24.04.2025, 21:55 ✶
Gdy Lyssa pierwszy raz pojawiła się w Prawach Czasu, Peregrinus gotów był każdy jej lament, wybuch i kaprys traktować z najwyższą powagą. Wychodził początkowo z założenia, że jej zawodzenie coś znaczy i że jeśli zdoła jej jakoś pomóc, to dziewczyna przestanie. Od wiosny przebyli jednak drogę, która pokazała mu, że to tak nie działa. To absolutnie tak nie działa. Lamentowanie było jej hobby, smęcenie mu nad uchem jakąś sadystyczną rozrywką. Wytworzył się wręcz między nimi swoisty rytuał, w którym ona narzekała, a on stawiał się jej niemrawo przez chwilę tylko po to, żeby mogła lamentować to jedno słowo dłużej. To był bezpieczny obszar, na którym potrafił się już — jak sądził — poruszać. Więc mimo że to Lyssa podniosła teraz na niego głos, wcale nie ona wprawiła go w dyskomfort, lecz Cassandra, która nie dawała mu spokoju, nie wypowiadając przy tym ani słowa.
Poczuł na sobie jej spojrzenie, gdy zbierał karty ze stołu i składał je w równy stosik, kręcąc powoli głową z rezygnacją. Cassandra miała typowe spojrzenie wieszcza; jedno z tych, w których człowiek czuł się boleśnie widziany. Takie, przed którym nie dało się uciec, odwracając plecy. On sam był jedną z ostatnich osób, które mogłyby na nie narzekać, jako że również mógł się poszczycić przenikliwym okiem, ale… cóż, stawanie po drugiej stronie — w roli obserwowanego — nie było najprzyjemniejsze.
— Miej litość — mruknął do Lyssy. Wsparł się łokciem o ramię fotela i zakrył oczy dłonią, dusząc westchnięcie. Nie sposób powiedzieć, czy gest ten był bardziej wyrazem załamania nad oskarżeniem ze strony córki Vakela, czy namiastką ucieczki przed wzrokiem jego siostry. — Mógłbym to trzecie oko trzymać otwarte przez całą grę i niczego by to nie zmieniło. Poza tym… czy to nie ty tasowałaś?
To nie tak, że nigdy nie zdarzyło mu się oszukiwać w karty, ale nie z Lyssą i nie w wojnę, słowo honoru. Należało się jednak zapewne spodziewać, że dramatyczna kłótnia wokół rozgrywki wyda się bardziej emocjonującym elementem niż sama rozgrywka.
Po krótkiej chwili Peregrinus podniósł głowę i zwrócił spojrzenie wprost na Cassandrę, a aby nie wyszło to zbyt ofensywnie, załagodził je bladym uśmiechem.
— Być może wobec tego następnym razem potasuje niezależny sędzia.
Poczuł na sobie jej spojrzenie, gdy zbierał karty ze stołu i składał je w równy stosik, kręcąc powoli głową z rezygnacją. Cassandra miała typowe spojrzenie wieszcza; jedno z tych, w których człowiek czuł się boleśnie widziany. Takie, przed którym nie dało się uciec, odwracając plecy. On sam był jedną z ostatnich osób, które mogłyby na nie narzekać, jako że również mógł się poszczycić przenikliwym okiem, ale… cóż, stawanie po drugiej stronie — w roli obserwowanego — nie było najprzyjemniejsze.
— Miej litość — mruknął do Lyssy. Wsparł się łokciem o ramię fotela i zakrył oczy dłonią, dusząc westchnięcie. Nie sposób powiedzieć, czy gest ten był bardziej wyrazem załamania nad oskarżeniem ze strony córki Vakela, czy namiastką ucieczki przed wzrokiem jego siostry. — Mógłbym to trzecie oko trzymać otwarte przez całą grę i niczego by to nie zmieniło. Poza tym… czy to nie ty tasowałaś?
To nie tak, że nigdy nie zdarzyło mu się oszukiwać w karty, ale nie z Lyssą i nie w wojnę, słowo honoru. Należało się jednak zapewne spodziewać, że dramatyczna kłótnia wokół rozgrywki wyda się bardziej emocjonującym elementem niż sama rozgrywka.
Po krótkiej chwili Peregrinus podniósł głowę i zwrócił spojrzenie wprost na Cassandrę, a aby nie wyszło to zbyt ofensywnie, załagodził je bladym uśmiechem.
— Być może wobec tego następnym razem potasuje niezależny sędzia.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie