28.07.2025, 11:29 ✶
Odpowiedź na ten list nadeszła w nocy z 9 na 10 września 1972 roku. Koperta została zabezpieczona zaklęciami ochronnymi.
Szanowna Pani Mulciber,
Wybaczyć proszę oszczędność formy i opieszałość w odpowiedzi. Zapoznałem się z nadesłanym przez Panią listem.
1. Proszę zadbać o swoje bezpieczeństwo, bo to pozostaje priorytetem. Wysłać listy bliskim, aby zadbali o zabezpieczenie miejsca zamieszkania. Nie podejrzewam Koroleva o nastawanie na zdrowie i życie członków Pani rodziny. Nie należy jednak wykluczać, do czego zdolny jest w akcie desperacji. Z Pani opisu wnioskuję jednak, że był to jeden z wielu tchórzliwych ataków, jakie miały miejsce pod osłoną nocy: oportunistyczna napaść, której konsekwencji łatwo mógłby uniknąć, zrzucając winę na wpływ czarnoksięskiego zaklęcia. (Albo wręcz wykręcając się od odpowiedzialności kłamstwem, że za atakiem stali Śmierciożercy). Podałem już jego rysopis do wiadomości reszty aurorów, zajętych tropieniem podobnych mu szumowin, które wypłynęły na powierzchnię razem z tym szambem. Proszę wierzyć, że jego schwytanie pozostaje dla mnie priorytetem. Nie tylko ze względu na potrzebę zachowania integralności struktur państwowych. Pamiętam wciąż Pani głos w sprawie mojego przyjaciela, Detektywa C. Longbottoma. Jestem przekonany, że Mung zapewni Pani w tym momencie najlepszą opiekę. (Kawa z automatu trochę gorsza od naszej, ale za to cukru nigdy nie brakuje). Proszę przyjąć życzenia szybkiego powrotu do zdrowia.
2. Proszę spisać swoje zeznania. Jak sama Pani wie, relacje świadków z pewnością byłaby mile widziane przed Wizengamotem. Jeżeli kojarzy Pani kogokolwiek, również proszę o rysopis, jakkolwiek traumatyczne jest zapewne powracanie wspomnieniami do momentu napaści. Dla mnie osobiście jest to niepotrzebne, i nie chciałbym zmuszać Pani ani do odtwarzania tego ponownie w przestrzeni pamięci, ani nadwyrężać Pani sił, ale doskonale wie Pani, jak działa nasz system. Zbyt wiele wybacza mętom, poddając pod wątpliwość motywację i moralność ludzi z nieposzlakowaną reputacją. Każdy najdrobniejszy szczegół się liczy. Zwłaszcza, gdy wmawia się nam, że wierzyć winniśmy w "resocjalizację". Ja, Pani Mulciber, jestem człowiekiem małej wiary z dużą różdżką. Korolev to recydywa. Takich powinno się zamykać. Integralność Pani zeznań będzie sprawą kluczową do skazania go, chociaż wybiegam myślami już w kierunku procesu, przewidując, że na tym Pani zależy. Byłoby to z pewnością sygnałem od Wizengamotu, że nie traktuje lekko nastawania na niezawisłość przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości. Nie zaszkodzi przeprowadzić więc swego rodzaju, że tak się wyrażę, "agitacji" wśród przychylnych Pani sędziów. Proszę traktować to wyłącznie jako przyjacielską sugestię, ale z doświadczenia wiem, że personalne zagrożenie zawsze najszybciej mobilizuje do działania. Być może powinna Pani uświadomić sędziom, że jest czego się bać.
3. Jakkolwiek wdzięczny za Pani poparcie, i w pełni popieram wielkie słowa oraz deklaracje, które padły w Pani liście, z natury jestem sceptykiem. Być może tragedia, której wszyscy jesteśmy świadkami i bezpośrednimi uczestnikami, wstrząśnie angielskim społeczeństwem. Być może zmusi do współdziałania w ramach odbudowy strat, jakie ponieśliśmy. Być może podzieli społeczeństwo jeszcze bardziej. Być może sprawi, że na powrót pogrążymy się w bezpiecznym marazmie, ulegając nawoływaniom tych, którzy wolą poddać kraj samozwańczym lordom, aniżeli stawić czoło niebezpieczeństwu. Na powrót zapanuje bierność. A oni chcą żebyśmy byli bierni. Bo bierność oznacza przyzwolenie na zło. Wszędzie widzę ludzi, którzy wolą bierność od działania. Systemowo przyzwalamy na zło od lat, Pani Mulciber. Zdradą stanu będzie zapewne, jeżeli powiem, że nie wierzę, że rządzący nami potrafią się zmienić. Ale ja jestem tylko prostym aurorem. Nie zmienię rządu. Nie odpowiadam za Wizengamot. Ja tylko łapię dla was tych wszystkich skurwysynów, licząc, że nie wypuścicie ich za szybko z więzienia. Bo wtedy muszę łapać ich na nowo.
4. Co do naruszenia protokołu tajności. Przyjrzę się temu. Pod wieloma względami uważam takie postępowanie za naganne. Zwyczajnie bezmyślne. Zajmę się tym, nie będę jednak robił Pani złudnych nadziei: sądzę, że zostanie to w najgorszym przypadku zignorowane, a w najlepszym – zwyczajnie zapomniane.
