18.07.2025, 05:02 ✶
Cassandra ruszała się jak muchy w smole i mimo, że Lyssa zacisnęła na moment nieco mocniej usta, obserwując uważnie, nie powiedziała nic na ten temat, jak zwykle zatrzymując swoje przemyślenia dla siebie. Rozumiała, że kobieta przeżyła pewną tragedię i dziewczyna właśnie na to zrzucała winę za jej manieryzmy, ale były pewne granice i mogła się trochę powstrzymać, żeby nie psuć innym zabawy. To było jak posiadanie w domu ducha, albo jakiegoś rzuconego klątwą cienia, na którego wpadało się wchodząc do pokojów. Niby niepozorny, niezwracający na siebie uwagi, gdzieś na granicy oka, ale kiedy wreszcie zogniskowało się na nim spojrzenie - oczywiście niechcący - to serce biło trochę mocniej przez jumpscare.
Dobrze, że kiedy wzięła karty do ręki, zaczęła poruszać się normalnie, bo Lyssa gotowa była zasnąć przy tym stole, wspierając twarz na wewnętrznej stronie dłoni i czekając na zbawienie.
W końcu jednak zostały utworzone dla piękne stosiki kart, gotowe na jej niewątpliwe zwycięstwo nad Peregrinusem. Lyssa nawet pochwyciła swój, układając równiutko w rękach, cała z siebie zadowolona wróciwszy do ignorowania Cassandry, ale Trelawney wstał. Dziewczyna rozdziawiła usta, zaraz jednak rezolutnie je zamykając i posyłając za wróżbitą złowrogie, absurdalnie oburzone jego postępowaniem spojrzenie.
- Hej, tak się nie robi! - oznajmiła, bo ona już tutaj była cała gotowa wygrywać, a poprzez walkower to jej się absolutnie nie widziało. Nie obchodził jej w sumie żaden pożar, bo pewnie paliło się coś w oddali, ale skoro obydwoje już zwrócili uwagę na to co działo się za oknem, to ona też musiała. Podniosła się nadąsana. Obrzuciła sceptycznym spojrzeniem krajobraz i sypiący z nieba popiół.
- Kiedy wraca papa? - zapytała, zobojętniałym tonem, gotowa odwrócić się i wrócić do gry. - Będzie bardzo niezadowolony, jak na niego to napada. A myślałam, ze może zjemy dzisiaj razem kolację.
Dobrze, że kiedy wzięła karty do ręki, zaczęła poruszać się normalnie, bo Lyssa gotowa była zasnąć przy tym stole, wspierając twarz na wewnętrznej stronie dłoni i czekając na zbawienie.
W końcu jednak zostały utworzone dla piękne stosiki kart, gotowe na jej niewątpliwe zwycięstwo nad Peregrinusem. Lyssa nawet pochwyciła swój, układając równiutko w rękach, cała z siebie zadowolona wróciwszy do ignorowania Cassandry, ale Trelawney wstał. Dziewczyna rozdziawiła usta, zaraz jednak rezolutnie je zamykając i posyłając za wróżbitą złowrogie, absurdalnie oburzone jego postępowaniem spojrzenie.
- Hej, tak się nie robi! - oznajmiła, bo ona już tutaj była cała gotowa wygrywać, a poprzez walkower to jej się absolutnie nie widziało. Nie obchodził jej w sumie żaden pożar, bo pewnie paliło się coś w oddali, ale skoro obydwoje już zwrócili uwagę na to co działo się za oknem, to ona też musiała. Podniosła się nadąsana. Obrzuciła sceptycznym spojrzeniem krajobraz i sypiący z nieba popiół.
- Kiedy wraca papa? - zapytała, zobojętniałym tonem, gotowa odwrócić się i wrócić do gry. - Będzie bardzo niezadowolony, jak na niego to napada. A myślałam, ze może zjemy dzisiaj razem kolację.