11.02.2023, 19:34 ✶
Avery nie interesował się Quidditch'em za czasów szkolnych, nie był także jednym z prefektów zwykłych lub naczelnych. Nie należał do grupy rozrabiaków, których pamięta się nawet po szkole. On nie był zbytnio towarzyszki, a jedyne miejsca, gdzie widziano go często, oprócz oczywiście Wielkiej Sali to oczywiście biblioteka oraz błonia. Tam często pojedynkował się z innymi uczniami z dala od widoku nauczycieli. To była jedyna odskocznia od nauki i momenty, za które mógł być ukarany. Co oczywiście się przytrafiało, gdyż nie szło zawsze dobrze się ukryć. "Walczył" z uczniami od siebie starszymi i młodszymi. Obie strony musiały jednak zgodzić się na taką akcję, gdyż nigdy nie zaatakował kogoś z zaskoczenia. To dla niego była praktyczna forma nauki, a nie chęć znęcania się nad kimś, czy pokazania, że jest się lepszym. On sam nie zwracał uwagi na uczniów z innych roczników. Nie miał aż takiej pamięci to twarzy, dlatego nie skojarzy raczej kobiety ze szkoły. Zwłaszcza że należała do innego domu. Inszego kruka miałby szanse poznać.
Kiedy się tak ocknął z tego szoku i spojrzał na nią, nie do końca zrozumiał, o co chodzi. Wciąż był w lekkim szoku, spowodowanym uderzeniem w głowę. Znacznie więcej czasu zajęło mu dojście do tego, że leży na czymś i to nie było jego łóżko. Zdecydowanie zbyt twarde jak na jego preferencje.
- O czym ty...- Urwał i rozejrzał się po pomieszczeniu, poznając, gdzie był i mniej więcej przypominając sobie sytuacji. Oczywiście samego ataku nie pamiętał, bo był z zaskoczenia. Próbował zebrać się z mebla i pierwsze, co mu się udało wykonać to przekręcenie się na bok w jej kierunku, a był nieznacznie od krawędzi i wypadnięcia w niego, prosto na nią. Dość kiepsko jak na próbę wstania.
- Łeb mi pęka. - Powiedział do siebie, niż do kogokolwiek innego i dopiero druga próba była bardziej udania, bo wrócił na plecy, usiadł i po chwili postawił nogi na podłodze. Miał jeszcze lekko nieobecny wzrok, mówiący, że do nie końca wszystko jest w porządku.
- Mam wrażenie, jakbym oberwał maczuga trolla. Co się stało? - Zrobił jeden krok, a po chwili musiał przytrzymać się stolika, bo jednak był to bardzo kiepski pomysł. Ze względu, że w okolicy nie było wolnego krzesła, a jedyne najbliższe to te, na którym siedziała czarownica, więc było zajęte.
- Siądę sobie. - Nie zapytał nawet o zgodę, czy może i usiadł częściowo na meblu, z którego chwile temu się podniósł. Może to nie było eleganckie, ale nie obchodziło go to. Czuł, że musi dojść do siebie. Nie powinno raczej zająć to zbyt wiele czasu. Dopiero teraz dotarł do niej sens wcześniejszych słów.
- Jak to porwać?! Co chciałem porwać?! - A przynajmniej w jakieś części. Spojrzał na nią zaskoczony, ewidentnie nie rozumiejąc, o co jej chodziło.
Kiedy się tak ocknął z tego szoku i spojrzał na nią, nie do końca zrozumiał, o co chodzi. Wciąż był w lekkim szoku, spowodowanym uderzeniem w głowę. Znacznie więcej czasu zajęło mu dojście do tego, że leży na czymś i to nie było jego łóżko. Zdecydowanie zbyt twarde jak na jego preferencje.
- O czym ty...- Urwał i rozejrzał się po pomieszczeniu, poznając, gdzie był i mniej więcej przypominając sobie sytuacji. Oczywiście samego ataku nie pamiętał, bo był z zaskoczenia. Próbował zebrać się z mebla i pierwsze, co mu się udało wykonać to przekręcenie się na bok w jej kierunku, a był nieznacznie od krawędzi i wypadnięcia w niego, prosto na nią. Dość kiepsko jak na próbę wstania.
- Łeb mi pęka. - Powiedział do siebie, niż do kogokolwiek innego i dopiero druga próba była bardziej udania, bo wrócił na plecy, usiadł i po chwili postawił nogi na podłodze. Miał jeszcze lekko nieobecny wzrok, mówiący, że do nie końca wszystko jest w porządku.
- Mam wrażenie, jakbym oberwał maczuga trolla. Co się stało? - Zrobił jeden krok, a po chwili musiał przytrzymać się stolika, bo jednak był to bardzo kiepski pomysł. Ze względu, że w okolicy nie było wolnego krzesła, a jedyne najbliższe to te, na którym siedziała czarownica, więc było zajęte.
- Siądę sobie. - Nie zapytał nawet o zgodę, czy może i usiadł częściowo na meblu, z którego chwile temu się podniósł. Może to nie było eleganckie, ale nie obchodziło go to. Czuł, że musi dojść do siebie. Nie powinno raczej zająć to zbyt wiele czasu. Dopiero teraz dotarł do niej sens wcześniejszych słów.
- Jak to porwać?! Co chciałem porwać?! - A przynajmniej w jakieś części. Spojrzał na nią zaskoczony, ewidentnie nie rozumiejąc, o co jej chodziło.