Wybaczyć proszę oszczędność formy i opieszałość w odpowiedzi. Zapoznałem się z nadesłanym przez Panią listem.
1. Proszę zadbać o swoje bezpieczeństwo, bo to pozostaje priorytetem. Wysłać listy bliskim, aby zadbali o zabezpieczenie miejsca zamieszkania. Nie podejrzewam Koroleva o nastawanie na zdrowie i życie członków Pani rodziny. Nie należy jednak wykluczać, do czego zdolny jest w akcie desperacji. Z Pani opisu wnioskuję jednak, że był to jeden z wielu tchórzliwych ataków, jakie miały miejsce pod osłoną nocy: oportunistyczna napaść, której konsekwencji łatwo mógłby uniknąć, zrzucając winę na wpływ czarnoksięskiego zaklęcia. (Albo wręcz wykręcając się od odpowiedzialności kłamstwem, że za atakiem stali Śmierciożercy). Podałem już jego rysopis do wiadomości reszty aurorów, zajętych tropieniem podobnych mu szumowin, które wypłynęły na powierzchnię razem z tym szambem. Proszę wierzyć, że jego schwytanie pozostaje dla mnie priorytetem. Nie tylko ze względu na potrzebę zachowania integralności struktur państwowych. Pamiętam wciąż Pani głos w sprawie mojego przyjaciela, Detektywa C. Longbottoma. Jestem przekonany, że Mung zapewni Pani w tym momencie najlepszą opiekę. (Kawa z automatu trochę gorsza od naszej, ale za to cukru nigdy nie brakuje). Proszę przyjąć życzenia szybkiego powrotu do zdrowia.
2. Proszę spisać swoje zeznania. Jak sama Pani wie, relacje świadków z pewnością byłaby mile widziane przed Wizengamotem. Jeżeli kojarzy Pani kogokolwiek, również proszę o rysopis, jakkolwiek traumatyczne jest zapewne powracanie wspomnieniami do momentu napaści. Dla mnie osobiście jest to niepotrzebne, i nie chciałbym zmuszać Pani ani do odtwarzania tego ponownie w przestrzeni pamięci, ani nadwyrężać Pani sił, ale doskonale wie Pani, jak działa nasz system. Zbyt wiele wybacza mętom, poddając pod wątpliwość motywację i moralność ludzi z nieposzlakowaną reputacją. Każdy najdrobniejszy szczegół się liczy. Zwłaszcza, gdy wmawia się nam, że wierzyć winniśmy w "resocjalizację". Ja, Pani Mulciber, jestem człowiekiem małej wiary z dużą różdżką. Korolev to recydywa. Takich powinno się zamykać. Integralność Pani zeznań będzie sprawą kluczową do skazania go, chociaż wybiegam myślami już w kierunku procesu, przewidując, że na tym Pani zależy. Byłoby to z pewnością sygnałem od Wizengamotu, że nie traktuje lekko nastawania na niezawisłość przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości. Nie zaszkodzi przeprowadzić więc swego rodzaju, że tak się wyrażę, "agitacji" wśród przychylnych Pani sędziów. Proszę traktować to wyłącznie jako przyjacielską sugestię, ale z doświadczenia wiem, że personalne zagrożenie zawsze najszybciej mobilizuje do działania. Być może powinna Pani uświadomić sędziom, że jest czego się bać.
3. Jakkolwiek wdzięczny za Pani poparcie, i w pełni popieram wielkie słowa oraz deklaracje, które padły w Pani liście, z natury jestem sceptykiem. Być może tragedia, której wszyscy jesteśmy świadkami i bezpośrednimi uczestnikami, wstrząśnie angielskim społeczeństwem. Być może zmusi do współdziałania w ramach odbudowy strat, jakie ponieśliśmy. Być może podzieli społeczeństwo jeszcze bardziej. Być może sprawi, że na powrót pogrążymy się w bezpiecznym marazmie, ulegając nawoływaniom tych, którzy wolą poddać kraj samozwańczym lordom, aniżeli stawić czoło niebezpieczeństwu. Na powrót zapanuje bierność. A oni chcą żebyśmy byli bierni. Bo bierność oznacza przyzwolenie na zło. Wszędzie widzę ludzi, którzy wolą bierność od działania. Systemowo przyzwalamy na zło od lat, Pani Mulciber. Zdradą stanu będzie zapewne, jeżeli powiem, że nie wierzę, że rządzący nami potrafią się zmienić. Ale ja jestem tylko prostym aurorem. Nie zmienię rządu. Nie odpowiadam za Wizengamot. Ja tylko łapię dla was tych wszystkich skurwysynów, licząc, że nie wypuścicie ich za szybko z więzienia. Bo wtedy muszę łapać ich na nowo.
4. Co do naruszenia protokołu tajności. Przyjrzę się temu. Pod wieloma względami uważam takie postępowanie za naganne. Zwyczajnie bezmyślne. Zajmę się tym, nie będę jednak robił Pani złudnych nadziei: sądzę, że zostanie to w najgorszym przypadku zignorowane, a w najlepszym – zwyczajnie zapomniane.
Tylko na wpół oficjalnie,
Aaron A. Moody
– You're too difficult.
– The situation is difficult, not me.
– The situation is difficult, not me.