To nie do końca była troska, zresztą Romulus powinien zdawać sobie z tego sprawę. Prue po prostu wolała uniknąć kolejnych, niepotrzebnych komplikacji, które mogły jeszcze bardziej wyprowadzić ją z równowagi. Już i tak nie czuła się najlepiej, była zagubiona, nie wiedziała, co przyniesie im noc, powodowało to strach, na który nie do końca była gotowa. To nie tak, że bała się ciemności, bardziej obawiała się tego, co może ona im przynieść w tym miejscu. Byli w końcu w lesie, na jakimś zadupiu, na pewno był on miejsce do życia dla stworzeń, których wolała nie spotkać. Zresztą Potter wcześniej wspomniał o wilkołakach i mimo, że do pełni było jeszcze trochę czasu, to mimo wszystko przez to, co powiedział czuła strach, może irracjonalny, bo wiedziała, w jaki sposób funkcjonują te bestie, to jednak aktualnie nie myślała szczególnie jasno.
- Mam nadzieję, że Twoje przeznaczenie o tym wie, szkoda by było, gdyby zamierzało Ci pokazać, że ma gdzieś to, że nie masz czasu. - Wiedziała, że los bardzo często potrafił udowadniać, że ma w nosie plany ludzi, specjalnie dokładał kolejnych problemów, aby pokazać, jak mały wpływ mieli na to, co działo się wokół nich.
Może nie trafili na wodospad, ale przynajmniej pojawiły się opcje, z których mogli skorzystać. Możliwości, których nie mieli w dziczy. Nie, żeby straciła przez to czujność, bo nie mogli przewidzieć, czy i kto właściwie mógł tutaj być, jakie miał nastawienie do przybyszów z zewnątrz, a oni zdecydowanie w tej chwili byli intruzami, mogli zaburzyć spokój. Nawet jeśli nie mieli złych zamiarów, mogli zostać odebrani, jako tacy, którzy przyszli tutaj, aby zaszkodzić.
Gdyby Romulus wspomniał jej o tym, że jest spragniony, zapewne nie miałaby najmniejszego problemu z tym, aby wyczarować mu strumień wody i ukoić tę potrzebę, jednak nie była jasnowidzem, nie zamierzała wychodzić z inicjatywą, bo on nie był dzieckiem, jeśli czegoś potrzebował mógł o tym wspomnieć na głos, potrafił poprosić o fajki, więc i z wodą pewnie nie miałby problemu.
Zignorowała jego słowa, tak właściwie to ich nie usłyszała, bo szum wody skutecznie zagłuszał wszystko wokół. To mogło utrudnić im komunikację, chociaż tak naprawdę nieszczególnie jej na niej zależało. Nie widziała sensu, aby dyskutować o tym, co mieli zrobić. Mogli sprawdzić ten budynek, później ewentualnie wrócić i wybrać inną drogę. Mieli kilka możliwości, wydawało jej się, że wybrała najmniej inwazyjną, najbezpieczniejszą. Zależało jej na tym, aby po prostu mieli gdzie przeczekać noc. Schować się przed mieszkańcami lasu, których wolałaby uniknąć.
Ścisnęła mocniej swoją różdżkę w dłoni, bo nie była w stanie przewidzieć, czy ktoś nie stanie im na drodze, czy nie będzie przeszkadzała im ich obecność, nie mogła zakładać tego, że jeśli ktoś pojawi się przed nimi to będzie miał pokojowe zamiary, wiedziała, że świat był pełen ludzi, którzy nie mieli problemu z tym, aby pokazać innym, że nie należeli do danego miejsca. Jeśli przyjdzie taka potrzeba, to będzie musiała się bronić, nie, żeby było to jej pierwszym wyborem, ale nie zawsze właściwie się go miało. Gorzej, że Potter był zupełnie bezużyteczny, więc cały ciężar spadł na jej barki. Jakoś go udźwignie.
Kiedy wybrali drogę, szli nią dłuższą chwilę ponownie coś się zmieniło. Dźwięk wody opadającej na kamienie nie był już taki głośny, jakby został wyciszony. To zwróciło jej uwagę, czyżby ktoś potraktował to jakimś zaklęciem, nie było to całkiem naturalne, tylko po co właściwie ktoś miałby to robić w samym sercu lasu? Stała się czujniejsza, trochę jej się to nie podobało, bo raczej wydawało jej się, że to było jedno z mugolskich miejsc. Mugole zdecydowanie byli łatwiejszymi przeciwnikami, gdyby mieli się z nimi skonfrontować.
