• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 11 Dalej »
[08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin

[08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
25.04.2025, 19:58  ✶  
Stałem na klatce schodowej, dłonie opierałem na poręczy, rzuciwszy spojrzenie na kobietę, która wyrosła przede mną. Spojrzałem na Geraldine z tym jej chamskim, sukowatym uśmieszkiem na ustach i od razu poczułem żal, że nie pozwoliłem, żeby torba ją uderzyła. Przynajmniej wtedy to ja  miałbym satysfakcję, a nie ona. Może, gdyby dostała gonga czymś, co ważyło pewnie niemal tyle, co ona, byłaby choć odrobinę bardziej znośna - no, ale niestety... Moja reakcja była odruchem -  czasami bywało tak, że zamiast być zapobiegawcza, okazywała się zbędna. Powstrzymałem wzdychnięcie, potem, bez słowa, skierowałem wzrok za plecy Geraldine. Na początku nie zwróciłem uwagi, kto tam stoi, bo myślałem, że to nikt szczególny - to kolejna osoba, którą muszę tu zignorować, skoro jegomość towarzyszył Yaxley, ale on zdecydowanie mnie rozpoznał.
W tym samym momencie, gdy Gerda zaczęła mówić, ja zmarszczyłem czoło, zmrużyłem oczy i praktycznie ją zignorowałem - myślami oderwałem się od tego, co działo się wokół.  Jasne - słyszałem, jak powiedziała, że to jej brat, ale nie to przykuło moją uwagę. Zaświtało mi w głowie, zareagowałem uniesieniem brwi, gdy Astaroth się odezwał, ale jednocześnie łypnąłem na niego z niedowierzaniem, które chyba mówiło więcej niż słowa. Zdecydowanie nie spodziewałem się tutaj spotkać tego gościa. Zaskoczenie przeszyło mnie jak grom z jasnego nieba, lecz mimo to poczułem się tym spotkaniem bardziej podekscytowany niż z widoku Geraldine, która w dodatku mogła sobie darować ten komentarz o nietykalności, bo nic nim nie wnosiła - na ogół nie atakowałem ludzi, którzy mnie nie atakowali... Ani wampirów... Tych też nie. A on nim był, prawda? Spojrzałem na niego jeszcze raz, unosząc brwi i robiąc wymowną minę, jakbym chciał powiedzieć: „No kurwa, ale jaja.” Myślałem, że nic mnie już nie zaskoczy, ale ta scena, ta cała sytuacja, wszystko zdawało się być jeszcze bardziej dzikie i nie do ogarnięcia. No, kurwa. Jej brat. Mój dobry ziomuś z Woodstocku i wampir. No kurwa, no, nie do końca się tego spodziewałem, ale... W głębi serca czułem się totalnie zaskoczony, ale też cieszyłem się z tego spotkania pierdyliard razy bardziej, niż z obecności jego przeuroczej siostrzyczki obronnej. No kurwa, dużo tych kurew, serio?
- Ash, yo, kopę lat! - Przybiłem mu mocną pionę, nie komentując tego, co było aż nadto widoczne - te jego zmiany, ta nowa aura... Nie spodziewałem się, że jeszcze kiedyś się spotkamy, a jednak. Byłem totalnie zaskoczony, ale jednocześnie czułem się jakoś lepiej, że go widzę - to było jak powrót do starej, dobrej spontanicznej interakcji. Kilka chwil swobody, trochę mniej nerwowej atmosfery, którą chyba wszyscy powinniśmy próbować zachować mimo postępującej apokalipsy. - Wies, sze jesztem chujowy w telepoltasji. - Parsknąłem, wzruszywszy ramionami. - Byłem na stlychu. - Rzuciłem, zaraz przenosząc wzrok na Geraldine, na to pytanie, czy się znamy. - No, niesztety... - Wiedziałem, że zapewne zrozumie, bo skoro to jego siostra, to pewnie usiłuje go trzymać na krótkiej smyczy -  ten typ już tak ma, że próbuje kontrolować wszystko, mogłem się założyć, że nie chce puścić go z oka, bo bała się konsekwencji, albo coś w tym stylu. Nie miałem jednak czasu, by się nad tym rozwodzić, bo moment później tłum zrobił się gęstszy o jeszcze jedną osobę. Kiwnąłem głową do Eliasa, wysłuchując wypowiedzi zarówno jego, jak i Geraldine. No, cóż - najwyraźniej miałem nieco większy ogląd na sytuację. Szerszą perspektywę - nie to, żeby mnie to dziwiło. Yaxley patrzyła nie dalej, niż czubek własnego nosa.
