21.04.2025, 22:41 ✶
To była jego największa słabość, jeśli chodziło o świat brudu i szlam — motory. Zafascynowały go już za dzieciaka, ale stary nie chciał o tym słyszeć i tak musiał ukrywać się ze swoją pasją. Poruszał się nimi tak, aby nie rzucić się w oczy. I kto posądziłby sztywniaka z Ministerstwa, który nosił drogie koszule z kaszmirem lub dobrej bawełny o skórzaną kurtkę? Wszystko było grą pozorów. Obecnie była to jego największa forma buntu, odrobina dla samego siebie. Czasem było dobrze być po prostu facetem z motorem, a nie Anthonym Borginem. To sprawiało, że miał lepszą perspektywę.
Uśmiechnął się, kręcąc głową. Nie zamierzał nawet kłamać, bo i po co?
- Nie. Zwykle po prostu załatwiam dokumenty i rozliczam podatki, niezbyt często odwiedzam licytowane posiadłości. Komornicy nie są w takich miejscach witani zbyt serdecznie. - wyznał z delikatnym wzruszeniem ramion, poprawiając się i przystępując z nogi na nogę. Gdy zaczął mówić, brunet wbił w niego spojrzenie, ignorując na chwilę widoki na piękną, dziką Szkocję.
Wydał z siebie ciche mruknięcie, świadczące niewątpliwie o zamyśleniu. Sprawy z takimi domami były skomplikowane, bo teraz powstawało ich tak wiele, ale wydawały się martwe i bez charakteru. Taki zameczek miał z pewnością mnóstwo tajemnic do odkrycia, nieopowiedzianych historii. - Jeśli byś go zburzył, to mógłby stracić duszę i swoją nastrojowość. Remont jest cięższą przeprawą, ale może być grą wartą zachodu. Zwłaszcza jeśli coś Cię w nim ujęło. Lepiej wracać do takiego miejsca niż do ścian bez znaczenia. Tak sądzę.
Odparł w końcu, odszukując spojrzenie jego oczu. Antek był wciąż młody i głupi, był tylko pionkiem Borginów, ale bardzo cenił swoje malutkie mieszkanie na Horyzontalnej. Jego miejsce, gdzie mógł po prostu być sobą, bez oczekiwań i presji, które zostawały za drzwiami. Nie sądził, że Anthony weźmie pod uwagę rady takiego gówniarza.
Ruszył za nim, wsuwając ręce w kieszenie kurtki i usiadł wygodnie, chociaż nie czuł się na tyle swobodnie, aby wysunąć nieelegancko nogi. Odetchnął głębiej, gdy kolejny podmuch chłodnego powietrza musnął jego twarz, jakby próbował zabrać ze sobą część męczących go myśli.
- Szkocja jest niedoceniona. Jej dzikość potrafi chwycić za serce, a noce są tu wyjątkowo przejrzyste. - odparł w końcu, odwracając głowę w jego stronę. Chłopak uśmiechnął się w charakterystyczny, zawiadiacko — łobuzerski dla siebie sposób. - Nigdy nie byłem w Calabriii. I przyznam szczerze, nie słyszałem o kurorcie, ale syreny brzmią dobrze. Intrygująco. Mamy tutaj posiadłość rodową, dziadek często tu bywa i moja młodsza siostra uwielbia tutejsze drogi, idealne do jazdy konnej lub na pegazach. Odwiedziłem rodzinę, korzystając z urlopu. Każdy musi czasem uciec od zgiełku Londynu, grubych akt w Ministerstwie. - wyjaśnił w odpowiedzi, ukrywając kilka prawdziwych powodów, dla których tu tkwił, niczym w areszcie. Na wzmiankę o rumaku roześmiał się i powędrował wzrokiem do motoru. Był trochę zajechany, miał rysy i skórzane akcesoria były wytarte, ale naprawdę go lubił. - Każdy ma jakieś wady. Próbowałeś kiedyś jazdy na motorze, Anthony? To niezwykle odświeżające, zwłaszcza gdy mkniesz wśród gór i wrzosowisk, a nie po zatłoczonych ulicach.
Powrócił do niego wzrokiem, zaciekawiony. Nie wyglądał mu na takiego, który miał jakiekolwiek doświadczenie z jednośladami.
Uśmiechnął się, kręcąc głową. Nie zamierzał nawet kłamać, bo i po co?
- Nie. Zwykle po prostu załatwiam dokumenty i rozliczam podatki, niezbyt często odwiedzam licytowane posiadłości. Komornicy nie są w takich miejscach witani zbyt serdecznie. - wyznał z delikatnym wzruszeniem ramion, poprawiając się i przystępując z nogi na nogę. Gdy zaczął mówić, brunet wbił w niego spojrzenie, ignorując na chwilę widoki na piękną, dziką Szkocję.
Wydał z siebie ciche mruknięcie, świadczące niewątpliwie o zamyśleniu. Sprawy z takimi domami były skomplikowane, bo teraz powstawało ich tak wiele, ale wydawały się martwe i bez charakteru. Taki zameczek miał z pewnością mnóstwo tajemnic do odkrycia, nieopowiedzianych historii. - Jeśli byś go zburzył, to mógłby stracić duszę i swoją nastrojowość. Remont jest cięższą przeprawą, ale może być grą wartą zachodu. Zwłaszcza jeśli coś Cię w nim ujęło. Lepiej wracać do takiego miejsca niż do ścian bez znaczenia. Tak sądzę.
Odparł w końcu, odszukując spojrzenie jego oczu. Antek był wciąż młody i głupi, był tylko pionkiem Borginów, ale bardzo cenił swoje malutkie mieszkanie na Horyzontalnej. Jego miejsce, gdzie mógł po prostu być sobą, bez oczekiwań i presji, które zostawały za drzwiami. Nie sądził, że Anthony weźmie pod uwagę rady takiego gówniarza.
Ruszył za nim, wsuwając ręce w kieszenie kurtki i usiadł wygodnie, chociaż nie czuł się na tyle swobodnie, aby wysunąć nieelegancko nogi. Odetchnął głębiej, gdy kolejny podmuch chłodnego powietrza musnął jego twarz, jakby próbował zabrać ze sobą część męczących go myśli.
- Szkocja jest niedoceniona. Jej dzikość potrafi chwycić za serce, a noce są tu wyjątkowo przejrzyste. - odparł w końcu, odwracając głowę w jego stronę. Chłopak uśmiechnął się w charakterystyczny, zawiadiacko — łobuzerski dla siebie sposób. - Nigdy nie byłem w Calabriii. I przyznam szczerze, nie słyszałem o kurorcie, ale syreny brzmią dobrze. Intrygująco. Mamy tutaj posiadłość rodową, dziadek często tu bywa i moja młodsza siostra uwielbia tutejsze drogi, idealne do jazdy konnej lub na pegazach. Odwiedziłem rodzinę, korzystając z urlopu. Każdy musi czasem uciec od zgiełku Londynu, grubych akt w Ministerstwie. - wyjaśnił w odpowiedzi, ukrywając kilka prawdziwych powodów, dla których tu tkwił, niczym w areszcie. Na wzmiankę o rumaku roześmiał się i powędrował wzrokiem do motoru. Był trochę zajechany, miał rysy i skórzane akcesoria były wytarte, ale naprawdę go lubił. - Każdy ma jakieś wady. Próbowałeś kiedyś jazdy na motorze, Anthony? To niezwykle odświeżające, zwłaszcza gdy mkniesz wśród gór i wrzosowisk, a nie po zatłoczonych ulicach.
Powrócił do niego wzrokiem, zaciekawiony. Nie wyglądał mu na takiego, który miał jakiekolwiek doświadczenie z jednośladami.