12.02.2023, 11:22 ✶
- Masz ciekawe poczucie humoru. Nie wiem po kim to masz, ale na pewno nie po swojej matce. - Spontaniczne dopierdolenie swojej byłej żonie przyszło mu z niebywałą lekkością. Nie dało się ukryć, że mimo upływu lat pozostało w nim wiele goryczy. - Ale nie masz do końca racji... Tutejsi czarodzieje kultywują koło roku, podczas którego odbywają się cztery większe i cztery mniejsze sabaty, wyznaczające to, jaką drogę przebyła otaczającą ich natura. Teraz znajdujesz się na Ostarze, a ona jest, nie ukrywając... Świętem nudy, ale jednocześnie potrzebnej nudy. Nikt się tu szczególnie nie bawi, bo to jest okres sprzątania, planowania, cieszenia się, że śnieg stopniał i przesadzania kwiatów. Na Beltane natomiast - zatrzymał się, aby wskazać palcem centrum polany ognisk - wszysycy młodzi czarodzieje będą tam kompletnie pijani skakali przez ogień, a później wspinali się na wielkie pale gołymi rękoma, aby zaimponować czarodziejkom.
Zaśmiał się słysząc pytanie, czy brał w tym udział, bo niechęć jego córki, zestawiona z szybkim zaprzeczeniem asystenta wydała mu się nieco komiczna. Dolohov wychował się w rodzinie obrzydliwie wręcz bogatej, ale jego ojciec, mimo możliwości życia tutaj na niezwykle wysokim poziomie, wciąż szanował nawet te wygasające już tradycje.
- Brałem. Zanim zostałem celebrytą - przyznał. Niedawno odwiedziła go nawet panna Bulstrode, która rozpaliła wspomnienia przesiadywania na Lithcie podczas przerw wakacyjnych. W Hogwarcie wszyscy w jego otoczeniu cieszyli się tymi świętami i rozmawiali żywo o tym, kto wybiera się na sabat do Londynu. - Przez pierwsze lata mojej działalności miałem tu nawet stoisko z wróżbami. - Te słowa smakowały dziwnie. Bo obnażały to, że nie zawsze był aż tak popularny. Mógłby skłamać, ale tego momentu swojego życia nie zdoła już niestety wymazać, jeżeli nie spali archiwum w bibliotece Parkinsonów, a ta była na ogień odporna. Nie to, żeby kiedyś próbował...
No dobrze, próbował.
- Nie rób tego - powiedział, zwracając się do Trelawneya. Nie był to jednak ton, który miałby go skarcić. - Zabierz ją do biblioteki i niech się nauczy szukać takich informacji sama.
Zaśmiał się słysząc pytanie, czy brał w tym udział, bo niechęć jego córki, zestawiona z szybkim zaprzeczeniem asystenta wydała mu się nieco komiczna. Dolohov wychował się w rodzinie obrzydliwie wręcz bogatej, ale jego ojciec, mimo możliwości życia tutaj na niezwykle wysokim poziomie, wciąż szanował nawet te wygasające już tradycje.
- Brałem. Zanim zostałem celebrytą - przyznał. Niedawno odwiedziła go nawet panna Bulstrode, która rozpaliła wspomnienia przesiadywania na Lithcie podczas przerw wakacyjnych. W Hogwarcie wszyscy w jego otoczeniu cieszyli się tymi świętami i rozmawiali żywo o tym, kto wybiera się na sabat do Londynu. - Przez pierwsze lata mojej działalności miałem tu nawet stoisko z wróżbami. - Te słowa smakowały dziwnie. Bo obnażały to, że nie zawsze był aż tak popularny. Mógłby skłamać, ale tego momentu swojego życia nie zdoła już niestety wymazać, jeżeli nie spali archiwum w bibliotece Parkinsonów, a ta była na ogień odporna. Nie to, żeby kiedyś próbował...
No dobrze, próbował.
- Nie rób tego - powiedział, zwracając się do Trelawneya. Nie był to jednak ton, który miałby go skarcić. - Zabierz ją do biblioteki i niech się nauczy szukać takich informacji sama.
with all due respect, which is none