09.05.2025, 12:00 ✶
Jedno było pewne: Ministerstwo nie było przygotowane na taki kryzys. Nikt nie spodziewał się ataku, który miałby taką skalę. Czy to wciąż był terroryzm? A może to już wojna domowa? Robert widział aurorów, którzy przenosili się na miejsca zdarzeń, starając się jednocześnie jakkolwiek sensownie zorganizować. Nie było jednak czasu na szeroko zakrojone plany, strategię. Wszyscy robili, co mogli. Tu członkowie Wizengamotu musieli podjąć jakieś kroki, by ten kryzys opanować. Wdrożyć procedury, wprowadzić stan wyjątkowy. Choć jako urzędnicy nie mogli bezpośrednio pomóc tak jak aurorzy czy medycy. Nie byli tymi, którzy ratowali ludzi w trakcie tego wszystkiego. Jednak Robert wiedział, że kolej na nich przyjdzie dopiero później. Już wyobrażał sobie, w jakim kryzysie będzie cały kraj. Konsekwencje takiego ataku mogły być jeszcze gorsze niż jego przebieg.
Widok Anthony'ego przyniósł Robertowi pewną ulgę. Crouch łudził się, że może Shafiq przywita się z nim, że powstała między nimi jakaś nić porozumienia. To oczywiście prysło natychmiast, gdy Lorien padła w ramiona szefa OMSHM-u. Przecież wiedział, że byli blisko, choć nigdy nie znał natury ich relacji. Jednak to charakterystyczne ukłucie niemożliwego do zidentyfikowania zdenerwowania pojawiło się w Robercie. Odpędził je szybko. To musiał być stres. Trzeba było zająć się wydarzeniami obecnymi.
— Trzeba zwołać kryzysowe posiedzenie, wprowadzić stan wyjątkowy. Były jakieś ataki wewnątrz Ministerstwa? Akty sabotażu? — zapytał, starając się zebrać jak najważniejsze informacje. To było jak na tych przeklętych szkoleniach z pierwszej pomocy: najpierw trzeba było sprawdzić własne bezpieczeństwo. Kto wie, czy atakujący nie mieli agentów w Ministerstwie? Ba! Robert był pewny, że byli tacy ludzie, być może nawet w samym Wizengamocie.
Z każdą chwilą do atrium przychodziło coraz więcej ludzi. Niektórzy już chcieli wychodzić, sprawdzać, co z rodzinami. Robertowi przeszło przez myśl, że Vanessie mogło się coś stać. Może uprzykrzała mu wciąż życie, ale wciąż była jego byłą żoną. Kiedyś ją kochał i na pewno nie chciał jej krzywdy. Wiedział też, że dla Enid strata mamy mogła być bardzo ciężkim ciosem, nawet jeśli nie utrzymywały już ze sobą kontaktu. Cóż, musiał skontaktować się z kimś z redakcji Proroka w najbliższym czasie. Choć wiedział, że obecnie był potrzebny właśnie w Ministerstwie.
Widok Anthony'ego przyniósł Robertowi pewną ulgę. Crouch łudził się, że może Shafiq przywita się z nim, że powstała między nimi jakaś nić porozumienia. To oczywiście prysło natychmiast, gdy Lorien padła w ramiona szefa OMSHM-u. Przecież wiedział, że byli blisko, choć nigdy nie znał natury ich relacji. Jednak to charakterystyczne ukłucie niemożliwego do zidentyfikowania zdenerwowania pojawiło się w Robercie. Odpędził je szybko. To musiał być stres. Trzeba było zająć się wydarzeniami obecnymi.
— Trzeba zwołać kryzysowe posiedzenie, wprowadzić stan wyjątkowy. Były jakieś ataki wewnątrz Ministerstwa? Akty sabotażu? — zapytał, starając się zebrać jak najważniejsze informacje. To było jak na tych przeklętych szkoleniach z pierwszej pomocy: najpierw trzeba było sprawdzić własne bezpieczeństwo. Kto wie, czy atakujący nie mieli agentów w Ministerstwie? Ba! Robert był pewny, że byli tacy ludzie, być może nawet w samym Wizengamocie.
Z każdą chwilą do atrium przychodziło coraz więcej ludzi. Niektórzy już chcieli wychodzić, sprawdzać, co z rodzinami. Robertowi przeszło przez myśl, że Vanessie mogło się coś stać. Może uprzykrzała mu wciąż życie, ale wciąż była jego byłą żoną. Kiedyś ją kochał i na pewno nie chciał jej krzywdy. Wiedział też, że dla Enid strata mamy mogła być bardzo ciężkim ciosem, nawet jeśli nie utrzymywały już ze sobą kontaktu. Cóż, musiał skontaktować się z kimś z redakcji Proroka w najbliższym czasie. Choć wiedział, że obecnie był potrzebny właśnie w Ministerstwie.