13.07.2025, 23:07 ✶
- Bumfuzzle - kiwnął głowa, zgadzając się z tym w pełni. - Baldwina bym sobie darował, racja. Ale kiedy ty się zajmiesz braćmi, to popytałbym o kogoś innego. Wspominając o Armandzie rzuciłaś o przestępczym imperium i nie mówię że to prawda, ale gryzie mnie czemu jest taki ważny. Spokojnie, nie będę pytał sam - dorzucił na koniec, jakby obawiając się że zaraz zostanie to jakoś zakwestionowane. Zwyczajnie musiał mieć coś do robienia, kiedy ona będzie się uganiać za innymi facetami. - Okej, niech ci będzie, że zaczekamy z tym do momentu, aż wyciągniesz swoje.
Nie widział potrzeby angażowania w to wszystko innych Malfoyów, głównie dlatego że im w tych kwestiach nie ufał. Wszyscy trzymali się za rączki, dokładnie tak jak zwykły czystokrwiste rodziny, ale dodatkowo bez cienia refleksji. Eden może i ostrzegła ich na wydarzeniu Muzy, ale oprócz tego że był to miły gest to nie zmieniało to nic więcej. Wątpił żeby grała bezpośrednio przeciwko kuzynom i swojemu ojcu.
Uśmiechnął się krzywo, ale wciąż było w tym echo znajomej zadziorności. Myślał mimowolnie o statku i niedoszłej próbie samobójczej - to chyba stało się dla niego wyznacznikiem tego, jak złą osobą mogła się wydawać do trzymania go w ryzach. Ale może właśnie o to chodziło, że oboje parli do przodu, narażając się bez większego zastanowienia - kto jak nie ona mógł z łatwością zauważyć, na którą granicę faktycznie powinni uważać?
Florence powiedziała mu kiedyś, że powinien na nią uważać i mimowolnie zaczął się zastanawiać, co takiego zobaczyła że postanowiła podzielić się z nim tą opinią. I co właściwie myślałaby, widząc jak teraz pociągnął ją lekko do siebie, ewidentnie chcąc skrócić dystans. To nie było ani miejsce, ani czas ale może chodziło o te splecione ręce, żałobę i chwilę słabości, kiedy gniew opadł nieco, pozwalając wyjść na wierzch temu co chowało się pod nim.
- Powiedzmy, że ci wierzę - mruknął, unosząc lekko brew w jakiejś próbie zakwestionowania czystości jej intencji. Kwestie tego, czym powinni się zająć odnośnie sprawy Avery, mieli już chyba w całości za sobą, dlatego pozostawało zadać kolejne ważne pytanie, które nie mogło dłużej czekać. - Powiedz mi wreszcie proszę, o jakie sprzeczne sygnały ci chodziło? - zapytał, w pełni już złośliwie, omsknąwszy się na nowo w typowy dla siebie ton, ale jeśli tylko mu pozwoliła, jednocześnie objął ją rękoma, w pełni wtulając się w znajomy zapach bzu i porzeczki.
Nie widział potrzeby angażowania w to wszystko innych Malfoyów, głównie dlatego że im w tych kwestiach nie ufał. Wszyscy trzymali się za rączki, dokładnie tak jak zwykły czystokrwiste rodziny, ale dodatkowo bez cienia refleksji. Eden może i ostrzegła ich na wydarzeniu Muzy, ale oprócz tego że był to miły gest to nie zmieniało to nic więcej. Wątpił żeby grała bezpośrednio przeciwko kuzynom i swojemu ojcu.
Uśmiechnął się krzywo, ale wciąż było w tym echo znajomej zadziorności. Myślał mimowolnie o statku i niedoszłej próbie samobójczej - to chyba stało się dla niego wyznacznikiem tego, jak złą osobą mogła się wydawać do trzymania go w ryzach. Ale może właśnie o to chodziło, że oboje parli do przodu, narażając się bez większego zastanowienia - kto jak nie ona mógł z łatwością zauważyć, na którą granicę faktycznie powinni uważać?
Florence powiedziała mu kiedyś, że powinien na nią uważać i mimowolnie zaczął się zastanawiać, co takiego zobaczyła że postanowiła podzielić się z nim tą opinią. I co właściwie myślałaby, widząc jak teraz pociągnął ją lekko do siebie, ewidentnie chcąc skrócić dystans. To nie było ani miejsce, ani czas ale może chodziło o te splecione ręce, żałobę i chwilę słabości, kiedy gniew opadł nieco, pozwalając wyjść na wierzch temu co chowało się pod nim.
- Powiedzmy, że ci wierzę - mruknął, unosząc lekko brew w jakiejś próbie zakwestionowania czystości jej intencji. Kwestie tego, czym powinni się zająć odnośnie sprawy Avery, mieli już chyba w całości za sobą, dlatego pozostawało zadać kolejne ważne pytanie, które nie mogło dłużej czekać. - Powiedz mi wreszcie proszę, o jakie sprzeczne sygnały ci chodziło? - zapytał, w pełni już złośliwie, omsknąwszy się na nowo w typowy dla siebie ton, ale jeśli tylko mu pozwoliła, jednocześnie objął ją rękoma, w pełni wtulając się w znajomy zapach bzu i porzeczki.