28.07.2025, 12:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.09.2025, 13:48 przez Keyleth Nico Yako.)
– Nicolette Le Blanche, niebywale mi miło! – zachichotałaby perliście ale wcielała się teraz w rolę starej, trzydziestokilkuletniej kobiety i trochę nie wypadało. Pomimo pierwszego niepowodzenia, nie zamierzała tak łatwo odpuścić.
– Pan mówi o klubie, pan mówi, że się pan nie interesuje polityką, ale przecież polityka interesuje się panem! – nalegała do odrobiny intelektualnej strawy, odsuwając na razie zapotrzebowania własne na tę strawę absolutnie i do cna materialną. Obiad... zjeść sobie taki obiad byłoby bardzo miło. – Wszyscy wkoło mówią o podziałach, o tym, kto z jakiej matki wychynął na świat. Czy to ma aż takie znaczenie? Kto prowadzi sklep? Kto podaje bułki? Czy dzieci winny płacić za grzechy swoich rodziców? Czy miłość w końcu można nazwać grzechem? Jak pan myśli Thomasie? Wszyscy krwawimy tak samo, patrzymy tak samo. Kochamy, nienawidzimy. Może te podziały to tylko...– zawahała się przez moment, bo słowa "z górnej półki" nie były używane przez nią tak często. Keyleth lubiła czuć i za czuciem podążała. Nicolette była głodna wiedzy. Używałaby słów, które miałyby więcej niż 3 sylaby. A tak się składało że nauczyciel angielskiego w Ugodoa był bardzo, bardzo ambitny, zaś rozmowa na "takie tematy" znajdowała się w sylabusie zajęć dla zaawansowanych: – ... czy to wszystko to nie jest konstrukt społeczny? Ta czysta krew... Przecież to jest takie trudne do dostrzeżenia, czarodzieje nie różnią się od siebie za bardzo w... w... w znaczeniu fenotypowym. Ja przynajmniej nie widzę tego. Jakbyś miał określić Thomasie, czy moi rodzice byli czystej krwi, byłbyś w stanie powiedzieć to patrząc mi tylko w oczy? – Nie była pewna czy to co mówi ma w ogóle sens, na zajęciach liczyła się poprawna gramatyka i słownictwo na odpowiednio wysokim poziomie. Ale tutaj? W "prawie" prawdziwym życiu?
– Pan mówi o klubie, pan mówi, że się pan nie interesuje polityką, ale przecież polityka interesuje się panem! – nalegała do odrobiny intelektualnej strawy, odsuwając na razie zapotrzebowania własne na tę strawę absolutnie i do cna materialną. Obiad... zjeść sobie taki obiad byłoby bardzo miło. – Wszyscy wkoło mówią o podziałach, o tym, kto z jakiej matki wychynął na świat. Czy to ma aż takie znaczenie? Kto prowadzi sklep? Kto podaje bułki? Czy dzieci winny płacić za grzechy swoich rodziców? Czy miłość w końcu można nazwać grzechem? Jak pan myśli Thomasie? Wszyscy krwawimy tak samo, patrzymy tak samo. Kochamy, nienawidzimy. Może te podziały to tylko...– zawahała się przez moment, bo słowa "z górnej półki" nie były używane przez nią tak często. Keyleth lubiła czuć i za czuciem podążała. Nicolette była głodna wiedzy. Używałaby słów, które miałyby więcej niż 3 sylaby. A tak się składało że nauczyciel angielskiego w Ugodoa był bardzo, bardzo ambitny, zaś rozmowa na "takie tematy" znajdowała się w sylabusie zajęć dla zaawansowanych: – ... czy to wszystko to nie jest konstrukt społeczny? Ta czysta krew... Przecież to jest takie trudne do dostrzeżenia, czarodzieje nie różnią się od siebie za bardzo w... w... w znaczeniu fenotypowym. Ja przynajmniej nie widzę tego. Jakbyś miał określić Thomasie, czy moi rodzice byli czystej krwi, byłbyś w stanie powiedzieć to patrząc mi tylko w oczy? – Nie była pewna czy to co mówi ma w ogóle sens, na zajęciach liczyła się poprawna gramatyka i słownictwo na odpowiednio wysokim poziomie. Ale tutaj? W "prawie" prawdziwym życiu?