03.06.2025, 15:06 ✶
– Nie żartuj sobie z tak poważnych kwestii numerologicznych, Greengrass. Uświadomiłeś mi, że to nie tylko schemat trójek, ale też dziewiątek, które są iloczynem dwóch trójek, a jednocześnie sumą trzech trójek, co jest jeszcze bardziej przerażające. To kosmiczna katastrofa, a ty mi mówisz o jedynkach, kiedy doskonale wiesz, że jestem ósemką. NA LITOŚĆ MERLINA I SEKSAPIL MORGANY! Jedynka i ósemka daje dziewięć! DZIEWIĘĆ!!! Trzy trójki i trzy trójki, ale też trzy dziewiątki... – próbowałem to pojąć swoim umysłem, ale to było za wiele. Musiałbym to sobie rozpisać w spokoju na kartce, bo obliczeń było co niemiara, a nie było na to czasu, bo Sąd Ostateczny się zbliżał. Mugole wiedzieli o tym od zarania dziejów. Pył spadał z nieba i palił Londyn, który przecież był centrum Wszechświata, Wszechwiedzy i Wszechżycia.
I CO TERAZ MIELIŚMY ZROBIĆ?! Magipsychiatra, medyk i koroner?! Czy sprawa opierała się na jakiejś jednostce? Dotyczyła umysłu i ciała? Życia i śmierci!? Czy byliśmy wystarczająco silni, by sprostać tak wielkiemu wyzwaniu, jakim było ratowanie świata?!
Uratować dwa puchate koty – prościzna. Uratować rudowłosą piękność – było ciężko, ale się udało. Ale świat?! Może nawet cały wszechświat?!
A mimo to, niezależnie od sytuacji i ogromu nadciągającej katastrofy, ruszyłem z Ambrożem w stronę Corneliusa, zamierzając w końcu również wkroczyć do jego gabinetu, bo przecież nie mogłem ratować świata z kotami na ramieniu. Już przy ratowaniu Cassandry to było kłopotliwe, a co dopiero teraz.
– Poza tym, liderowanie zrzuć na barki Kornela. Ja mam za zadanie utrzymywać was w świetnej formie psychicznej, stąd jestem drużynowym pajacerą. Z klasą, żeby nie było – stwierdziłem i od razu uprzedziłem, żeby mnie nie wrzucał do jednego worka z tymi szlamowatymi cyrkowcami, którym dzieci się gubiły, a po kilku dniach odnajdywały, ale nowe, inne, zabrane chuj wie w jakich okolicznościach.
Czasami korciło mnie, żeby zajrzeć do umysłów tej nietypowej, zdecydowanie patologicznej trupy. Tam zapewne trauma nakładała się na traumę. Może dzięki temu byli wrażliwymi artystami. Tak pisali w gazecie, bo ja osobiście jakoś tego nie czułem.
– CORNELIUSU! – podniosłem głos, bo doskonale widziałem, że nas widział, a potem olał nasze cudowne ciała na rzecz rozgardiaszu albo jakiegoś gościa, przypadkowego dziada, który zawracał mu głowę, kiedy działy się rzeczy ważniejsze, wykraczające poza świadomość społeczną.
Cóż, zamierzałem za wszelką cenę przepchnąć się do niego. Może nawet szybciej niż Ambroż. Tyle tylko... czy będzie mi to dane?
!Trauma Ognia
!Nigdy nie przestawaj leczyć
I CO TERAZ MIELIŚMY ZROBIĆ?! Magipsychiatra, medyk i koroner?! Czy sprawa opierała się na jakiejś jednostce? Dotyczyła umysłu i ciała? Życia i śmierci!? Czy byliśmy wystarczająco silni, by sprostać tak wielkiemu wyzwaniu, jakim było ratowanie świata?!
Uratować dwa puchate koty – prościzna. Uratować rudowłosą piękność – było ciężko, ale się udało. Ale świat?! Może nawet cały wszechświat?!
A mimo to, niezależnie od sytuacji i ogromu nadciągającej katastrofy, ruszyłem z Ambrożem w stronę Corneliusa, zamierzając w końcu również wkroczyć do jego gabinetu, bo przecież nie mogłem ratować świata z kotami na ramieniu. Już przy ratowaniu Cassandry to było kłopotliwe, a co dopiero teraz.
– Poza tym, liderowanie zrzuć na barki Kornela. Ja mam za zadanie utrzymywać was w świetnej formie psychicznej, stąd jestem drużynowym pajacerą. Z klasą, żeby nie było – stwierdziłem i od razu uprzedziłem, żeby mnie nie wrzucał do jednego worka z tymi szlamowatymi cyrkowcami, którym dzieci się gubiły, a po kilku dniach odnajdywały, ale nowe, inne, zabrane chuj wie w jakich okolicznościach.
Czasami korciło mnie, żeby zajrzeć do umysłów tej nietypowej, zdecydowanie patologicznej trupy. Tam zapewne trauma nakładała się na traumę. Może dzięki temu byli wrażliwymi artystami. Tak pisali w gazecie, bo ja osobiście jakoś tego nie czułem.
– CORNELIUSU! – podniosłem głos, bo doskonale widziałem, że nas widział, a potem olał nasze cudowne ciała na rzecz rozgardiaszu albo jakiegoś gościa, przypadkowego dziada, który zawracał mu głowę, kiedy działy się rzeczy ważniejsze, wykraczające poza świadomość społeczną.
Cóż, zamierzałem za wszelką cenę przepchnąć się do niego. Może nawet szybciej niż Ambroż. Tyle tylko... czy będzie mi to dane?
!Trauma Ognia
!Nigdy nie przestawaj leczyć