Rita oddzieliła się od nich chwilę po tym, jak przenieśli się do Ministerstwa. Jessie chciał zaprotestować - czy nie powinni w tym momencie trzymać się razem - ale ich siostra nie dała ani jemu ani Theo możliwości zatrzymania jej. Po prostu powiedziała, że gdzieś idzie i już jej nie było. Na szczęście Ministerstwo wciąż było bezpiecznym miejscem, więc była mała szansa, że Ricie coś się stanie.
Obaj dostali szklanki z wodą. Jessie upił łyk, a resztę wylewał sobie na dłoń, którą podstawiał pod pysk Benjiego. Biedny, wciąż się trząsł, popiskiwał i kulił pod siebie ogon. Na całe szczęście nie miał żadnych większych oparzeń - przynajmniej Jessie żadnych takich nie zauważył - więc stres będzie jednym z niewielu problemów psiaka, którym trzeba będzie zająć się później. Później, kiedy ten cholerny koszmar się skończy.
-Mamo - powiedział cicho, podnosząc się, kiedy dotarł do nich głos ich matki.
Ciężar mu spadł z piersi, widząc Charlotte, całą i zdrową, chociaż brudną, w nadpalonych ubraniach i z zepsutą fryzurą. Benji szczeknął kilka razy i nieśmiało zamerdał ogonem, ale nie podbiegł do czarownicy, jak to robił do tej pory.
-Nic ci się nie stało? Nie jesteś ranna? - musiał spytać, chociaż doskonale wiedział, że jej i jego rodzeństwa ogień nie mógł zranić. Jonathan... Jonathan został na Horyzontalnej... Powiedział, że musi tam pomóc... Nie widziałem Morpheusa - Rita i Jonathan też go nie widzieli. -Mieszkanie... Wszystko spłonęło.
Mówiąc to, spojrzał jeszcze na Theo. Odkąd wraz z Ritą dotarli do biblioteki, Jessie powiedział do brata "Cieszę się, że nic ci nie jest", a potem już milczał. Trawił szok, myślał o tym cholernym krześle, które jako jedyne nie spłonęło, o Mrocznym Znaku, wiszącym nad Horyzontalną i głosach, które echem odbijały się w jego głowie.
Dłonie Charlotte na jego policzkach były tak kojące. Nakrył je swoimi dłońmi, ledwo odczuwając pieczenie poparzonej skóry, przez dłuższą chwilę jeszcze milcząc, zanim wydusił z siebie kolejne słowa.
-Możemy... Będzie można je odnowić, ale teraz... do niczego się nie nadaje
!Strach przed imieniem