło.
Coś trzasnęło.
Miał tylko nadzieję, że było to krzesło, a nie Brenna, która poleciała na niego najwyraźniej ignorując to, że Basiliusowi chodziło jedynie o to aby po prostu na spokojnie usiadła na podłodze, a nie...
Bam.
On leżał na ziemi. Ona leżała ma ziemi. A chochlik się śmiał, najwyraźniej na tyle znudzony aby jeszcze w tym wszystkim dokuczać Brennie, ale na tyle czujny, że gdy Basilius próbował go złapać ponownie odleciał.
– Nic ci się nie stało? – wymamrotał, siadając tak, aby móc się przyjrzeć czarownicy z całych sił próbując powstrzymać się przed komentarzami w stylu Kiedy nie jesteś naćpana robisz głupie rzeczy, ale kiedy jesteś naćpana robisz głupie rzeczy, czy kiedyś ich nie robisz? lub Zaraz napiszę ci oświadczenie, że nigdy więcej nie będę cię leczyć, a potem wyjaśnię trzeźwej Brennie dlaczego.
Nie musiał nawet szczególnie ze sobą walczyć, aby tego z siebie nie powiedzieć, bo oto drzwi otworzyły się i...
Octavian stanął w progu, zamrugał oczami, zamrugał jeszcze raz, zbladł, poczerwieniał i na końcu upuścił swój notes z zapiskami.
– Nic nie widziałem. Ja nic nie wiem. Nie było mnie tutaj. Powodzenia. Przepraszam. – wymamrotał, zbierając gorączkowo porozrzucane kartki, a potem, nawet nie biorąc tego po co tu przyszedł, po prostu wyszedł z pomieszczenia.