— Kurwa, a fryturę niedawno wymieniłem, bez sensu — jęknął pod nosem Lewis. Stary, śmierdzący olej, na którym smażyli frytki, panierowane ryby, klasyki brytyjskich budek i lokali ludzi pracy, jak oni, tanie dania z głębokiego tłuszczu z konkretnym posmakiem, który Lewis nazywał specjalną przyprawą, niestety wylądował kilka dni wcześniej w ścieku, więc nie mógł służyć za paliwo dla pożaru jedzącego konkurencję. Myślenie takie było złośliwe, ale Lewis ostatecznie wolałby żeby komuś po prostu nie wyszło jakieś zaklęcie podgrzewające niż rzeczywiście pożar, bo co jak co, ale umiał dodać dwa do dwóch. Ciasnota Nokturnu, prowizoryczne łatanie wszystkiego co się nawinęło, średniej jakości zaklęcia transmutacyjne i nagle po kolei będą zapalać się od siebie kolejne budynki, jak zapałki w paczce.
Wrócił za ladę, bardzo mocno zaniepokojony doniesieniami, które przyniósł Tarp. Zniknął na dłuższą chwilę w kuchni, aby zacząć napełniać wodą garnki na zupę, wielgachne brytwanny i jeszcze większe balie do wekowania, które używał do swoich zimowych kiszonek. Nigdy nie wiadomo, co będzie się działo, a mogło przecież jej zabraknąć i co wtedy? Ludzie w strachu często kryli się właśnie pośród innych swoich, co było absolutnie normalne. Lewis poczuł zew swojej natury.
Wyszedł z zaplecza, szmatka przewieszoną przez ramię, krok sprężysty. Był w ten młodzieńczy sposób zajebiście gotowy do pracy, jakby wstąpiła w niego moc ludu, socjalistyczny duch zjednoczenia w kryzysie, aby wyciągać przyjazną dłoń do bliźniego dlatego, że tak trzeba, a nie dlatego, że ktoś mu za to płaci.
— Szefu, jakieś rozkazy dla kuchni? Bo zakładam, że normalną obsługę zamykamy? Bardzo źle to wygląda, jesteśmy w ryzyku?
Pomysł Aseny był bardzo dobry, piwnice były zimne i nie paliły się tak łatwo, jak reszta budynku, gdyby Rejwach również zaczął łapać ogień. Trochę liczył, że Tarp jednak nie był takim dusigroszem i sypnął na jakieś magiczne ochronki, chociaż chuj go tam wiedział. Równie dobrze knajpa mogła trzymać się na dobrą wolę pracowników i brud z podeszw klienteli. Najwyżej będzie naciągał swoje umiejętności magiczne, jak za małe gacie na dupę, próbując ochronić swoje miejsce pracy.
Zauważył, że Nico zniknęła, miał nadzieję, że czmychnęła poza Nokturn, spędzać czas przyjemnie nad Tamizą, poza skwarkami płonących budynków. Następnego dnia koniecznie będzie musiał sprawdzić, jak to jest z tym Wiwernem i wprowadzić do menu nową zupę. Wędzony Wiwern. Albo kasza ze skwarkami z Wiwerna albo... Pomyśli jeszcze.