01.07.2025, 20:35 ✶
Rodolphus przyłożył dłoń do klatki piersiowej, bardziej po lewej stronie. Skłonił lekko głową na znak podziękowania.
- Twoje komplementy to miód na moje serce - odpowiedział z błyskiem w oku. - Na skórę, serce, płuca i krtań.
Doprecyzował, bo przecież papierosy były szkodliwe. Jako Niewymowny badał mózgi i nie było dla nikogo żadnym zaskoczeniem, że rozpowszechniał wszem i wobec swoją opinię na temat szkodliwości alkoholu - zresztą badania te przeprowadzili nawet mugole. Alkohol niszczył komórki mózgowe w zastraszającym tempie, na dodatek fatalnie wpływał na funkcjonowanie całego organizmu. Papierosy podobnie, chociaż atakowały inne organy.
- Czemu nie. Ma urodziny? Wyślę jej prezent na biurko - odpowiedział bez cienia złośliwości, lekko wydymając usta. Spoważniał jednak, gdy Stanley przeszedł do rzeczy. Cenił w nim to, bo sam nie lubił gadać po próżnicy. Wiedział jednak doskonale, że większość społeczeństwa nie tyle co to lubiła, a tego wymagała. Small talk, pierdolenie o Szopenie i inne jak ci mija dzień, których szczerze nie znosił, bo w ogóle nie interesowała go odpowiedź rozmówcy. Teraz jednak było nieco inaczej. Odchrząknął. - Chodzi o nasze spotkanie latem. Być może nie zwróciłeś na to uwagi, ale wymsknęło ci się wujowanie do Richarda Mulcibera.
Powiedział, bo i nie miał zamiaru tutaj plątać czy mataczyć. Chciał jasno zaznaczyć, skąd wie to, co wie, i skąd mogą brać się jego przypuszczenia. Nie chciał, by Borgin podejrzewał, że go sprawdza po nocach, jakby nie miał nic innego do roboty.
- Robert nie żyje. Chciałem się upewnić, w jakim jesteś stanie. Być może plany dotyczące Moody wzięły w łeb razem ze śmiercią Roberta, ale to nie oznacza, że odetnę tę cienką nić która nas połączyła i kopnę cię w dupę - wzruszył ramionami. Może i nie uwierzy w jego słowa, może uzna je za nieszczere - w końcu większość słów, które wypowiadał, były kłamstwem, ale teraz w tej chwili nie miał żadnego interesu w tym, by kłamać. - Z Robertem łączyły mnie co prawda wyłącznie interesy, ale odczułem boleśnie jego brak. Nie chcę sobie wyobrażać, co musiałeś czuć, gdy doszły do ciebie informacje o jego śmierci.
Musiał wiedzieć - jeżeli nie został o tym poinformowany wcześniej przez Richarda, to sam pewnie się natknął na tę informację.
Lestrange wziął w dłoń talię tarota i obrócił ją w palcach, przyglądając się jej znużonym wzrokiem. W dupie miał te karty, ale zawsze lepiej było mieć coś w dłoni podczas rozmowy - a że nie palił, to mógł zająć się tym.
- Więc ponawiam pytanie: jak się czujesz?
- Twoje komplementy to miód na moje serce - odpowiedział z błyskiem w oku. - Na skórę, serce, płuca i krtań.
Doprecyzował, bo przecież papierosy były szkodliwe. Jako Niewymowny badał mózgi i nie było dla nikogo żadnym zaskoczeniem, że rozpowszechniał wszem i wobec swoją opinię na temat szkodliwości alkoholu - zresztą badania te przeprowadzili nawet mugole. Alkohol niszczył komórki mózgowe w zastraszającym tempie, na dodatek fatalnie wpływał na funkcjonowanie całego organizmu. Papierosy podobnie, chociaż atakowały inne organy.
- Czemu nie. Ma urodziny? Wyślę jej prezent na biurko - odpowiedział bez cienia złośliwości, lekko wydymając usta. Spoważniał jednak, gdy Stanley przeszedł do rzeczy. Cenił w nim to, bo sam nie lubił gadać po próżnicy. Wiedział jednak doskonale, że większość społeczeństwa nie tyle co to lubiła, a tego wymagała. Small talk, pierdolenie o Szopenie i inne jak ci mija dzień, których szczerze nie znosił, bo w ogóle nie interesowała go odpowiedź rozmówcy. Teraz jednak było nieco inaczej. Odchrząknął. - Chodzi o nasze spotkanie latem. Być może nie zwróciłeś na to uwagi, ale wymsknęło ci się wujowanie do Richarda Mulcibera.
Powiedział, bo i nie miał zamiaru tutaj plątać czy mataczyć. Chciał jasno zaznaczyć, skąd wie to, co wie, i skąd mogą brać się jego przypuszczenia. Nie chciał, by Borgin podejrzewał, że go sprawdza po nocach, jakby nie miał nic innego do roboty.
- Robert nie żyje. Chciałem się upewnić, w jakim jesteś stanie. Być może plany dotyczące Moody wzięły w łeb razem ze śmiercią Roberta, ale to nie oznacza, że odetnę tę cienką nić która nas połączyła i kopnę cię w dupę - wzruszył ramionami. Może i nie uwierzy w jego słowa, może uzna je za nieszczere - w końcu większość słów, które wypowiadał, były kłamstwem, ale teraz w tej chwili nie miał żadnego interesu w tym, by kłamać. - Z Robertem łączyły mnie co prawda wyłącznie interesy, ale odczułem boleśnie jego brak. Nie chcę sobie wyobrażać, co musiałeś czuć, gdy doszły do ciebie informacje o jego śmierci.
Musiał wiedzieć - jeżeli nie został o tym poinformowany wcześniej przez Richarda, to sam pewnie się natknął na tę informację.
Lestrange wziął w dłoń talię tarota i obrócił ją w palcach, przyglądając się jej znużonym wzrokiem. W dupie miał te karty, ale zawsze lepiej było mieć coś w dłoni podczas rozmowy - a że nie palił, to mógł zająć się tym.
- Więc ponawiam pytanie: jak się czujesz?