07.02.2023, 18:48 ✶
Musiała przyznać, że cała ta sytuacja, była dla niej mocno stresująca. Czuła, że brakowało jej kluczowych informacji i nic nie wskazywało na to, że w najbliższym czasie będzie w stanie je pozyskać. Chociażby jak w ogóle do tego wszystkiego doszło? Kim była ta dziewczyna? Jak długo się znali? Dlaczego właśnie do niej Cody zwrócił się o pomoc? Niestety, miała tutaj inne zadanie do wykonania. Nie pomagał przy tym zmęczony umysł i wybudzenie w środku nocy. Tak samo nie pomagał fakt, że w zasadzie nie do końca wiedziała, co powinna robić. Na Merlina, nie była przecież uzdrowicielem! Owszem, posiadała całkiem niezłą wiedzę w dziedzinie zielarstwa i była w stanie poradzić sobie z podstawowymi problemami zdrowotnymi dzięki temu, ale przecież nigdy dotychczas nie musiała nikogo ratować po tym, jak jej przyjaciel wyssał wcześniej z niego krew! To wszystko było jednym wielkim nieporozumieniem, a Alice czuła, jakby właśnie wdepnęła w wielką kałabanę, z której nie mogła się wywinąć. Szlag by trafił Cody'ego...
Podniosła wzrok na dziewczynę, słysząc jej kolejne pytanie. Alice nie widziała potrzeby okłamywania jej. A z pewnością nie w takiej sytuacji.
- Wiem. - Westchnęła głośno, delikatnie marszcząc czoło. - Powiedział mi.
Mogło to być mylące dla kogoś, kto nie znał sposobu komunikacji pomiędzy tą dwójką. W końcu żadne słowo na temat wysysania krwi i czy ugryzienia tutaj nie padło. A mimo to Alice dokładnie wiedziała, co odwalił Cody.
- Wiesz, potrafimy porozumiewać się telepatycznie w pewnym stopniu - dodała po chwili czując, że jej wcześniejsze słowa mogą być tylko bardziej mylące, niż to warte.
Uniosła brew słysząc kolejne słowa Aveliny odnośnie tego, czy ma rany. Jak widać, taktowne podejście do sprawy Alice nie było tutaj mile widziane, wiec i półwila nie widziała konieczności w tym, aby dalej się wysilać.
- Ja tam hobbystycznie tracę krew co miesiąc. Chociaż niekoniecznie oddaję ją wtedy wampirowi - powiedziała Alice, uśmiechając się przy tych słowach. Jednak uśmiech nie sięgał jasnych tęczówek a i ton jej głosu nieco odbiegał od tego, którego dotychczas używała względem dziewczyny. Widząc jednak, że ta podnosi się nieco, aby pokazać jej miejsce, gdzie została ugryziona, nie powiedziała nic więcej tylko pochyliła się i bez uprzedzenia wylała kilka kropel wyciągu z księżycowej rosy wprost na ranę. Ta zasyczała troszkę, ale po chwili zaczęła się ładnie zasklepiać. Do pełnego wygojenia brakowało jeszcze kilku tygodni, ale lepsze tyle, niż nic.
Usłyszała w swojej głowie słowa Cody'ego tak wyraźnie, jakby stał tuż obok niej. Chyba nie będzie takiej konieczności, choć nie ukrywam, że pewnie by się przydał. Sama nie była uzdrowicielem i niewiele więcej mogła teraz zrobić.
Westchnęła i pokręciła z dezaprobatą głową, gdy chłopak wszedł do pomieszczenia. Podniosła się z klęczek i starannie zakorkowała flakonik z księżycową rosą.
- Cody, czyś ty do reszty zgłupiał? Co tu się na Merlina stało?! - Alice nie potrzebowała kawy. Adrenalina i wściekłość, malująca się właśnie na jej twarzy, zdecydowanie bardziej pobudzała.
Podniosła wzrok na dziewczynę, słysząc jej kolejne pytanie. Alice nie widziała potrzeby okłamywania jej. A z pewnością nie w takiej sytuacji.
- Wiem. - Westchnęła głośno, delikatnie marszcząc czoło. - Powiedział mi.
Mogło to być mylące dla kogoś, kto nie znał sposobu komunikacji pomiędzy tą dwójką. W końcu żadne słowo na temat wysysania krwi i czy ugryzienia tutaj nie padło. A mimo to Alice dokładnie wiedziała, co odwalił Cody.
- Wiesz, potrafimy porozumiewać się telepatycznie w pewnym stopniu - dodała po chwili czując, że jej wcześniejsze słowa mogą być tylko bardziej mylące, niż to warte.
Uniosła brew słysząc kolejne słowa Aveliny odnośnie tego, czy ma rany. Jak widać, taktowne podejście do sprawy Alice nie było tutaj mile widziane, wiec i półwila nie widziała konieczności w tym, aby dalej się wysilać.
- Ja tam hobbystycznie tracę krew co miesiąc. Chociaż niekoniecznie oddaję ją wtedy wampirowi - powiedziała Alice, uśmiechając się przy tych słowach. Jednak uśmiech nie sięgał jasnych tęczówek a i ton jej głosu nieco odbiegał od tego, którego dotychczas używała względem dziewczyny. Widząc jednak, że ta podnosi się nieco, aby pokazać jej miejsce, gdzie została ugryziona, nie powiedziała nic więcej tylko pochyliła się i bez uprzedzenia wylała kilka kropel wyciągu z księżycowej rosy wprost na ranę. Ta zasyczała troszkę, ale po chwili zaczęła się ładnie zasklepiać. Do pełnego wygojenia brakowało jeszcze kilku tygodni, ale lepsze tyle, niż nic.
Usłyszała w swojej głowie słowa Cody'ego tak wyraźnie, jakby stał tuż obok niej. Chyba nie będzie takiej konieczności, choć nie ukrywam, że pewnie by się przydał. Sama nie była uzdrowicielem i niewiele więcej mogła teraz zrobić.
Westchnęła i pokręciła z dezaprobatą głową, gdy chłopak wszedł do pomieszczenia. Podniosła się z klęczek i starannie zakorkowała flakonik z księżycową rosą.
- Cody, czyś ty do reszty zgłupiał? Co tu się na Merlina stało?! - Alice nie potrzebowała kawy. Adrenalina i wściekłość, malująca się właśnie na jej twarzy, zdecydowanie bardziej pobudzała.