Skinął lekko głową na zapytanie, czy opowiadała, aczkolwiek to nie było pełną odpowiedzią. Stanowiło bardziej odpowiedź na zasadzie - tak, słucham. Bo zaraz za tym gestem poszły słowa.
- Coś wspominałaś kiedyś... Jestem jednak pewien, że historii rodu Lestrange nie przerabialiśmy. - A pewnie mieli coś o nim na Historii Magii, ale chociaż Laurent nie był Trollem z tego przedmiotu, to nadal nie był z niego Wybitny. Wiele rzeczy mu umykało, wiele wiedzy było nieobjętej i niepojętej - z różnych przyczyn. Tym bardziej łatwo było pozapominać niektórych faktów.
- Weryfikacja wiedzy z Ministerstwem jest trudna o tyle, że tematem zajmuje się Departament Tajemnic. - Innymi słowy: nikt nic nie wie i wiedzieć nie będzie, dopóki Ministerstwo nie postanowi wydać jakiegoś oświadczenia, tak? Tak - przynajmniej oficjalnie. Bo przecież Laurent miał problemy z instynktem samozachowawczym i miał skłonności do pchania się tam, gdzie nie powinien. Na Polanę Ognisk również planował się dalej pchać. - Tym nie mniej na pewno zasięgniemy języka, dziękuję za napomknięcie. - Kobieta robiła więcej, niż musiała. Nie wiedział dokładnie, jakie relacje panowały w całej tej rodzinie, nie wiedział, na ile ta sprawa w zasadzie była otwarta dla wszystkich, a na ile panowała tu jakaś dyskrecja. Chyba ubodłaby go duma, że jego stajnia jest opanowana przez jakieś dziadostwo, z którym nie może sobie poradzić. Tym nie mniej wiedział też, że każdy inaczej przeżywał swoje problemy. Każdy też inaczej sobie z nimi radził.
- Z mojej strony wszystko, dziękuję. - Odwzajemnił grymas kobiety swoim promiennym uśmiechem i poczekał, aż ta ich zostawi, albo po prostu odejdą z Victorią na bok. - Chyba trzeba przekopać bibliotekę Twojego rodu. Podejrzewam, że będzie czego szukać.