09.06.2025, 15:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.06.2025, 15:17 przez Atreus Bulstrode.)
Atreus wahał się, może odrobinkę za długo, żeby odpowiedzieć jej jak się miała Dolina czy Little Hangleton. Po pierwsze, nie do końca go to obchodziło, co tam się teraz działo - głównie dlatego że nie mogli się ot tak teleportować i sprawdzić. Mieli zadanie tutaj. Po drugie, zwyczajnie nie był pewien. Domyślał się, że najprościej było uśmiechnąć się z pewnością siebie i oznajmić że nie, inne miejsca stoją jak stały i to Londyn jest pod ostrzałem, ale tak samo jak chciał ją uspokoić, nie chciał też jej okłamywać. Każdy miał się teraz prawo martwić, nawet jeśli on personalnie starał się tego usilnie nie robić. Dlatego ostatecznie wzruszył ramionami, jednoznacznie dając jej do zrozumienia że niestety, pozostawały im w tym momencie jedynie spekulacje.
- Żartujesz? - zapytał, marszcząc nieco brwi, a w jego głosie pobrzmiewała jakaś dziwna nuta, jakby faktycznie uważał że to taki żart, ale zaraz potem uświadomił sobie, że nie wszyscy byli jasnowidzami lub takich w rodzinie mieli. Nie wszyscy byli świadomi tego, co przyszło w wizjach podczas Lammas, a jeśli Departament Tajemnic badał tę sprawę od tamtego czasu dogłębnie, to dla cywili nie zostało wydane żadne oświadczenie. Nie dziwił się - sianie paniki nie należało do priorytetów Ministerstwa, ale może należało się chociaż odrobinę przygotować? - Tak - odparł wreszcie, kiedy potrząsnął głową, odpędzając całe to gdybanie. - To na pewno sprawka czarodziejów - wymruczał. A jeśli Matka pozwoli, to nie spotka razem z nią żadnego Śmierciożercy i nie będzie musiał się martwić czy coś jej się stanie.
- Nie jesteś. Ale jesteś w brygadzie ile? Dwa lata? I nic takiego nie miałaś jeszcze okazji doświadczać - jeśli miała dyżur podczas Beltane, mogła zaledwie poczuć przedsmak tego z czym mogło się wiązać starcie z tymi wariatami w czarnych pelerynach. Postawił kropkę, dorysował w dolnym prawym rogu pergaminu uśmiechniętą kupę i ułożył notatkę tak, żeby Lestrange na pewno jej nie przegapiła.
- Napisałem Victorii, że jej kuzyn umiera na Horyzontalnej, nie przejmuj się - rzucił, popychając ją ręką w kierunku wyjścia. - Parkinson jest jednak dużym chłopcem i musi sobie poradzić chwilowo sam. Panika nikomu nie pomoże, a ty jesteś funkcjonariuszką na służbie. Poproszę przy miejscu teleportacyjnym, żeby dali mi znać, kiedy twój ojciec pojawi się w Ministerstwie, bo na pewno to przecież zrobi. Uspokoi cię to nieco? - zapytał, przeczesując włosy palcami, kiedy szli szybkim krokiem wzdłuż korytarza, który prowadził do miejsca z którego mogli się teleportować. Ludzie dookoła śpieszyli się, ale można było zauważyć że większość panikarzy należała jednak do osób, które skupione były na pracy za biurkiem. Dokładnie tak jak sama powiedziała - urzędnicy.
- Żartujesz? - zapytał, marszcząc nieco brwi, a w jego głosie pobrzmiewała jakaś dziwna nuta, jakby faktycznie uważał że to taki żart, ale zaraz potem uświadomił sobie, że nie wszyscy byli jasnowidzami lub takich w rodzinie mieli. Nie wszyscy byli świadomi tego, co przyszło w wizjach podczas Lammas, a jeśli Departament Tajemnic badał tę sprawę od tamtego czasu dogłębnie, to dla cywili nie zostało wydane żadne oświadczenie. Nie dziwił się - sianie paniki nie należało do priorytetów Ministerstwa, ale może należało się chociaż odrobinę przygotować? - Tak - odparł wreszcie, kiedy potrząsnął głową, odpędzając całe to gdybanie. - To na pewno sprawka czarodziejów - wymruczał. A jeśli Matka pozwoli, to nie spotka razem z nią żadnego Śmierciożercy i nie będzie musiał się martwić czy coś jej się stanie.
- Nie jesteś. Ale jesteś w brygadzie ile? Dwa lata? I nic takiego nie miałaś jeszcze okazji doświadczać - jeśli miała dyżur podczas Beltane, mogła zaledwie poczuć przedsmak tego z czym mogło się wiązać starcie z tymi wariatami w czarnych pelerynach. Postawił kropkę, dorysował w dolnym prawym rogu pergaminu uśmiechniętą kupę i ułożył notatkę tak, żeby Lestrange na pewno jej nie przegapiła.
- Napisałem Victorii, że jej kuzyn umiera na Horyzontalnej, nie przejmuj się - rzucił, popychając ją ręką w kierunku wyjścia. - Parkinson jest jednak dużym chłopcem i musi sobie poradzić chwilowo sam. Panika nikomu nie pomoże, a ty jesteś funkcjonariuszką na służbie. Poproszę przy miejscu teleportacyjnym, żeby dali mi znać, kiedy twój ojciec pojawi się w Ministerstwie, bo na pewno to przecież zrobi. Uspokoi cię to nieco? - zapytał, przeczesując włosy palcami, kiedy szli szybkim krokiem wzdłuż korytarza, który prowadził do miejsca z którego mogli się teleportować. Ludzie dookoła śpieszyli się, ale można było zauważyć że większość panikarzy należała jednak do osób, które skupione były na pracy za biurkiem. Dokładnie tak jak sama powiedziała - urzędnicy.