- Wiesz Brenn, nigdy nie byłam szczególnie wierząca... - Jasne, Ruda pojawiała się na sabatach, świętowała je dla samego świętowania, ale w jej przypadku nie niosło to ze sobą niczego głębszego. Lubiła spędzać czas z rodziną, czy przyjaciółmi, a sabaty były idealnym momentem, aby spotkać się w dużym gronie. Przede wszystkim z tym to się dla niej wiązało, nie z jakimś mistycyzmem czy innymi cudami na kiju.
- Ale fakt, to że przeżyłyśmy jest całkiem niezłym powodem do świętowania. - Nie mogłyby chyba znaleźć lepszego, szczególnie zważając na to, co spotkało innych. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia, nie każdy przeżył tamtą noc. Naprawdę wiele osób straciło życia. Śmierciożercy zaczęli panoszyć się coraz bardziej, pokazywać swoją przewagę, powinni coś z tym zrobić, przygotować się na najgorsze. Oczywiście najpierw wypadało wylizać rany, bo sporo znajomych zostało rannych, czy straciło dach nad głową, ale to nie był koniec. Odrodzą się silniejsi, tego była pewna.
- Chętnie, nie spieszysz się nigdzie? - Wolała się o to zapytać, bo miała świadomość, co wydarzyło się w Warowni, głupio by jej było, gdyby zatrzymywała Brennę ze sobą, kiedy ta miała na pewno pilniejsze rzeczy do załatwienia, oczywiście, że nie miałaby jej tego za złe, wiedziała, jak wyglądała sytuacja.
Spacer na pewno dobrze jej zrobi, musiała się rozruszać, aby wrócić w pełni do formy, bo noga jeszcze nie do końca działała jak trzeba, ale nie zamierzała się mazać, na pewno jeszcze kilka dni i wszystko wróci do normy, nie był to jej pierwszy raz ze złamaną kończyną. Jako zawodowa graczka qudditcha wiele razy zaliczyła podobne urazy. Za każdym razem stawała się dzięki nim coraz silniejsza.
- Warto korzystać z pogody, to ostatnie letnie dni. - Ruda lubiła spędzać czas na świeżym powietrzu, więc wydawało jej się to być najlepszą z możliwych opcji, już niedługo przecież miała nadejść jesień i skończą się podobne możliwości, jedna, czy dwie butelki kremowego piwa jeszcze nikomu nie zaszkodziły, a przynajmniej nie będą musiały uważać na to, o czym będą rozmawiały, tutaj ściany mogły mieć uszy, nigdy nie wiadomo, kto siedzi przy stoliku obok.
Ruda poprosiła o podobne zamówienie, co Brenna, sama nie do końca wiedziała, co powinna kupić, póki co Longbottom zresztą nie musiała wiedzieć, że zamierza się tym podzielić. Uiściła odpowiednią opłatę, ba nawet zostawiła napiwek, nie musiała się przejmować pieniędzmi, była w końcu bogata.
Rzucam tak samo