13.07.2025, 16:38 ✶
Wbrew pozorom życie zawodowe Basiliusa nie było, aż tak obfitujące w szalone przygody, aby uzdrowiciel byłbprzyzwyczajony do dostawania w łokieć jako normalną reakcji na próbę pomocy. Co więcej, tak samo nie był przyzwyczajony, że po takim ataku, atakujący mógłby potem się w niego wtulić. Prewett nawet nie zdarzył porządnie zakląć, kiedy Millie już zgarnęła go w objęcia w tym dziwnym stosie ze zbyt dużą liczbą nog, rąk, konfuzji i brudnych ubrań na podłodze.
– Tak, żyjemy – powtórzył za Thomasem, nie do końca wiedząc co zrobić z rękami i jak nimi właśnie objąć Millie. Nie chciał się odsuwać. Widział przecież, że tego potrzebowała. Poruszył dłonią, by jakoś pogładzić przyjaciółkę po ramieniu, ale natrafił na Thomasa i już miał zabrać rękę, ale wtedy Figg objął ich oboje i Basilius uznał, że cokolwiek by dalej nie zrobił i tak będzie niezręczne i chyba lepiej nie robić nic.
Przymknął więc na chwilę oczy pozwalając swojej głowie dać się tulić Milllie. I w sumie trochę też na niej leżeć.
Żyli. A przecież tak łatwo mogli nie żyć. Każde z nich. Byli mniej lub bardziej ranni, czy straumatyzowani, ale dalej żyli. Basilius ponownie poczuł się podobnie do tego, gdy przed kilkoma godzinami powoli odpływał w objęcia snu, z tym, że tak jak wtedy łóżko i zamknięte oczy zabierały jego ciału chociaż odrobinę zmęczenia, tak teraz ta nieco niezręczna sytuacja obejmowała jego głowie przynajmniej trochę stresu.
Chciał coś powiedzieć. Chciał wyrzucić Millie, że mogłaby z łaski swojej nie rzucać ubrań na podłogę. Chciał zauważyć, że koty przysłowiowo miały dziewięć żyć, a Thomas wczoraj oberwał raz więc co do cholery stało się z jeszcze jednym życiem, ale... Chyba bał się, że jeśli jakkolwiek się odezwie to jakoś to popsuje. A przecież Millie tego bardzo potrzebowała.
– Tak, żyjemy – powtórzył za Thomasem, nie do końca wiedząc co zrobić z rękami i jak nimi właśnie objąć Millie. Nie chciał się odsuwać. Widział przecież, że tego potrzebowała. Poruszył dłonią, by jakoś pogładzić przyjaciółkę po ramieniu, ale natrafił na Thomasa i już miał zabrać rękę, ale wtedy Figg objął ich oboje i Basilius uznał, że cokolwiek by dalej nie zrobił i tak będzie niezręczne i chyba lepiej nie robić nic.
Przymknął więc na chwilę oczy pozwalając swojej głowie dać się tulić Milllie. I w sumie trochę też na niej leżeć.
Żyli. A przecież tak łatwo mogli nie żyć. Każde z nich. Byli mniej lub bardziej ranni, czy straumatyzowani, ale dalej żyli. Basilius ponownie poczuł się podobnie do tego, gdy przed kilkoma godzinami powoli odpływał w objęcia snu, z tym, że tak jak wtedy łóżko i zamknięte oczy zabierały jego ciału chociaż odrobinę zmęczenia, tak teraz ta nieco niezręczna sytuacja obejmowała jego głowie przynajmniej trochę stresu.
Chciał coś powiedzieć. Chciał wyrzucić Millie, że mogłaby z łaski swojej nie rzucać ubrań na podłogę. Chciał zauważyć, że koty przysłowiowo miały dziewięć żyć, a Thomas wczoraj oberwał raz więc co do cholery stało się z jeszcze jednym życiem, ale... Chyba bał się, że jeśli jakkolwiek się odezwie to jakoś to popsuje. A przecież Millie tego bardzo potrzebowała.