Nie był to najlepszy czas chyba dla nikogo. Wszyscy jeszcze przeżywali to, co wydarzyło się w Londynie ledwie dwa dni temu, jednak warto było złapać oddech, oderwać się od tego chociaż na chwilę. Kelly postanowiła po pracy wyrwać się na moment do tego swojego drugiego świata. Muzyka w końcu zawsze była dość istotną częścią jej życia. Wiedziała, że był to najprostszy sposób na to, by zapomnieć o problemach życia doczesnego. Może nie na dłużej, a tylko na chwilę, ale przecież było warto. Nie każdy miał dokąd uciekać przed tym, co się wydarzyło, więc trzeba było doceniać tę drobną przyjemność, która się nadarzyła.
Nie mogła być pewna tego, co zastanie na miejscu. Czy klub stał? Czy spłonął? Dobrze było mieć jednak nadzieję, że chociaż część rzeczy się nie zmieniła, że ten azyl dla artystów jakoś uniknął ognia. Nie spalili przecież doszczętnie całego Londynu.
Zjawiła się przed budynkiem i odetchnęła z ulgą. Ogarnął ją spokój, czyli jednak warto było wierzyć w to, że istniały jeszcze miejsca, które ominęła ta tragedia. Coś było jak dawniej, nie odebrali im wszystkiego. Dostanie swój moment zapomnienia. Wspaniale. Zwłaszcza, że w ministerstwie wrzało, wiele się działo, każdy próbował jakoś się odnaleźć na swoim stanowisku, ale nie było to wcale takie proste w takim chaosie. Była tylko stażystką, nie chciała wchodzić nikomu w drogę, robiła co mogła, żeby jakoś wesprzeć tych, którzy faktycznie mieli coś do powiedzenia, którzy wiedzieli co robić. Teraz to było już za nią, nie musiała myśleć o tym wszystkim, co było nieprzyjemne, chociaż przez krótką chwilę. Cudownie.
Weszła do środka dość niepewnie, nie wiedząc, co tam zastanie. Nic jednak nie wzbudziło w niej wahania, raczej wnętrze wyglądało jakby nie dotknęły go wydarzenia sprzed kilku nocy. Rozglądała się przez chwilę po sali, szukając znajomych twarzy, być może ktoś również postanowił znaleźć tutaj swoje tymczasowe poczucie bezpieczeństwa. Nie musiała szukać długo, tak właściwie to sama została odnaleziona.
Uśmiechnęła się serdecznie, całkiem szczerze. Dobrze było zobaczyć, że przeżył, najwyraźniej miał się całkiem dobrze. Kolejna znajoma twarz, której udało się umknąć przed ogniem. Chyba nigdy tak się nie cieszyła na widok tych, których kojarzyła, jak teraz. W końcu nie mogła mieć pewności, że wszyscy przetrwali. Nie przeszkadzało jej to, że zrobił to tak głośno. Dygnęła elegancko, kiedy obecni w klubie na nią spojrzeli, uśmiech nie schodził jej z twarzy.
- Najbardziej czarujący z czarodziei. - Rzuciła jeszcze dość głośno, chcąc chociaż odrobinę mu dorównać w komplementach.
Nie zwlekała zbyt długo w progu, wręcz przeciwnie, ruszyła w stronę Oliviera, chcąc do niego dołączyć. - Czy to miejsce jest zajęte? - Zapytała, gdy w końcu zatrzymała się tuż obok niego.