• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton Las Wisielców [12.08.1972] The fate's already fucked me sideways

[12.08.1972] The fate's already fucked me sideways
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#4
29.06.2025, 22:27  ✶  
Byli wśród jasnowidzów ci, którzy wygłaszali proroctwa złotymi ustami pomazanymi przez bogów. Oto podniosłość greckich wyroczni odrodzona w czarodziejach dwudziestego wieku — łącznicy z siłą wyższą, wybrańcy, wieszcze natchnieni. Nie zaliczał się do nich Peregrinus Trelawney. On swoje przepowiednie wypowiadał niemrawym ruchem niemych warg, spisywał je metodycznie niczym obcą obserwację pochodzącą z zewnątrz, nie transcedentną wiedzę przepływającą przez niego zrządzeniem boskiej ręki. Był badaczem z dodatkowym zmysłem, nie nowym wcieleniem boga. Poddawał przepowiednie wiwisekcji z precyzją i skupieniem chirurga zamiast interpretować je z melodyjną nostalgią poety. Próbował porozdzielać te delikatne, ulotne elementy proroctw, obejrzeć je pod mikroskopem, opisać, skategoryzować. W chłodnym, bezlitosnym zapamiętaniu starał się zerwać z tarota jego metaforykę, marzył o wyrzeźbieniu uniwersalnych form na omeny. Chciał dobrać się do Departamentu Tajemnic, aby jego zbiory poddać metaanalizom. Widzenia sprawdzał z tarotem, tarota z gwiazdami — jaka jest wartość eksperymentu, gdy wynik nie jest replikowalny? Peregrinus nie chciał patetyzmu boskości, upojnego śpiewu mądrości pytyjskiej. Nie, on był nowym Galileuszem, spadkobiercą Kartezjusza. Gdy prorokował, nie szukał w sobie boskiego pierwiastka, lecz kolejnych zmiennych do równania opisującego uniwersum, drogi do pokonania nieoznaczoności. Spełnieniem byłoby mu opracowanie kompletnej historii czasów, urzeczywistnienie w swojej osobie demona Laplace’a.
W świecie, do którego demitologizacji Peregrinus tak chorobliwie dążył, urzekał go mit Lorraine Malfoy. Nie chciał sobie tej kobiety wytłumaczyć, nigdy nie odważyłby się jej poszatkować i pooglądać, z jakich atomów składa się wila. Napisać formułę zdolną zamknąć istotę Lorraine znaczyłoby tyle, co znieważyć ją. Gdyby zaczął przewidywać jej kroki, opisywać koleje jej losu i intencję za nimi, pozbawiłby ją tego migoczącego nibu tajemnicy. A była to jedna z niewielu tajemnic, które go czarowały, nie budząc obsesji poznania. Tyle rzeczy już straciło dla niego magię, gdy zajrzał pod zasłonę i zobaczył, jak działają, że zetknięcie z ulotną Lorraine działało na niego zawsze odświeżająco. Nie powinna ona nigdy otrzymać definicji.
Oboje pozostawiali toteż siebie nawzajem w spokoju. Czerpali prostą przyjemność z biernego trwania obok siebie, nie ważąc się na ingerencję jednego w drugie.
— Stworzeni na obraz bogów — powtórzył za nią czarodziej w tonie lekkim co prawda i wskazującym na jego niezbyt wielkie zaangażowanie w religię, lecz w żadnym razie nie kpiącym. — Spotkania z bogami opisują jako wielkie złączenie. Dusze wzlatujące ku słońcu, które zatopione w jego świetle same stają się światłem, kropla włączona do oceanu boga. A ty z tego złączenia z boginią wynosisz pretensję. I jakże to ludzkie. Pomyślałaś, że bogini mogła okazać i inne ludzkie ułomności? Jak kłamstwo? — Być może zakrawało to na bluźnierstwo, nazywać Boginię Matkę kłamczuchą, lecz w zuchwalsze już sposoby zdarzało się Trelawneyowi podważać jej autorytet całokształtem swoich prac. — Jeśli wierzyć, że to bogini była pierwszą przyczyną, początkiem świata, musiał też istnieć i moment, gdy była samą i samotną. Samotność nie przechodzi łatwo przez gardło. — Bawił się tak chwilę ideą, lecz nie przywiązał do niej nadto. Oddał ją Lorraine, aby zrobiła z nią, co tylko zechce.
