08.05.2025, 15:47 ✶
To był on. Ten, którego szukali od miesięcy, a dokładniej mówiąc od czerwca tego roku - za bestialski mord, za niesamowicie okrucieństwo i brak hamulców. Umbriel Degenhardt był całkowicie zasłużenie określony przez osoby badające miejsce zbrodni i Wizengamot potworem, ale z jakiegoś powodu nikt nie potrafił go odnaleźć i skuć. Miejska legenda rosła w siłę, plakaty z jego parszywą gębą zdobiły coraz większe części tablic z ogłoszeniami i murków, a on stał tu jak gdyby nigdy nic. Całkowicie niewzruszony palił papierosa, pozwalając dymowi rozbijać się o kamienne sklepienie i wsiąkać w jaśniejące w ciemności grzyby i mchy porastające ściany tego korytarza.
Najgorsze było to, że absolutnie nikt nie reagował na jego obecność. Bo to był dom parszywców, a niechcianym obiektem nie był Umbriel wykonujący polecenia popleczników Czarnego Pana za pieniądze - tutaj przecież każdy miał niegodziwego pracodawcę - kanalią był Aidan. Ten, którego nie kojarzył nikt, a jeżeli jego twarz przemknęła przez czyjeś wspomnienia, całkiem możliwe, że skojarzył ją z wymiarem sprawiedliwości.
Złoczyńcy Ścieżek ginęli. Każdy z nich pogodził się już dawno z nikłą szansą na dożycie starości, ale... no właśnie, nikt nie chciał skończyć na tej pieprzonej wyspie pośrodku niczego, otoczony przez potwory odbierające ci wszystko.
Dlatego zrobili się ostatnio bardzo selektywni.
- Trzeba się do tego przyzwyczaić - zaczął Umbriel, stawiając kroki za zmierzającym ku jednego z najbardziej zdradzieckich korytarzy Parkinsonem. - Do tego, że powietrze działa tu inaczej. Jest mniej tlenu, po jakimś czasie zaczynasz się dusić, ale nawet o tym nie wiesz. Ogień śmiesznie się tutaj rozprzestrzenia. - Pokręcił głową, dogaszając papierosa o ścianę. Grzyb porastający ścianę momentalnie pożarł go niczym ruchome piaski.
Dobył swojej różdżki i wykonał nią ruch, jakby strzepywał z niej kurz.
Zrób z różdżką to samo. Przyłóż ją do ściany i obserwuj, jak pożera ją pleśń.
Zrób to.
Pozbądź się wszystkiego, co daje ci bezpieczeństwo.
Najgorsze było to, że absolutnie nikt nie reagował na jego obecność. Bo to był dom parszywców, a niechcianym obiektem nie był Umbriel wykonujący polecenia popleczników Czarnego Pana za pieniądze - tutaj przecież każdy miał niegodziwego pracodawcę - kanalią był Aidan. Ten, którego nie kojarzył nikt, a jeżeli jego twarz przemknęła przez czyjeś wspomnienia, całkiem możliwe, że skojarzył ją z wymiarem sprawiedliwości.
Złoczyńcy Ścieżek ginęli. Każdy z nich pogodził się już dawno z nikłą szansą na dożycie starości, ale... no właśnie, nikt nie chciał skończyć na tej pieprzonej wyspie pośrodku niczego, otoczony przez potwory odbierające ci wszystko.
Dlatego zrobili się ostatnio bardzo selektywni.
- Trzeba się do tego przyzwyczaić - zaczął Umbriel, stawiając kroki za zmierzającym ku jednego z najbardziej zdradzieckich korytarzy Parkinsonem. - Do tego, że powietrze działa tu inaczej. Jest mniej tlenu, po jakimś czasie zaczynasz się dusić, ale nawet o tym nie wiesz. Ogień śmiesznie się tutaj rozprzestrzenia. - Pokręcił głową, dogaszając papierosa o ścianę. Grzyb porastający ścianę momentalnie pożarł go niczym ruchome piaski.
Dobył swojej różdżki i wykonał nią ruch, jakby strzepywał z niej kurz.
Zrób z różdżką to samo. Przyłóż ją do ściany i obserwuj, jak pożera ją pleśń.
Zrób to.
Pozbądź się wszystkiego, co daje ci bezpieczeństwo.
Rzut PO 1d100 - 54
Sukces!
Sukces!
they should be
t e r r i f i e d
of me
t e r r i f i e d
of me