08.06.2025, 15:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.07.2025, 11:00 przez Vakel Dolohov.)
Vasilij zaśmiał się, jak na swoje standardy odrobinę niezręcznie. Żartowanie trucicielskich zapędów jego ukochanej córeczki nie siadało szczególnie dobrze, kiedy go spotkało ze strony kobiet tak wiele nieuzasadnionego zła. Zdawał sobie sprawę z tego, że do tego śmiechu nie musiał dodawać już nic – bo Trelawney bezbłędnie wyczuje aluzję i prawdopodobnie będzie gniótł w sobie jakieś ciężkie do opisania uczucie, dopóki losowego poranka Dolohov nie powie: wyduś to z siebie, a on nie zada kolejnego pytania.
Nie chodziło tylko o to, że mocną stroną Peregrinusa nie było badanie terenu wokół od razu, tylko obserwowania go wpierw z daleka jak dzikie zwierzę muszące obwąchać każdy krzak. Dolohov mu zwyczajnie nie dał na to przestrzeni. Pociągnął go za tę rękę przylegającą do jego, zacisnął drugą z nich na materiale ciemnych spodni i pocałował go czule.
– Tak, Peregrinusie – powiedział gdzieś pomiędzy drugim zetknięciem się ich warg i trzecim – byłoby kiepsko, gdybyś miał żonę. – I być może nie powinien robić tego teraz, na kilka minut przed przyjęciem tutaj dwójki tak ważnych kobiet, ale kiedy połowa twojego życia jest teatrem dla mas, doszukujesz się prawdziwości w takich właśnie doświadczeniach, jak więź łącząca go z Trelawneyem. Było dla niego oczywistym, że czuje do chłopaka miętę – tak samo oczywiste było zainteresowanie płynące z drugiej strony. Ale istniała przecież spora różnica pomiędzy czuciem się przy kimś dobrze i dzieleniu łóżka pomiędzy kolejnymi badaniami a tym co prawdziwie rozpalało serce. Jak dzieciak, chociaż to jego nazwał w myślach chłopakiem, naciągał więc pewne granice i sprawdzał gdzie leżała ta młodszego badacza. – I tak, moja siostra i kuzynka są badaczkami – nie mam wątpliwości, że sprawdziłyby się w roli edukatorek. Właściwie to znasz jedną z nich, chociaż nie osobiście. Znasz jej pióro, Peregrinusie – ciężko ją przeoczyć, podobnie jak mnie.
I to powiedziawszy odsunął się od niego, jak zawsze punktualnie. Bo kiedy wstał, przetarł wierzchem dłoni swoje wargi i zbliżył się do drzwi, zarówno Cassandra jak i Svietlana znajdowały się już właściwie u wejścia do salonu.
– Cassandra! Svietlana! – Powitał je z szerokim uśmiechem, rozkładając ręce. Powitaniem Dolohova nie był jednak mocny uścisk wątłych, wychudzonych ramion, lecz charakterystyczne dla rodzinnego kręgu pocałunki w policzki. – Rozgośćcie się. – To powiedziawszy, wskazał na przygotowane do spędzenia wspólnie wieczoru miejsca przy stoliku. – Rzeczy, które do nas wysłałaś, znajdują się już na piętrze – na moment skierował wzrok na Cassandrę, następnie ruszył w kierunku miejsca zajmowanego przez siebie wcześniej, o ile żadna z kobiet go nie wybrała. – Annaleigh – jego żona – nie będzie nam towarzyszyć. To zaś jest, bo żadna z was nie miała przecież okazji poznać go osobiście – mój najbliższy współpracownik – Peregrinus Trelawney. – Przedstawił go uprzejmie. – Peregrinusie, oto moja młodsza siostra Cassandra, a to moja kuzynka Svietlana.