Przyglądała się budowli, która się przed nimi rysowała. Trochę przytłaczał jej ogrom zapory, z drugiej strony to przynosiło kolejne pytania. Po co ktoś ją tutaj wybudował. Umiała łączyć fakty, wiedziała, gdzie się znajdowali, miała świadomość, że na tym terenie nie istniała potrzeba na budowanie podobnych miejsc. Coś przestało jej grać, ale sama jeszcze nie wiedziała co i dlaczego. Poczuła zimny dreszcz, który przeszedł jej po plecach, zdawała sobie sprawę, że wkraczali do miejsca, które nie powinno się tutaj znaleźć, i nie było żadnego logicznego wytłumaczenia na to, dlaczego ta zapora znajdowała się w środku tego lasu. To powodowało niepokój, Bletchley starała się wszystko analizować i szukać argumentów, które przynosiłyby jej informacje po co i dlaczego coś zostało stworzone, tutaj jej ich brakowało.
Otaksowała wzrokiem okolicę, gdzieś zniknął wodospad, za to jezioro wydawało się być jeszcze większe. Czyżby to była iluzja? Czy ktoś próbował mieszać im w głowach? Po co? W jakim celu. Nie podobało jej się to wcale. Może jednak należało pozostać w lesie? - Spójrz. - Powiedziała cicho do Romulusa, żeby on również mógł zwrócić na to uwagę. Tak właściwie to on był przecież specjalistą od ludzkich umysłów, to była jego nisza.
Bletchley machnęła dyskretnie różdżką i mruknęła pod nosem zaklęcie, chciała spróbować rozproszyć ewentualną magię, która mogła ich oszukiwać, mamić..
Przeniosła wzrok w stronę mężczyzny, którego obecności nie dało się zignorować. Nie wiedziała, czy ich widział, odruchowo jednak się ruszyła z miejsca, jakby chciała schować się w cieniu, bo raczej wolała jeszcze nie zwracać na siebie jego uwagi. Nie wiedziała do końca, co się tutaj działo, nie mogła mieć pewności, że nie będzie niezadowolony z ich obecności, że nie przyłapali go na czymś, wiedziała, że ludzie nie lubili, gdy ktoś wtrącał swój nos w nieswoje sprawy, gdy przyłapywał ich na czymś, czego nie powinni robić.
Pociągnęła za sobą Romulusa, bo nie mogła go przecież pozostawić na pożarcie. Miała w sobie odrobinę przyzwoitości, no tylko odrobinę, ale nie będzie jej później przynajmniej wyrzygiwał, że patrzyła tylko na siebie. W tej chwili byli przecież swoimi sojusznikami, nie miała tutaj nikogo więcej, może nie przepadała za nim jakoś szczególnie, ale wolałaby go nie stracić.
Mężczyzna był potężny, w sumie tak samo, jak większość tych, którzy znajdowali się w domu, w którym aktualnie przyszło jej mieszkać. Poczuła żal, że znalazła się w tym lesie, ten dzień miał potoczyć się zgoła inaczej, miała być gdzie indziej, miała być z kim innym, a jednak wszystko się spierdoliło. Zresztą miała wrażenie, że to było bardzo dawno temu, czas płynął naprawdę wolno odkąd znaleźli się w tym miejscu i nic nie zapowiadało na to, aby mieli się stąd wydostać.
Pojawiła się też kolejna osoba, kobieta. Prue ją zauważyła, cóż, nie była z tego powodu szczególnie zadowolona. Dwie osoby, które mogły chcieć im zrobić krzywdę. Zawiesiła się na moment, zaczęła kalkulować jakie mieli szanse na to, aby wyjść stąd bez szwanku. Co powinni zrobić, oddalić się w pośpiechu, czy poinformować o swojej obecności. Byli strażnikami tego miejsca, mieszkańcami? Nie miała pojęcia, wkurwiało ją niemiłosiernie to, że nie wiedziała, co właściwie się dzieje. Nie znosiła niewiedzy.
Nie patrzyli w ich stronę, chociaż tyle dobrego, póki co nie wiedzieli o ich obecności, co było poniekąd ich przewagą. Nie do końca była pewna, czy powinni to zmieniać, może lepiej było pozostać w cieniu i ich obserwować? Wreszcie mrugnęła i przeniosła wzrok na Pottera, chciała usłyszeć, co on o tym myśli. Nie omieszkała oczywiście nie powiedzieć tego, co ona uważała za słuszne. - Wydaje mi się, że lepiej, żebyśmy pozostali w cieniu, możemy pójść za nimi, ale póki co nie informować o tym, że tutaj jesteśmy. - Szepnęła cicho, niemalże bezdźwięcznie, aby nie zwracać na nich uwagi.
//
Akcja nieudana
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control