Postanowiłem być konkretny w przybliżeniu obrazu tego, co dzieje się w innych częściach miasta, więc zacząłem od suchego faktu.
- Wsystko płonie. Pszejście na Chaling Closs od ministelstwa dzieli plus minus półtolej mili, nie? - Dwudziestominutowy, może piętnastominutowy spacerek bardzo swobodnym krokiem - to miałem na myśli. - Od nas do Westminstel dotalłem w półtolej godziny, a od Westminstel do tego miejszca... Asz w niespełna godzinę. - Tak, to był przekąs, bo niespełna godzina to był beznadziejny wynik. - Ale to tylko dlatego, sze tym lasem byłem sam i szedłem mniej ofisjalną dlogą. - Powiedziałem, żeby przybliżyć reszcie skalę chaosu, jaki ogarnął ulice Londynu. Poruszanie się po nich to była już przeprawa przez piekło na ziemi - droga przez mękę, a panika narastała wprost proporcjonalnie do rozprzestrzeniania pożaru. Miało być jeszcze gorzej. Spojrzałem na nich, potem na płomienie, odbijające się od szyb okiennych, które coraz bardziej pochłaniały miasto. W głowie układałem plan, naprędce analizując sytuację. Znałem ten mechanizm: pożar, chaos, próby opanowania ludzi i żywiołu. Byłem na ulicy, gdy to się zaczynało - widziałem, jak sytuacja eskalowała nienaturalnie szybko, jeszcze szybciej niż przed laty w znanych mi okolicznościach, tym razem to nie był normalny pożar. W 1963 roku w Filadelfii MACUSA potrzebowała trzech godzin, żeby zacząć interweniować we współpracy z mugolskim rządem, a i tak opanowanie tamtego chaosu zajęło im dobę. To był dobry punkt odniesienia, chociaż na moje oko, tamto to była nawet nie jedna dziesiąta tej skali. Wiedziałem, że nie możemy czekać, licząc na to, że ministerstwo zareaguje, bo moje doświadczenie mówiło co innego. To był ogromny, nieprzewidywalny problem.
- Jeszli jusz zaszęto jakąkolwiek aksję, to kulwa, im to nie wychosi. - Rzuciłem wzrokiem przez okno na płonący Londyn. Miasto, które jeszcze chwilę temu tętniło życiem, teraz było pogrążone w chaosie. Ta kamienica jeszcze nie wypełniła się dymem, ale to była już tylko kwestia czasu, kiedy ogień ją dosięgnie, bo znajdowała się w złej lokalizacji - wszystko wokół stało w płomieniach, więc i ona miała zapłonąć. Pożar zdawał się rosnąć z każdą chwilą, pochłaniając każdy centymetr kwadratowy na swojej drodze. -  Mugolska częś wygląda dokładnie tak samo, jak ta magiszna. Plac pszed Ministelstwem jest zablokowany pszes spanikowanych lusi, nie mówiąs o tym, sze po dlose natknęliśmy się na aglesywny motłoch. - Nie mówiłem, kim My byliśmy, bo nie wiedziałem, komu pomogłem. Podjąłem jedną impulsywną decyzję i w tym momencie wszystko wokół zaczęło się dziać niezwykle szybko. Dookoła płonęło, ogień pochłaniał Londyn, a ja zdecydowałem się na zrobienie trasy do ministerstwa - teraz wiedziałem, że mogłem wpierw zabrać swoje rzeczy. Przez to musiałem tu wracać i działać naprędce - moja miejscówka, ta, w której się zatrzymałem, chyba już płonęła. W głowie miałem obraz tego, jak mój nowiutki, piękny model Titanica - ten, który kupiłem u Bagshotów - pewnie spłonął razem z tym wszystkim, co tam zostało. Kurwa, nawet nie zdążyłem go zacząć składać i sklejać, a już wszystko prawdopodobnie poszło z dymem.
