13.02.2023, 02:53 ✶
Patrick zmrużył oczy, skupiając główną uwagę od razu na czerwonym krzyżyku. To nie był ani czas, ani miejsce, a jednak zaczął się zastanawiać nad tym, co musiał oznaczać. W myślach obiecywał sobie nawet, że sprawdzi. I ruiny, i oznaczenie miejsca. Najwyżej zrobi z siebie durnia, ale robienie z siebie durnia specjalnie nie przeszkadzało Patrickowi. Gorzej, jeśli durnia robił z niego ktoś inny.
Ale najpierw musiał znaleźć sposób by dostać się do jakiegoś miejsca, gdzie zadziałałaby magia. Mógłby się wtedy aportować. Najpierw do dziadków (priorytety, zgłosić im że żyje, nic się z nim złego nie stało, ale jest pilna sprawa, którą musi się zająć), potem do Ministerstwa Magii, uruchomić całą machinę związaną z przetransportowaniem ciała Hannah, zawiadomieniem jej rodziny i tak dalej.
Mniej więcej o tym myślał, gdy spoglądał na portret ciemnowłosego mężczyzny.
- Zastanawiam się, czemu ktoś cię tu pozostawił – odpowiedział, dla kontrastu posyłając portretowi przyjazne spojrzenie. Dużo przyjaźniejsze niż uczucia, które w tym momencie kłębiły się w jego umyśle. Te były raczej z kategorii tych: morowych. Nie dał rady również się uśmiechnąć. – Masz jakąś alternatywną podobiznę gdzieś indziej, gdzie możesz się przemieszczać? – zainteresował się, choć trochę wątpił w taką możliwość.
Gdyby rzeczywiście tak było, mężczyzna na portrecie pewnie zaalarmowałby kogoś, że w ruinach drewnianego domku na bagnach właśnie kona jakaś młoda kobieta. A przynajmniej Steward postąpiłby w ten sposób na jego miejscu. Chyba, że ktoś celowo pozostawił go tutaj by czegoś strzegł.
- Nie chciałbyś się stąd wydostać? – zapytał po chwili. – Poza tym, że panuje tu trochę… grobowa atmosfera… – nieśmieszny żart, Patrick wiedział, że to bardzo nieśmieszny żart. – Ile temu domowi zostało czasu? Rok? Dwa? Przy dobrych wiatrach pięć? A potem się zawali. Szkoda by było, żebyś tu tak niszczał.
Podczas swoich słów, auror obrócił się w lewo i w prawo, jeszcze raz omiatając wzrokiem całe to domostwo. To nie była najsubtelniejsza dyplomacja, wiedział o tym, ale był trochę zdesperowany. Miał trupa w domu, zwodnika za oknem i zielonego pojęcia, gdzie się znajdował. Potrzebował informacji. Jeśli miałby za nie zabrać stąd stary obraz, to gotów był zabrać stąd stary obraz. Mógłby go nawet potem zanieść do oprawiacza by ten sprawił mu nową ramę i powiesić na ścianie w swojej kawalerce. To wszystko nie wydawało mu się wielką ceną za ratunek.
Ale najpierw musiał znaleźć sposób by dostać się do jakiegoś miejsca, gdzie zadziałałaby magia. Mógłby się wtedy aportować. Najpierw do dziadków (priorytety, zgłosić im że żyje, nic się z nim złego nie stało, ale jest pilna sprawa, którą musi się zająć), potem do Ministerstwa Magii, uruchomić całą machinę związaną z przetransportowaniem ciała Hannah, zawiadomieniem jej rodziny i tak dalej.
Mniej więcej o tym myślał, gdy spoglądał na portret ciemnowłosego mężczyzny.
- Zastanawiam się, czemu ktoś cię tu pozostawił – odpowiedział, dla kontrastu posyłając portretowi przyjazne spojrzenie. Dużo przyjaźniejsze niż uczucia, które w tym momencie kłębiły się w jego umyśle. Te były raczej z kategorii tych: morowych. Nie dał rady również się uśmiechnąć. – Masz jakąś alternatywną podobiznę gdzieś indziej, gdzie możesz się przemieszczać? – zainteresował się, choć trochę wątpił w taką możliwość.
Gdyby rzeczywiście tak było, mężczyzna na portrecie pewnie zaalarmowałby kogoś, że w ruinach drewnianego domku na bagnach właśnie kona jakaś młoda kobieta. A przynajmniej Steward postąpiłby w ten sposób na jego miejscu. Chyba, że ktoś celowo pozostawił go tutaj by czegoś strzegł.
- Nie chciałbyś się stąd wydostać? – zapytał po chwili. – Poza tym, że panuje tu trochę… grobowa atmosfera… – nieśmieszny żart, Patrick wiedział, że to bardzo nieśmieszny żart. – Ile temu domowi zostało czasu? Rok? Dwa? Przy dobrych wiatrach pięć? A potem się zawali. Szkoda by było, żebyś tu tak niszczał.
Podczas swoich słów, auror obrócił się w lewo i w prawo, jeszcze raz omiatając wzrokiem całe to domostwo. To nie była najsubtelniejsza dyplomacja, wiedział o tym, ale był trochę zdesperowany. Miał trupa w domu, zwodnika za oknem i zielonego pojęcia, gdzie się znajdował. Potrzebował informacji. Jeśli miałby za nie zabrać stąd stary obraz, to gotów był zabrać stąd stary obraz. Mógłby go nawet potem zanieść do oprawiacza by ten sprawił mu nową ramę i powiesić na ścianie w swojej kawalerce. To wszystko nie wydawało mu się wielką ceną za ratunek.