-No widzisz? Wszystko skończyło się dobrze. Takiego myślenia się trzymaj i nie przejmuj się na zapas.
Jasper widział, jak młody kelner krząta się nerwowo przy barze, obserwując ich i ich kłótnię. To zdecydowanie nie w ten sposób miało przebiegać - randka miała być przyjemna i romantyczna, a nie zakończyć się kłótnią i obrażaniem się. pozostali klienci kawiarni również zaczęli się przysłuchiwać - przerwano rozmowy, a kilka osób, które miało ich w zasięgu wzroku, zerkało na nich. Elegancko ubrana kobieta w średnim wieku zrobiła wymowną minę, słysząc o "obczajaniu" kelnera i innych mężczyzn przez Electrę, po czym obrzuciła swojego partnera oburzonym spojrzeniem, gdy ten coś powiedział.
Psy siedziały przy stole, z nieruchomymi ogonami i położonymi uszami, patrząc na nich, jakby właśnie urwali się z choinki.
-No świetnie! - zawołał, dramatycznie wyrzucając ręce w powietrze, gdy Electra wychodziła. -Od kogo tym razem mam cię odebrać?!
Drzwi kawiarni zamknęły się za dziewczyną z trzaskiem i Kelly zgrzytnął zębami.
-Przepraszam? - kelner w końcu podszedł do niego, niemal kuląc się w sobie. -Czy... Zrobiłem coś nie tak?
Jessie patrzył na niego przez chwilę, po czym westchnął głośno, podniósł się z siedziska i obdarował kelnera bardzo wymuszonym uśmiechem.
-Dzięki, chłopie - powiedział chłodno. -Teraz będę musiał tłumaczyć się jej ojcu. Benji, idziemy.
Jeszcze kilka osób obejrzało się za nim, kiedy wychodził z kawiarni. Za róg, gdzie czekała na niego Electra, niemal pobiegł, próbując nie parsknąć śmiechem. Benji zaczął wesoło merdać ogonem na widok dziewczyny i swojego psiego przyjaciela.
-Naprawdę? - spytał Jessie, szczerząc się do przyjaciółki. -Dlaczego nie rzuciłaś tekstem "Mamusia miała rację!"?