Tłum znów się powiększył, gdy dołączył do nas Ambroise - w jego stronę też kiwnąłem głową. Nie pomyślałem, że mówi to do mnie, zadając mi pytanie o Prudence, bo wydawało mi się, że kieruje swoje słowa do Bletchleya. W efekcie zignorowałem Roise'a, nie przewidując, że mówi to do mnie, a nie do niego. Nie przewidziałem, że to ja jestem adresatem tego nieoczekiwanego wspomnienia o kimś, kto był i jednocześnie nie był częścią towarzystwa. Byłem skupiony na czymś innym - chciałem się stąd zwijać, bo to był najwyższy czas, by działać na własną rękę, nie czekać na cud i zbawienie z rąk sił rządowych.
- Zabielam szwój pieldolnik do Ulsuli i Fabiana, na wsi i sugeluję, szebyście slobili to samo... To jeszt najbespieszniejsze miejsce, gdzie mosna szię schowaś i poszekaś, asz to wsystko się uszpokoi. Ja nie zamieszam sztać tutaj i patsześ, jak wsystko szię pali. - Mówiłem poważnie, bez zbędnych ozdobników, bo ta sytuacja wymagała konkretu i chłodnej oceny. Wiedziałem, że każdy z nas musiał podjąć własną decyzję, w zgodzie ze swoimi przekonaniami - ja już podjąłem, decydując, że czas działać, nie czekać. Nie było tu miejsca na emocje, był tylko plan i szybkie decyzje, możliwie jak najbardziej solidna realizacja. Nadszedł czas, żeby wyjść na zewnątrz, jak najszybciej opuścić Londyn i zabezpieczyć siebie, swoją dupę, bo inaczej wszystko mogło się skończyć tragicznie. Heroizm nie prowadził do niczego dobrego - w takich sytuacjach był zbyteczny.
Spojrzałem na nich - na każdego z osobna, nawet przez ramię na Greengrassa, czekając na jakieś decyzje - ktoś chce się przyłączyć, ktoś zostaje, każdy robi, co chce? - wiedząc, że każda chwila się liczy, a konsekwencje zostania w tym chaosie mogą być nieodwracalne. Stałem nieruchomo, zdecydowany i poważny, gotów do działania, bo wiedziałem, że nie ma już czasu na dyskusje. Trzeba działać, zanim będzie za późno.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (2818), Astaroth Yaxley (2073), Benjy Fenwick (4414), Elias Bletchley (1859), Geraldine Greengrass-Yaxley (2460)




Wiadomości w tym wątku
[08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 16.04.2025, 22:10
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Benjy Fenwick - 17.04.2025, 01:16
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Astaroth Yaxley - 17.04.2025, 20:10
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Elias Bletchley - 17.04.2025, 21:43
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 19.04.2025, 21:32
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.04.2025, 22:24
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Benjy Fenwick - 25.04.2025, 19:58
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Astaroth Yaxley - 25.04.2025, 23:30
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Elias Bletchley - 26.04.2025, 13:53
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 28.04.2025, 18:34
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 29.04.2025, 08:14
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Benjy Fenwick - 29.04.2025, 14:34
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Astaroth Yaxley - 29.04.2025, 16:45
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Elias Bletchley - 04.05.2025, 21:47
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 05.05.2025, 00:38
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 05.05.2025, 08:53
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Benjy Fenwick - 08.05.2025, 00:13
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Astaroth Yaxley - 09.05.2025, 14:16
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Elias Bletchley - 18.05.2025, 16:10

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa