14.07.2025, 23:29 ✶
W gruncie rzeczy nie mógłby jej bardziej zaskoczyć, bo spodziewała się… chyba wszystkiego poza przeprosinami. Na szczycie listy potencjalnych reakcji znajdowałby się jakiś żart albo przewrócenie oczami.
– Nie byłam zła. I nie musisz za to przepraszać. Serio, rozumiem, dlaczego pojechałeś. Ale hm, byłam trochę skonfundowana najpierw tym świstoklikiem i potem listami – powiedziała, bo może i się wtedy złościła, ale nie na niego, a na siebie. Nawet jeżeli sama z tego dokładnie wyjazdu zrezygnowała, choć proponował go jej wcześniej wuj, przedstawiając bardziej jako wakacje niż obowiązek czy coś ważnego dla aurorów, dlaczego miałby odmówić szansie na zagraniczny wypad i zawarcie paru przydatnych znajomości? Brenna takich rzeczy nie wybaczała, bo… nie czuła, że w ogóle jest coś do wybaczania, kiedy coś wskakiwało wyżej na listę priorytetów. Ale fakt, że nie posłał wcześniej choćby krótkiej wiadomości zdawał się jej jakimś komunikatem, zwłaszcza w zestawieniu z wieloma drobnymi sprawami, które Atreus w pewnym sensie sam podsumował: wiele rzeczy robili inaczej. Nie żeby nie była tego świadoma od początku, ale lubiła ten brak rozsądku zwalać we własnej głowie na Beltane – chociaż tak jakby cała ta mieszająca w umyśle magia przeminęła już jakiś czas temu i w tej chwili w pełni odpowiadała za swoje słowa i czyny.
I może nawet poukładałaby to sobie jakoś do tej pory, gdyby Spalona Noc znowu nie namieszała na wielu płaszczyznach, przy okazji zmieniając jej tu i ówdzie priorytety. Na tyle, że naprawdę nie przyszłoby Brennie nawet do głowy w tej chwili w ogóle wspominać o tej całej Kambożdy zamienionej na Egipt, gdyby nie wyciągnął wiadomości, o której ledwo pamiętała po pożarach, jakie ogarnęły Londyn.
Kontemplowała przez moment jego propozycję, zastanawiając się, czy był wielbicielem teatru, chciał wziąć udział w wydarzeniu, bo organizowała go Muza, a teraz mieli nie-śledztwo z nią związane, planował tam pójść, bo było to wydarzenie po Spalonej Nocy – przez moment zastanawiała się czy nie poświęcone pamięci poległym, ale przy zaostrzaniu polityki towarzystwa czy to było możliwe? – czy może odebrał jej słowa jako wariację „bo ty nigdzie mnie nie zabierasz?!”
I w końcu doszła do wniosku, że najlepiej po prostu spytać. Pomijając już, że tak było prościej niż łamać sobie głowę, to powinna spytać choćby po to, aby się dowiedzieć, czy był tym wielbicielem teatru (chociaż obstawiałaby raczej, że bardziej „nie miał niczego przeciwko pokazywaniu się w teatrze” niż kochał go szczerze, ale to był trochę strzał na podstawie obserwacji).
– Jasne, ale… jesteś fanem przedstawień i koncertów? Bo jeżeli nie planowałeś tam iść tak po prostu, i masz się śmiertelnie nudzić, to dowolne inne miejsce też będzie w porządku. Możemy równie dobrze iść pić w Rejwachu. Albo słuchać szeptów na wybrzeżu.
To drugie dorzuciła nagle wiedziona myślą, że chyba proponowanie mu teraz picia było trochę jak oferowanie kolejnej butelki alkoholu Woodyemu - niby naturalne, ale niezbyt wskazane.
– Nie byłam zła. I nie musisz za to przepraszać. Serio, rozumiem, dlaczego pojechałeś. Ale hm, byłam trochę skonfundowana najpierw tym świstoklikiem i potem listami – powiedziała, bo może i się wtedy złościła, ale nie na niego, a na siebie. Nawet jeżeli sama z tego dokładnie wyjazdu zrezygnowała, choć proponował go jej wcześniej wuj, przedstawiając bardziej jako wakacje niż obowiązek czy coś ważnego dla aurorów, dlaczego miałby odmówić szansie na zagraniczny wypad i zawarcie paru przydatnych znajomości? Brenna takich rzeczy nie wybaczała, bo… nie czuła, że w ogóle jest coś do wybaczania, kiedy coś wskakiwało wyżej na listę priorytetów. Ale fakt, że nie posłał wcześniej choćby krótkiej wiadomości zdawał się jej jakimś komunikatem, zwłaszcza w zestawieniu z wieloma drobnymi sprawami, które Atreus w pewnym sensie sam podsumował: wiele rzeczy robili inaczej. Nie żeby nie była tego świadoma od początku, ale lubiła ten brak rozsądku zwalać we własnej głowie na Beltane – chociaż tak jakby cała ta mieszająca w umyśle magia przeminęła już jakiś czas temu i w tej chwili w pełni odpowiadała za swoje słowa i czyny.
I może nawet poukładałaby to sobie jakoś do tej pory, gdyby Spalona Noc znowu nie namieszała na wielu płaszczyznach, przy okazji zmieniając jej tu i ówdzie priorytety. Na tyle, że naprawdę nie przyszłoby Brennie nawet do głowy w tej chwili w ogóle wspominać o tej całej Kambożdy zamienionej na Egipt, gdyby nie wyciągnął wiadomości, o której ledwo pamiętała po pożarach, jakie ogarnęły Londyn.
Kontemplowała przez moment jego propozycję, zastanawiając się, czy był wielbicielem teatru, chciał wziąć udział w wydarzeniu, bo organizowała go Muza, a teraz mieli nie-śledztwo z nią związane, planował tam pójść, bo było to wydarzenie po Spalonej Nocy – przez moment zastanawiała się czy nie poświęcone pamięci poległym, ale przy zaostrzaniu polityki towarzystwa czy to było możliwe? – czy może odebrał jej słowa jako wariację „bo ty nigdzie mnie nie zabierasz?!”
I w końcu doszła do wniosku, że najlepiej po prostu spytać. Pomijając już, że tak było prościej niż łamać sobie głowę, to powinna spytać choćby po to, aby się dowiedzieć, czy był tym wielbicielem teatru (chociaż obstawiałaby raczej, że bardziej „nie miał niczego przeciwko pokazywaniu się w teatrze” niż kochał go szczerze, ale to był trochę strzał na podstawie obserwacji).
– Jasne, ale… jesteś fanem przedstawień i koncertów? Bo jeżeli nie planowałeś tam iść tak po prostu, i masz się śmiertelnie nudzić, to dowolne inne miejsce też będzie w porządku. Możemy równie dobrze iść pić w Rejwachu. Albo słuchać szeptów na wybrzeżu.
To drugie dorzuciła nagle wiedziona myślą, że chyba proponowanie mu teraz picia było trochę jak oferowanie kolejnej butelki alkoholu Woodyemu - niby naturalne, ale niezbyt wskazane.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.