09.02.2023, 23:03 ✶
Światło poruszało się we mgle. Zabłysło jeszcze parę razy, po czym zgasło: może mgła zrobiła się zbyt gęsta, może przysłoniły je jakieś drzewa lub skały, a może ten, kto je niósł, je wygasił. Czy był to zwodnik? Istniała na to całkiem spora szansa – choć kto wie, może był to jakiś człowiek, który podobnie jak on, zabłądził na bagna…
Spomiędzy mgły wyłonił się dom, wzniesiony z drewna, bez wątpienia bardzo stary. Pochylało się nad nim drzewo, martwe jak większość tych, które mijał Patrick, wysokie i zmurszałe - sądząc po tym, jak pochylało się nad domem, podczas najbliższej wichury runie na konstrukcję. Dwa niewielkie okna były zasłonięte okiennicami – choć drewno zmurszało na tyle, że ich wyłamanie nie nastręczyłoby dużych problemów. Przy uchylonych lekko drzwiach, wypaczonych na tyle, że chyba nie dałoby się ich już porządnie zamknąć, na zardzewiałym łańcuchu wciąż wisiała latarnia. Dach zapadł się częściowo, i wszystko wskazywało na to, że miejsce od dawna było opuszczone.
A jednak, kiedy Patrick zajrzał do środka, coś zobaczył.
W środku wciąż stały meble, i znajdowało się tam pełno różnych rzeczy, w większości już zniszczone przez upływ czasu i złe warunki, wskazujących jednak na to, że albo ktoś opuścił dom w pośpiechu, albo spodziewał się tu wrócić – i z jakiegoś powodu nie zdołał. Na podłodze mnóstwo było pyłu i plam wilgoci. Na brudnej ścianie wciąż wisiały dwa obrazki albo portrety – od progu ciężko było stwierdzić – jeden mocno przekrzywiony. Trzeci spadł ze ściany na ziemię. Od progu można było dostrzec także fragment stołu, na którym leżały kartki, krzesło, skrzynię…
…i fragment łóżka. Pozostały na nim kołdra, materac, poduszki, wszystko z pewnością przegniłe i raczej nie zachęcające do wypoczynku. A jednak, ktoś leżał na posłaniu. Steward dostrzegł, że prawdopodobnie była to kobieta, sądząc po długich włosach oraz kolorowej spódnicy. Zwinięta w kłębek, odwrócona do niego plecami. Przynajmniej z daleka nie wydawało się, że leży tutaj od bardzo dawna – na pewno musiała pojawić się długo po tym, jak dom został opuszczony. Nie poruszała się jednak, nijak nie zareagowała na skrzypienie drzwi.
Spomiędzy mgły wyłonił się dom, wzniesiony z drewna, bez wątpienia bardzo stary. Pochylało się nad nim drzewo, martwe jak większość tych, które mijał Patrick, wysokie i zmurszałe - sądząc po tym, jak pochylało się nad domem, podczas najbliższej wichury runie na konstrukcję. Dwa niewielkie okna były zasłonięte okiennicami – choć drewno zmurszało na tyle, że ich wyłamanie nie nastręczyłoby dużych problemów. Przy uchylonych lekko drzwiach, wypaczonych na tyle, że chyba nie dałoby się ich już porządnie zamknąć, na zardzewiałym łańcuchu wciąż wisiała latarnia. Dach zapadł się częściowo, i wszystko wskazywało na to, że miejsce od dawna było opuszczone.
A jednak, kiedy Patrick zajrzał do środka, coś zobaczył.
W środku wciąż stały meble, i znajdowało się tam pełno różnych rzeczy, w większości już zniszczone przez upływ czasu i złe warunki, wskazujących jednak na to, że albo ktoś opuścił dom w pośpiechu, albo spodziewał się tu wrócić – i z jakiegoś powodu nie zdołał. Na podłodze mnóstwo było pyłu i plam wilgoci. Na brudnej ścianie wciąż wisiały dwa obrazki albo portrety – od progu ciężko było stwierdzić – jeden mocno przekrzywiony. Trzeci spadł ze ściany na ziemię. Od progu można było dostrzec także fragment stołu, na którym leżały kartki, krzesło, skrzynię…
…i fragment łóżka. Pozostały na nim kołdra, materac, poduszki, wszystko z pewnością przegniłe i raczej nie zachęcające do wypoczynku. A jednak, ktoś leżał na posłaniu. Steward dostrzegł, że prawdopodobnie była to kobieta, sądząc po długich włosach oraz kolorowej spódnicy. Zwinięta w kłębek, odwrócona do niego plecami. Przynajmniej z daleka nie wydawało się, że leży tutaj od bardzo dawna – na pewno musiała pojawić się długo po tym, jak dom został opuszczony. Nie poruszała się jednak, nijak nie zareagowała na skrzypienie drzwi.