23.07.2025, 20:40 ✶
Być może, gdyby znał jej myśli, to byłby bardzo wdzięczny za to, że nie udowadniała mu, że mogłaby go upokorzyć jeszcze bardziej, niż on tam sobie zrobił ich ostatnią rozmową, odsłaniając przed nią swoje najbardziej wrażliwe tkanki i punkty, Być może byłby też bardzo wściekły, że takie myśli przychodziły jej do głowy. Być może oba po trochu.
Tymczasem półleżał, półsiedział, łypiąc na nią znad paznokci i mając coraz większą trudność, by ukryć rozbawienie.
– Chwilowe partnerstwo, czyli jednak randka przy winie Ariadno zamiast małżeństwa? Mit się nie dopełni w ten sposób moja droga – pokpiwał, ale podobnie jak przed wiekami ona mimo dąsów z taką ochotą przystała na w pewnym sensie wspólne polowanie, tak i w nim oferta pobudziła odpowiednie duchowe struny. – Agencja detektywistyczna… londyńska agencja detektywistyczna… – jego głos zadrżał niebezpiecznie, a coraz szerszy uśmiech ujawnił rzadko widziane w ostatnim czasie dołeczki zdobiące bladą skórę. – Mieszkasz przy Baker Street i nosisz zabawną czapkę? Jestem nawet w stanie wyobrazić sobie Ciebie z fajką. – Parsknął, siadając nieco bardziej elegancko, pochylając się ku niej z ciałem głodnym większej ilości detali.
– Jak mówiłem, nie mam planów, chętnie Ci pomogę, bo znam Francję jak własną kieszeń. Żaden szczur się przed nami nie ukryje. – Mówił całkiem szczerze, obracając w palcach szyjkę od niemal pustej butelki. Nawet nie myślał o tym, jaki był głodny. Z pełnym, cieplejszym ciałem jakoś łatwiej było przyjmować idee nowych rozrywek, szczególnie że ni jak nie leżało to blisko osoby tego, o którym nie chciał teraz myśleć. Przynajmniej tak sądził i można byłoby załamać ręce nad jego dedukcją, ale szczęśliwie to ona tu miała robić za mózg a on… no właśnie? Jaka miałaby być jego w tym rola? Przewodnik zdawał mu się najrozsądniejszy.
– Chociaż dawno nikogo nie łamałem, przerzuciłem się na nieco łagodniejsze metody perswazji. No, chyba że ktoś realnie nadepnie mi na odcisk, nie jest to oczywiście pani prawie władzo nic nielegalnego. – Uśmiechnął się znów. – Odsiedziałem swoje, jestem w pełni zresocjalizowany.
Tymczasem półleżał, półsiedział, łypiąc na nią znad paznokci i mając coraz większą trudność, by ukryć rozbawienie.
– Chwilowe partnerstwo, czyli jednak randka przy winie Ariadno zamiast małżeństwa? Mit się nie dopełni w ten sposób moja droga – pokpiwał, ale podobnie jak przed wiekami ona mimo dąsów z taką ochotą przystała na w pewnym sensie wspólne polowanie, tak i w nim oferta pobudziła odpowiednie duchowe struny. – Agencja detektywistyczna… londyńska agencja detektywistyczna… – jego głos zadrżał niebezpiecznie, a coraz szerszy uśmiech ujawnił rzadko widziane w ostatnim czasie dołeczki zdobiące bladą skórę. – Mieszkasz przy Baker Street i nosisz zabawną czapkę? Jestem nawet w stanie wyobrazić sobie Ciebie z fajką. – Parsknął, siadając nieco bardziej elegancko, pochylając się ku niej z ciałem głodnym większej ilości detali.
– Jak mówiłem, nie mam planów, chętnie Ci pomogę, bo znam Francję jak własną kieszeń. Żaden szczur się przed nami nie ukryje. – Mówił całkiem szczerze, obracając w palcach szyjkę od niemal pustej butelki. Nawet nie myślał o tym, jaki był głodny. Z pełnym, cieplejszym ciałem jakoś łatwiej było przyjmować idee nowych rozrywek, szczególnie że ni jak nie leżało to blisko osoby tego, o którym nie chciał teraz myśleć. Przynajmniej tak sądził i można byłoby załamać ręce nad jego dedukcją, ale szczęśliwie to ona tu miała robić za mózg a on… no właśnie? Jaka miałaby być jego w tym rola? Przewodnik zdawał mu się najrozsądniejszy.
– Chociaż dawno nikogo nie łamałem, przerzuciłem się na nieco łagodniejsze metody perswazji. No, chyba że ktoś realnie nadepnie mi na odcisk, nie jest to oczywiście pani prawie władzo nic nielegalnego. – Uśmiechnął się znów. – Odsiedziałem swoje, jestem w pełni zresocjalizowany.