05.05.2025, 14:09 ✶
Wszystko było w tym salonie na miejscu: dopasowane, przemyślane, właściwe. Peregrinus również był tu właściwy. Nie tylko estetycznie — pomiędzy hebanowymi lokami a bladą cerą kolorowy akcent stanowiły jedynie ciemnogranatowe spodnie i marynarka, które zmierzchające słońce i tak próbowało zgasić w czerń; nie wybijał się więc Trelawney na tle wystroju pomieszczenia. Chodziło jednak o coś głębszego: swobodę, z jaką odnajdywał się na tej sofie, ale i obok drugiego jasnowidza. W ostatnich tygodniach uleciało z Peregrinusa poczucie, że mógłby naruszać w jakiś sposób prywatną przestrzeń Dolohova. Nie było już miejsca na najlichszy cień wątpliwości i wahania co do tego, czy aby na pewno był w pobliżu Vakela pożądany, co usunęło z niego sztywną ostrożność. I on sam oswoił się z obecnością drugiego wróża w najwęższym kręgu swojej strefy komfortu. Nabierał przekonania, że odnajduje powoli równowagę w nowych okolicznościach. Okolicznościach zarówno pomiędzy nimi dwoma, jak i w całokształcie sytuacji w Prawach Czasu, włącznie z krążącymi po nich nowymi osobami.
Dlatego też okazja poznania członkiń rodziny Dolohov, choć rozbudziła w nim ciekawość, zasiała również drobne ziarno niepokoju. Nieprzesadnie dręczącego, bo przecież czuł się w kamienicy Dolohova bezpiecznie i był raczej pewien swojej pozycji w jej murach, lecz taka już była natura tego introwertycznego wróżbity, że preferował stałość. Zmiana, jaką dokonywał w świecie czas, była fascynującym przedmiotem badań, ale — jeśli spytać Peregrinusa Trelawneya — wyłącznie takim właśnie przedmiotem obserwacji powinna pozostać, on sam zaś jej zewnętrznym obserwatorem, nie uczestnikiem. Mógł podglądać w kartach, wizjach i omenach naturę zmiany, jaką niósł powrót pań Dolohov do Anglii, lecz nie mogło dostarczyć mu to pełnego jej obrazu. I ten właśnie brak absolutnej wiedzy, absolutnej pewności — oto, co go denerwowało.
— Jak ja się cieszę, że nigdy nie miałem żony — mruknął, wysupłując ten żart z wypowiedzi Vakela. Być może w innych okolicznościach sprawdziłby, co też kryje się za tymi słowami i doborem dowcipu, lecz nie było na to czasu teraz, gdy lada chwila mieli zjawić się goście. — Mam nadzieję, że nigdy nic mnie nie zmusi do żenienia się. Masz wokół siebie same przerażające kobiety. Tylko czekać aż Lyssa poczuje pociąg do trucizny.
Podsumował tę wypowiedź krótkim pomrukiem zastanowienia, niby to naprawdę rozważał, czy aby nie ma w młodziutkiej czarownicy jakichś utajonych skłonności do trucicielstwa. W rzeczywistości o wiele rzeczy byłby gotów ją podejrzewać, lecz o tę… niekoniecznie.
Peregrin podniósł rękę, aby odnaleźć wędrujące palce Vakela i musnąć je własnymi, spleść na krótką chwilę, nim do salonu wejdą obcy i będzie musiał trzymać od niego dystans, być tylko współpracownikiem i przyjacielem.
— Zamierzasz angażować którąś z nich w projekt instytutu? — zapytał jeszcze mimochodem, zanim tęsknie wysunął dłoń z jego dłoni.
Dlatego też okazja poznania członkiń rodziny Dolohov, choć rozbudziła w nim ciekawość, zasiała również drobne ziarno niepokoju. Nieprzesadnie dręczącego, bo przecież czuł się w kamienicy Dolohova bezpiecznie i był raczej pewien swojej pozycji w jej murach, lecz taka już była natura tego introwertycznego wróżbity, że preferował stałość. Zmiana, jaką dokonywał w świecie czas, była fascynującym przedmiotem badań, ale — jeśli spytać Peregrinusa Trelawneya — wyłącznie takim właśnie przedmiotem obserwacji powinna pozostać, on sam zaś jej zewnętrznym obserwatorem, nie uczestnikiem. Mógł podglądać w kartach, wizjach i omenach naturę zmiany, jaką niósł powrót pań Dolohov do Anglii, lecz nie mogło dostarczyć mu to pełnego jej obrazu. I ten właśnie brak absolutnej wiedzy, absolutnej pewności — oto, co go denerwowało.
— Jak ja się cieszę, że nigdy nie miałem żony — mruknął, wysupłując ten żart z wypowiedzi Vakela. Być może w innych okolicznościach sprawdziłby, co też kryje się za tymi słowami i doborem dowcipu, lecz nie było na to czasu teraz, gdy lada chwila mieli zjawić się goście. — Mam nadzieję, że nigdy nic mnie nie zmusi do żenienia się. Masz wokół siebie same przerażające kobiety. Tylko czekać aż Lyssa poczuje pociąg do trucizny.
Podsumował tę wypowiedź krótkim pomrukiem zastanowienia, niby to naprawdę rozważał, czy aby nie ma w młodziutkiej czarownicy jakichś utajonych skłonności do trucicielstwa. W rzeczywistości o wiele rzeczy byłby gotów ją podejrzewać, lecz o tę… niekoniecznie.
Peregrin podniósł rękę, aby odnaleźć wędrujące palce Vakela i musnąć je własnymi, spleść na krótką chwilę, nim do salonu wejdą obcy i będzie musiał trzymać od niego dystans, być tylko współpracownikiem i przyjacielem.
— Zamierzasz angażować którąś z nich w projekt instytutu? — zapytał jeszcze mimochodem, zanim tęsknie wysunął dłoń z jego dłoni.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie