Czy Lewis wiedział, co jest w butelkach? Nie. Czy Lewis chciał mieć zmieniony nos w kartofel? Nie. Czy Lewis chciał włamać się do Wiwerna i narobić im syfu? Ależ i owszem.
Dlatego właśnie po tym, jak Woody oznajmił, że już czas, zeżarł do końca kanapkę z paszczetem, którą upchnął w policzku, jak chomik, otrzepał dłonie, umył je szybko i poprawił swoje świetne wdzianko. Składało się ono z burych spodni z dużą ilością kieszeni, burej koszuli, zniekształcającej jego patykowatą figurę i burego kaszkietu, pod którym upchnął wszystkie swoje włosy, żeby nie było ich widać. Usmarował twarz maźgami z wołowego smalcu zmieszanego z sadzą z komina, a na koniec założył na dłonie rękawiczki. Był profesjonalistą. Podobno.
Buro ubrany Lewis zlewał się w burym poranku Śmiertelnego Nokturnu, zresztą, godzina była taka, że nikomu nic się nie chciało, wszystko zamierało, sen był najgłębszy. I kurwa bardzo dobrze, bo było idealnie, żeby zrobić na złość konkurencji.
Dotarli do drzwi, Lewis wyciągnął swoje wspaniałe przyrządy, zdobyte i zakupione w czasie swojej pracy po godzinach i zabrał się za rozbrajanie wejścia do Wiwerna, aby mogli ślicznie im namącić.
Przewagi: Złodziejstwo I, Niewidzialność 0, Tworzenie mechanizmów II
Wiedza o Świecie ◉◉◉◉○: Bezpieczne otworzenie wejścia i zabezpieczeń do Wiwerny
Akcja nieudana