11.05.2025, 12:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.05.2025, 12:38 przez Eutierria.
Powód edycji: Poprawiłam zapis imienia - byłam niekonsekwentna.
)
- Pan jest absolutnie niepoważny.
Takie właśnie słowa usłyszał Morpheus, kiedy pan Oliver zmierzył go krytycznym spojrzeniem i prychnął, wyraźnie niewzruszony jego zapewnieniem o służbie w specjalnych jednostkach Ministerstwa.
- Muszę panu powiedzieć, że dzisiaj kręcił się tutaj jakiś stary dziad, któremu wydawało się, że może szastać nieweryfikowalnym zatrudnieniem w Ministerstwie w celu wyciągania informacji o klientach. Dla pana informacji: to jest poważany lokal na jednej z głównych ulic, a nie szemrana zbitka desek i szkła na Nokturnie. - To powiedziawszy splunął do wiaderka na podłodze i powrócił do przecierania ściereczką i tak nienagannie czystego blatu. - Jeżeli pan nie zauważył - Londyn płonie. Czy nie tym powinno zajmować się Ministerstwo? - Zapytał nieco bezczelnie, porzucił ścierkę i jednocześnie porzucił też bar, żeby poprawić materiałowe zabezpieczenie na nieszczelnej okiennicy w miejscu, gdzie siedziała przerażona matka z małym dzieckiem. Najwyraźniej nawet w obliczu tak wielkiej katastrofy, nie miała z nim gdzie wrócić.
Na szczęście ich dwójki, oboje zauważyli, że w stresie barman nie powiązał ich ze sobą. Najwyraźniej Jonathan miał jeszcze szansę zrobić coś, co Morpheusowi nie wyszło, a jako Widzący dostrzegał prawdę - faktycznie coś temu Oliverowi leżało na sercu... I to mogło być coś, co powinni usłyszeć Zakonnicy.
Takie właśnie słowa usłyszał Morpheus, kiedy pan Oliver zmierzył go krytycznym spojrzeniem i prychnął, wyraźnie niewzruszony jego zapewnieniem o służbie w specjalnych jednostkach Ministerstwa.
- Muszę panu powiedzieć, że dzisiaj kręcił się tutaj jakiś stary dziad, któremu wydawało się, że może szastać nieweryfikowalnym zatrudnieniem w Ministerstwie w celu wyciągania informacji o klientach. Dla pana informacji: to jest poważany lokal na jednej z głównych ulic, a nie szemrana zbitka desek i szkła na Nokturnie. - To powiedziawszy splunął do wiaderka na podłodze i powrócił do przecierania ściereczką i tak nienagannie czystego blatu. - Jeżeli pan nie zauważył - Londyn płonie. Czy nie tym powinno zajmować się Ministerstwo? - Zapytał nieco bezczelnie, porzucił ścierkę i jednocześnie porzucił też bar, żeby poprawić materiałowe zabezpieczenie na nieszczelnej okiennicy w miejscu, gdzie siedziała przerażona matka z małym dzieckiem. Najwyraźniej nawet w obliczu tak wielkiej katastrofy, nie miała z nim gdzie wrócić.
Na szczęście ich dwójki, oboje zauważyli, że w stresie barman nie powiązał ich ze sobą. Najwyraźniej Jonathan miał jeszcze szansę zrobić coś, co Morpheusowi nie wyszło, a jako Widzący dostrzegał prawdę - faktycznie coś temu Oliverowi leżało na sercu... I to mogło być coś, co powinni usłyszeć Zakonnicy.