Cicho westchnęła. Miał rację. Kto normlany chodzi po ulicy, spotyka obce osoby i przedstawia się jako wampir? No nikt. Z drugiej strony ułatwiłoby to spotkanie. Może by się go bała, ale na pewno nie dałaby się zaciągać w ciemne uliczki. Czuła się wtedy dziwnie szczęśliwa, gdy myślała o tym, że mogłaby się napić z nim piwa, że mogłaby go lepiej poznać. A zamiast tego leżała półprzytomna na jego kanapie. Jako mężczyzna pewnie by się z tego cieszył, ale widziała, że był zdenerwowany. Jego życie teraz należało do niej, a jej do niego. Ona może na niego donieść, co doprowadzi go do śmierci. On może ją zabić, jeśli ona zdecyduje się donieść. Krąg się zamykał. Nie było innej opcji.
— Wiem. Wiem. – odpowiedziała tylko krótko. Co miała więcej powiedzieć. Nie należała do osób gadatliwych, a teraz naprawdę przeszła sama siebie w konwersacji z drugim człowie… z drugą istotą.
Zacisnęła zęby na jego słowa. Nie chciała zagryzać wargi jak miała w zwyczaju, nadal miała na niej niewielką ranę. Nie chciała przy nim już więcej krwawić. Wolała się uspokoić. Musiała być oazą pierdolonego spokoju w tej chwili niedoli. Nie wiedziała kogo wezwał, nie znała tej osoby i nie chciała, aby ktokolwiek grzebał jej w pamięci, a wśród czarodziei takie praktyki były powszechne jeśli nie chciało się, aby druga osoba wiedziała coś, czego nie powinna.
— Cody. – pierwszy raz, odkąd się obudziła wymówiła jego imię. Była spokojna. Przynajmniej starała się tak brzmieć. – Wiem, że nie możesz mieć pewności, że cię nie wydam, ale ja nie mogę mieć pewności, że mnie nie zabijesz. – Głos był cichy i spokojny. Nie spuszczała z niego wzroku jakby chciała, aby czuł się przytwierdzony do miejsca, w którym się znajdował. – Ale nie chce tracić kontroli nad swoim życiem. Nie możesz mi odebrać tego wspomnienia, nie możesz pozwolić, aby twoja przyjaciółka odebrała mi to wspomnienie. Ja muszę to pamiętać. Dla siebie. Dla mojego bezpieczeństwa. – powiedziała dobitnie i mając nadzieję, że zrozumie, że jeśli zabiorą jej tą pamięć to ona może wpaść w ręce jeszcze gorszej osoby, że może wpaść znowu na niego, a on znowu nie będzie mógł się powstrzymać. Wampiry były w końcu drapieżnikami, zapewne lubiły bezbronne osoby i on nie mógł temu zaprzeczyć, bo miał tę bestie w sobie. Napiła się wody, którą od niego otrzymała i wypiła całą zawartość. Jak tak dalej pójdzie za chwilę będzie musiała pójść do łazienki, a nie była pewna, czy będzie miała tyle sił. Na razie jednak dobrze było, gdy leżała.
— Wiem, że nie powinnam ci ufać, ale… – zamilkła. Był blisko, zbyt blisko. Znowu ryzykowali. Znowu igrali z tymi dziwnymi emocjami, które w sobie budzili. To było złe. On powinien odstawić ją teraz pod szpital świętego Munga i uciec, a ona powinna o tym nikomu nie mówić i zapomnieć. Zamiast tego nadal spoczywała na jego kanapie, a on siedział przy niej i starał się zrekompensować wyrządzone jej krzywdy. — Musi być jakieś cudowne rozwiązanie. – zacytowała go znowu.
Muszą coś wymyślić, aby oboje mogli znowu spokojnie żyć lub istnieć. Spojrzała znowu na niego, gdy usłyszała dziwnie znajomy szelest. Zapach czekolady, którym się zaciągnęła był przyjemny i kojący. Bez słowa wzięła od niego kostkę i włożyła do ust pozwalając jej się rozpuścić trochę na języku, a potem ją po prostu zjadła. Była naprawdę dobra i przyjemna. Zamknęła na chwilę oczy delektując się smakiem i słuchając jego wyznania. Wzięła kolejną kostkę jakby chciała zapchać sobie usta, aby nie mówić. W końcu jednak musiała coś jeszcze powiedzieć. To milczenie ją denerwowało.
— Chciałabym, aby to zakończyło się inaczej. – szepnęła. – Aby ten pocałunek nie skończył się w ten sposób. Chciałabym móc cofnąć czas i pójść do domu, abyś ty nie musiał robić tego, do czego cię… przypadkiem zmusiłam. Abym mogła wrócić do domu i cieszyć się słoikiem od ciebie. – szepnęła drżącym głosem. Mówiła te słowa tak jakby chciała, aby je ktoś spełnił. – Czasu jednak nie można cofnąć, a tobie nie wolno grzebać mi w umyśle, rozumiesz? Jakoś to rozwiążemy – poczekała, aż jej odpowie, aby wiedzieć, co on myśli.
– A teraz pozwól, że odpocznę. Mam nadzieję, że… nie zrobisz niczego głupiego. – spojrzała na jego rudą czuprynę mając ochotę jej dotknąć, ale nie mogła. Na myśl o tym powracał ten cholerny strach, ten paraliż z uliczki. Jakby znowu miała nie panować nad swoim ciałem, bo on wciągnąłby ją w swoje żelazne ramiona. Skuliła się pod kocami próbując zasnąć, ale nie mogła. Jego obecność tutaj nie pozwalała jej się rozluźnić. Bała się, że obudzi się i nic nie będzie pamiętać. Dlatego czuwała czekając na wyrok jaki miała postawić jej ta dziewczyna.