Jeżeli Dolohova głęboko nie znałeś, mogłeś bezpiecznie założyć, że przez Prawa Czasu zawsze przewijali się jacyś współpracownicy i asystenci, mniej i bardziej ważni badacze pomagający mu w prowadzeniu firmy. Jeżeli jednak byłeś uważny i pochylałeś się nad jego życiorysem, Dolohov miał typ. Typ „najbliższego współpracownika”, który towarzyszył mu częściej niż żona. Śliczna twarz, od której każdej pannie uginały się nogi, mądra głowa. To wszystko przyozdobione kępą brązowych, zadbanych loków.
Nie chodziło tylko o to, że mocną stroną Peregrinusa nie było badanie terenu wokół od razu, tylko obserwowania go wpierw z daleka jak dzikie zwierzę muszące obwąchać każdy krzak. Dolohov mu zwyczajnie nie dał na to przestrzeni. Pociągnął go za tę rękę przylegającą do jego, zacisnął drugą z nich na materiale ciemnych spodni i pocałował go czule.
– Tak, Peregrinusie – powiedział gdzieś pomiędzy drugim zetknięciem się ich warg i trzecim – byłoby kiepsko, gdybyś miał żonę. – I być może nie powinien robić tego teraz, na kilka minut przed przyjęciem tutaj dwójki tak ważnych kobiet, ale kiedy połowa twojego życia jest teatrem dla mas, doszukujesz się prawdziwości w takich właśnie doświadczeniach, jak więź łącząca go z Trelawneyem. Było dla niego oczywistym, że czuje do chłopaka miętę – tak samo oczywiste było zainteresowanie płynące z drugiej strony. Ale istniała przecież spora różnica pomiędzy czuciem się przy kimś dobrze i dzieleniu łóżka pomiędzy kolejnymi badaniami a tym co prawdziwie rozpalało serce. Jak dzieciak, chociaż to jego nazwał w myślach chłopakiem, naciągał więc pewne granice i sprawdzał gdzie leżała ta młodszego badacza. – I tak, moja siostra i kuzynka są badaczkami – nie mam wątpliwości, że sprawdziłyby się w roli edukatorek. Właściwie to znasz jedną z nich, chociaż nie osobiście. Znasz jej pióro, Peregrinusie – ciężko ją przeoczyć, podobnie jak mnie.
I to powiedziawszy odsunął się od niego, jak zawsze punktualnie. Bo kiedy wstał, przetarł wierzchem dłoni swoje wargi i zbliżył się do drzwi, zarówno Cassandra jak i Svietlana znajdowały się już właściwie u wejścia do salonu.
– Cassandra! Svietlana! – Powitał je z szerokim uśmiechem, rozkładając ręce. Powitaniem Dolohova nie był jednak mocny uścisk wątłych, wychudzonych ramion, lecz charakterystyczne dla rodzinnego kręgu pocałunki w policzki. – Rozgośćcie się. – To powiedziawszy, wskazał na przygotowane do spędzenia wspólnie wieczoru miejsca przy stoliku. – Rzeczy, które do nas wysłałaś, znajdują się już na piętrze – na moment skierował wzrok na Cassandrę, następnie ruszył w kierunku miejsca zajmowanego przez siebie wcześniej, o ile żadna z kobiet go nie wybrała. – Annaleigh – jego żona – nie będzie nam towarzyszyć. To zaś jest, bo żadna z was nie miała przecież okazji poznać go osobiście – mój najbliższy współpracownik – Peregrinus Trelawney. – Przedstawił go uprzejmie. – Peregrinusie, oto moja młodsza siostra Cassandra, a to moja kuzynka Svietlana.
Jeżeli Dolohova głęboko nie znałeś, mogłeś bezpiecznie założyć, że przez Prawa Czasu zawsze przewijali się jacyś współpracownicy i asystenci, mniej i bardziej ważni badacze pomagający mu w prowadzeniu firmy. Jeżeli jednak byłeś uważny i pochylałeś się nad jego życiorysem, Dolohov miał typ. Typ „najbliższego współpracownika”, który towarzyszył mu częściej niż żona. Śliczna twarz, od której każdej pannie uginały się nogi, mądra głowa. To wszystko przyozdobione kępą brązowych, zadbanych loków.
with all due respect, which is none