Kołatające się po głowie myśli były rozpraszane wieloma elementami. Wspomnieniem Francji, do której zabrał go Benjy, tym jak przyjemnie było podczas nauki jazdy konnej z Geraldine, nad chłodne jezioro pośród gór, które przełamywane było gorącą ręką Leviathana, kawę z Victorią we Włoszech. A wszystko to chciało być spychane do piekielnej nocy, w której runął cały świat. O tym myśleć nie chciał. Więc mógł dalej myśleć o wężach morskich - ale nad tymi wydarzeniami również nie chciał dumać. Powstrzymał się przed odetchnięciem, by to roztargnienie ukryć, starając skupić.
za pozwoleniem drugi rzut na wiedzę o magicznych stworzeniachAkcja nieudana
Pojawienie się kapitana było więc, w pewnym sensie, zbawienne. Pozwalało się skupić na tu i teraz. Zwątpienie w ludzi, z którymi miało się pracować, było jedną z najgroźniejszych domen. Można kogoś nie lubić, starać się mu dorównać, podziwiać, czy nawet kochać - wątpliwości były jednak pierwszym gwoździem do trumny. Człowiek wtedy się wahał, a kiedy przychodziło co do czego to nie było miejsca i czasu na wahania. Laurent znowu wstał, kiedy pojawił się mężczyzna i niekontrolowanym odruchem przesunął palcami po platynowych włosach, jakby ich ułożenie przy morskim wietrze było jakkolwiek istotne. Spoiler: nie było.
- Dzień dobry, kapitanie. - Uśmiechnął się w kierunku mężczyzny, stojąc wyprostowanym, ale przy tym wcale nienapiętym. Ten brak napięcia był jednak tylko ułudą i ktoś o bystrych oczach dostrzegłby, że to jedynie gra. Przesunął się powoli bliżej do Hestii i Victorii, krokiem gładkim, wybiegowym, jakby deski tego statku były deskami jego sceny. Jakby zdążył już poznać i nauczyć się na pamięć każdy jej milimetr, poznać każdą wypustkę, każdy słój na drewnie. - Plany, kapitanie, układa się, gdy posiada się wiedzę na temat tego, z czym można się mierzyć. - Zatrzymał się ze dwa kroki od Hestii. - Choć zdaję sobie sprawę, że nie jest to normą na morzach i oceanach, które zawsze pozostają nieprzewidywalne. - Nie był specjalistą od żeglarstwa. W ogóle się w zasadzie na samym żeglarstwie nie znał. - Być może kapitan będzie skłonny do podzielenia się stosowną wiedzą z ludźmi, wśród których nie pojawiły się głosy o znajomości mórz i statków? I radzenia sobie z takimi bestiami? - Podziwiał i admirował zdolności Geraldine do polowania na potwory. Być może Hestia zaczęłaby się bardziej bać w swoich myślach o selkie pożerających ludzi, gdyby odkryła myśl, że Laurent lubił polować na ludzi. Powoli obrócił się w jej stronę.
rzut na charyzmę na kapitana
Akcja nieudana
- Przepraszam, panienko... wydaje mi się, że nie dosłyszałem twojego imienia? - Jeśli nie widział oznak niepewności w jej oczach (a przyglądał się im teraz całkiem uważnie) to przełamał ten dystans między nimi, żeby ucałować ją w rączkę. Jak damę potraktować wypadało. - Byłbym bardzo rad, gdyby zechciała panienka podzielić się swoimi talentami. Zapewne tych nie brakuje. - Mówił ciszej, zupełnie nie jak przed momentem, kiedy zwracał się do całej załogi, albo do kapitana. Czy to jakaś wstydliwość, czy może zamknięcie w sobie - cokolwiek tę kobietę prowokowało do milczenia chciał znaleźć się pod jej szklaną bańką, gdzie komfort wyglądał inaczej. Choć podejrzewał, że też jego własna śmiałość mogła ją speszyć. Nie bardzo jednak chciał poświęcać ogrom czasu na tańce z nieśmiałością.
@Mirabella Plunkett