Kosmogonia teologiczna nigdy nie znajdowała się bowiem w zakresie jego zainteresowań. Głęboko wierzył, że jeśli istnieje Bóstwo, jakiś demirug, który był wprawił wszechświat w ruch, nie wtrącał się on w raz ustalone prawa przyrody. Peregrinus zaś, jako badacz owych praw, rewanżował się bogu — kimkolwiek by on nie był — nie wtrącając się do dziedzin jego. Źródeł wszelkich anomalii poszukiwał w tym, co magiczne, nie boskie.
Trudno było mu wyobrazić sobie wdzięczniejszą od Lorraine przewodniczkę po Lesie Wisielców. Gdy wyznaczała im obojgu drogę przez zdrewniałe cmentarzysko i obserwował ją mijającą podwieszone trupy niczym starych znajomych, chciałby potrafić się oburzyć. Przekląć ją za to, że nie szukała życia, tylko marnotrawiła je w śmierci. On sam urodził się, rezonując z upiorną wibracją Limbo. Długie lata opierał się tym wewnętrznym drganiom. Gonił życie, podróżując przez kolejne słoneczne destynacje, w których czekały go kolejne studia, odkrycia, idee — wszystkie je zbierał w sobie, starając się tą wieczną, nieśmiertelną esencją czasów minionych i przyszłych stłamsić głuchą melodię zaświatów, która odbijała się w nim echem. Ale ona nie milkła i wystarczyło, że na moment zatrzymał się, aby go wchłonęła. Chciał oceniać Lorraine za ten pociąg do śmierci, lecz czyż mógł czuć się w prawie, gdy sam mu uległ, a Las Wisielców zdawał mu się czymś znajomym, drgającym tą samą martwą częstotliwością, którą od zawsze czuł z tyłu głowy?
Nie odpowiedział jej od razu na pytania. Chwilę rozważał Lorraine w ciszy, jednej z tych łagodnych, wyzbytych niezręczności. Mógł przy niej być sam ze swoimi myślami. W tym znalazł odpowiedź.
— Jesteś wierząca, więc pozwól, że opowiem ci to w ten sposób — zaczął w końcu, ważąc każde słowo. — Czasem gdy się spotykamy, zastanawiam się, czy aby nie ślę słów do ciebie w pustkę. Jak gdy modlisz się i wątpisz, czy to ona słyszy cię, czy to cały wszechświat słucha i porywa litanie, zanim do niej dotrą. Lecz w tych momentach, gdy już poczuję twoją obecność… kropla włączona do twojego oceanu? Trudno wtedy uwierzyć, że nasze obecności nie były kiedyś jedną. — Spojrzał na nią, aby na własne oczy obejrzeć tę obecność ewidentną, choć nieuchwytną. Spacerującą z nim po lesie białogłową ikonę Bogini z kowenowej kaplicy. Bliską reprezentację czegoś, co pozostawało daleko nieuchwytne. Pojawiającą się niespodziewanie wśród najgłębszych zakamarków jego duszy. — Nie muszę chyba jednak ci przypominać: ja nie wierzę. — Przełamał moment tą uwagą i uśmiechem, niby to usuwając wszystko, co wcześniej powiedział. Chwilę później znów wzrok osadził na ścieżce wiodącej kręto przez ziemskie Limbo.


źródło?
objawiono mi to we śnie
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lorraine Malfoy (2721), Peregrinus Trelawney (1544)




Wiadomości w tym wątku
[12.08.1972] The fate's already fucked me sideways - przez Lorraine Malfoy - 14.10.2024, 17:28
RE: [12.08.1972] The fate's already fucked me sideways - przez Peregrinus Trelawney - 04.12.2024, 21:52
RE: [12.08.1972] The fate's already fucked me sideways - przez Lorraine Malfoy - 05.05.2025, 01:41
RE: [12.08.1972] The fate's already fucked me sideways - przez Peregrinus Trelawney - 29.06.2025, 22:27
RE: [12.08.1972] The fate's already fucked me sideways - przez Lorraine Malfoy - 16.11.2025, 09:11

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa