05.06.2025, 00:19 ✶
Oj tak, ta noc to był jeden wielki koszmar, a jeszcze nawet porządnie się nie zaczęła. Noga jednak przypominała Atreusowi, że już do końca nocy powinien nieco bardziej uważać, o ile nie chciał skończyć jako kulawy do końca życia. Pewnie by mu to jakoś bardzo nie przeszkadzało, gdyby takie kulenie nie przeszkadzało w pracy aurora, a to jak było wiadomo, było dla niego najważniejsze.
Opuścił Dziurawy Kocioł, dziękując Basiliusowi za pomoc - potrafił bywać niewdzięczny i zwyczajnie złośliwy, ale potrafił przyznawać rodzinie, kiedy faktycznie się wykazywała i stawiała go na nogi. Tak samo jak performatywnie nienawidził uzdrowicieli, tak dziękował opatrzności, że w rodzinie trafiło mu się aż dwóch i jeden z nich faktycznie był tej nocy pod ręką.
Ale potem rozeszli się i Bulstrode znowu trafił na ulice. Pełne ludzi, sypiącego się z nieba popiołu i zapachu spalenizny. Greengrass natomiast poszła w swoją stronę i może to dobrze, że nie musiał dłużej mieć jej na uwadze a także ryzykować ponownej teleportacji z nią i walnięciem jej głową o pobliską ścianę. Co zamiast tego sprezentował mu los to zupełnie inna znajoma twarz, nomen omen również należąca do pani Greengrass, ale ta akurat była mu o wiele bardziej przyjazna.
W pierwszej chwili jednak w ogóle jej nie poznał.
Spojrzenie przesmyknęło się po jej sylwetce, zatrzymując nieco dłużej na strużce krwi płynącej po ręce, a mózg zadziałał szybko, w pierwszej chwili próbując zidentyfikować czy była ciężko ranna i czy wyglądała jakby mogła dać sobie radę sama - zgadzało się. Atreus nie miał zamiaru zatrzymywać się przy wypadkach, które już się wydarzyły i w aktualnej sytuacji nie było zanadto sensu się nad nimi roztrząsać, ale potem coś w poczerwieniałej twarzy zwróciło jego uwagę. Oczy wydały się znajome, aż w końcu nad jego głową zapaliła się metaforyczna żarówka.
- Jackie? - zatrzymał się w miejscu. Dzieliło ich parę kroków, bo był gotowy ją zwyczajnie minąć, teraz jednak nie wierzył własnym oczom, ale w końcu wyrwał się z zawieszenia i znalazł obok niej. - Kurwa mać, jesteś ranna? - pochylił się, chcąc się jej dokładniej przyjrzeć, jakby obawiał się że źle ocenił początkowo sytuację. Gdyby coś faktycznie się jej stało, i to takie poważnego, to Anthony nigdy by mu tego nie wybaczył. - Krwawisz, cholera. Co się stało? Poczekaj, zaraz może coś... - wymruczał na koniec, unosząc różdżkę, którą do tej pory cały czas ściskał w dłoni, a potem machnął nią, chcąc wyczarować kawałek gazy, którym mogłaby zatamować krwawienie, albo chociaż się wytrzeć.
//kształtowanie na wyczarowanie gazy
Opuścił Dziurawy Kocioł, dziękując Basiliusowi za pomoc - potrafił bywać niewdzięczny i zwyczajnie złośliwy, ale potrafił przyznawać rodzinie, kiedy faktycznie się wykazywała i stawiała go na nogi. Tak samo jak performatywnie nienawidził uzdrowicieli, tak dziękował opatrzności, że w rodzinie trafiło mu się aż dwóch i jeden z nich faktycznie był tej nocy pod ręką.
Ale potem rozeszli się i Bulstrode znowu trafił na ulice. Pełne ludzi, sypiącego się z nieba popiołu i zapachu spalenizny. Greengrass natomiast poszła w swoją stronę i może to dobrze, że nie musiał dłużej mieć jej na uwadze a także ryzykować ponownej teleportacji z nią i walnięciem jej głową o pobliską ścianę. Co zamiast tego sprezentował mu los to zupełnie inna znajoma twarz, nomen omen również należąca do pani Greengrass, ale ta akurat była mu o wiele bardziej przyjazna.
W pierwszej chwili jednak w ogóle jej nie poznał.
Spojrzenie przesmyknęło się po jej sylwetce, zatrzymując nieco dłużej na strużce krwi płynącej po ręce, a mózg zadziałał szybko, w pierwszej chwili próbując zidentyfikować czy była ciężko ranna i czy wyglądała jakby mogła dać sobie radę sama - zgadzało się. Atreus nie miał zamiaru zatrzymywać się przy wypadkach, które już się wydarzyły i w aktualnej sytuacji nie było zanadto sensu się nad nimi roztrząsać, ale potem coś w poczerwieniałej twarzy zwróciło jego uwagę. Oczy wydały się znajome, aż w końcu nad jego głową zapaliła się metaforyczna żarówka.
- Jackie? - zatrzymał się w miejscu. Dzieliło ich parę kroków, bo był gotowy ją zwyczajnie minąć, teraz jednak nie wierzył własnym oczom, ale w końcu wyrwał się z zawieszenia i znalazł obok niej. - Kurwa mać, jesteś ranna? - pochylił się, chcąc się jej dokładniej przyjrzeć, jakby obawiał się że źle ocenił początkowo sytuację. Gdyby coś faktycznie się jej stało, i to takie poważnego, to Anthony nigdy by mu tego nie wybaczył. - Krwawisz, cholera. Co się stało? Poczekaj, zaraz może coś... - wymruczał na koniec, unosząc różdżkę, którą do tej pory cały czas ściskał w dłoni, a potem machnął nią, chcąc wyczarować kawałek gazy, którym mogłaby zatamować krwawienie, albo chociaż się wytrzeć.
//kształtowanie na wyczarowanie gazy
Rzut PO 1d100 - 6
Akcja nieudana
Akcja nieudana