21.04.2025, 17:35 ✶
W całym tym rozgardiaszu, krzykach i hukach, niezwykle ciężko było zebrać myśli. Gdy przeciskali się przez nokturn, chociaż przy ich gabarytach i wzroście było to z pewnością prostsze i mniej upierdliwe, niż dla tych, których los nie obdarzył ani jednym i drugim. Ludzie raczej starali się schodzić im z drogi, chociaż w popłochu i ogólnym ścisku co rusz ktoś przypadkiem na nich wpadał, ocierał się, tudzież uderzał o nich.
Czuł się niczym na jebanym targu w godzinach szczytu, gdy to każdy pchał się po promocje do ulubionego straganu.
Wzrok przeskakiwał żywo z jednej osoby na kolejną, lustrując wzrokiem każdą mijaną osobę, szukając w nich znajomej twarzy.
Wtem i jedna sylwetka przykuła jego uwagę ciut bardziej i przez kolor włosów w pierwszej chwili wziął ją za swoją siostrę. Delikatnie szturchnął brata, chcąc zwrócić jego uwagę, po czym skinął głową. Wolał się zanadto nie odzywać, czując nieprzyjemny posmak popiołu.
A jednak im bliżej byli, tym szybciej docierało do niego, że wcale nie była to Asena - co w pierwszej kolejności zdradzało ubranie kobiety. Zwolnił, mrużąc ślepia - znał ją. Oczywiście, że ją znał. A jednak widok jej na nokturnie był na tyle absurdalny, że nie potrafił uwierzyć własnym oczom. Czy ona postradała zmysły?
Gdyby Basil to zobaczył... przecież on się w grobie przewraca, widząc co wyczynia ta kobieta.
-porcatroia...- zaklął, ruszając w jej kierunku. Widział jak ta się obraca, wpadając na kogoś, albo raczej gdy ktoś wpadł na nią. Niemal słysząc jej oburzony głos, gdy ten zlewał się z dźwiękami otoczenia. Przyśpieszył kroku.
Na Jacqueline wpadł mężczyzna, który w pierwszej chwili prawdopodobnie zechciałby ją minąć, nie zwracając większej uwagi na panienkę Greengrass, a jednak gdy z jej ust wypadły obelgi, plugawe spojrzenie podziemnego mężczyzny spoczęło na jej delikatnej twarzyczce, na ubraniach, które mimo zamieci popiołu świeciły kimś z dobrego domu, nie z nokturnowskiej meliny.
Mężczyzna wydobył nóż, a uśmiech na jego ustach się poszerzył
-Panienka to chyba się zgubiła - zarechotał. Pożar czy nie, urocze lica Jack nie pasowały do tego miejsca, a śmieć, który nie miał nic do stracenia dostrzegł w niej łatwą ofiarę.
-Jakiś problem? - zagrzmiał głos zza pleców Jacqueline, dobrze znany jej głos, gdy bliźniaki zdawały się wyrosnąć za plecami kobiety.
Hati pochwycił Jack w pasie, cofając ją ku sobie i swojemu bratu, odsuwając od mężczyzny.
-Spierda... - pierw wysyczał, gdy jego oczy osiadły na dwóch sylwetkach znacznie wyższych od Greengrass -l...aaj... - dokończył, tracąc pewność siebie, lustrując bliźniacze twarze.
-Greyback... - mruknął zduszonym głosem, jakoby właśnie zakrztusił się dymem, przeskakując wzrokiem z Hatiego na Skolla.
-Niepokoi Cię? - Hati przeniósł o wiele łagodniejszy wzrok na Jacqueline. Na szybko oceniając jej stan, a jednak prócz bycia nieco roztrzepaną przez wiatr i opatuloną popiołem, który teraz sypał z nieba niczym śnieg, nie wyglądała jakoby coś jej się stało. Oczywiście, że miał ochotę na nią nafurczeć za ten skrajny brak odpowiedzialności, weszła na jebany nokturn! A jednak w tym momencie musieli pozbyć się jej nowego przyjaciela, nie wzbudzając przy tym zbędnych zamieszek.
Mężczyzna szybko schował nóż
-Ja? niepokoje? Panowie Greyback... ależ... ależ skąd. Panienka... Panienka zgubiła się i ... - zachichotał zmieszany - chciałem... pomóc tylko...
-My chętnie pomożemy Tobie - zerknął w kierunku brata - Prawda, Skoll?
-T-To nie będzie konieczne... - uniósł dłonie, cofając się. Hati gardził tego typu odpadami, odpadami które targają się na bezpieczeństwo kobiet. Jego przekonania na temat traktowania kobiet i dzieci były silne zakorzenione we Włoszech, wśród włoskich braci. Tam były jasne zasady. Kobiet i dzieci się nie ruszało.
Czuł się niczym na jebanym targu w godzinach szczytu, gdy to każdy pchał się po promocje do ulubionego straganu.
Wzrok przeskakiwał żywo z jednej osoby na kolejną, lustrując wzrokiem każdą mijaną osobę, szukając w nich znajomej twarzy.
Wtem i jedna sylwetka przykuła jego uwagę ciut bardziej i przez kolor włosów w pierwszej chwili wziął ją za swoją siostrę. Delikatnie szturchnął brata, chcąc zwrócić jego uwagę, po czym skinął głową. Wolał się zanadto nie odzywać, czując nieprzyjemny posmak popiołu.
A jednak im bliżej byli, tym szybciej docierało do niego, że wcale nie była to Asena - co w pierwszej kolejności zdradzało ubranie kobiety. Zwolnił, mrużąc ślepia - znał ją. Oczywiście, że ją znał. A jednak widok jej na nokturnie był na tyle absurdalny, że nie potrafił uwierzyć własnym oczom. Czy ona postradała zmysły?
Gdyby Basil to zobaczył... przecież on się w grobie przewraca, widząc co wyczynia ta kobieta.
-porcatroia...- zaklął, ruszając w jej kierunku. Widział jak ta się obraca, wpadając na kogoś, albo raczej gdy ktoś wpadł na nią. Niemal słysząc jej oburzony głos, gdy ten zlewał się z dźwiękami otoczenia. Przyśpieszył kroku.
Na Jacqueline wpadł mężczyzna, który w pierwszej chwili prawdopodobnie zechciałby ją minąć, nie zwracając większej uwagi na panienkę Greengrass, a jednak gdy z jej ust wypadły obelgi, plugawe spojrzenie podziemnego mężczyzny spoczęło na jej delikatnej twarzyczce, na ubraniach, które mimo zamieci popiołu świeciły kimś z dobrego domu, nie z nokturnowskiej meliny.
Mężczyzna wydobył nóż, a uśmiech na jego ustach się poszerzył
-Panienka to chyba się zgubiła - zarechotał. Pożar czy nie, urocze lica Jack nie pasowały do tego miejsca, a śmieć, który nie miał nic do stracenia dostrzegł w niej łatwą ofiarę.
-Jakiś problem? - zagrzmiał głos zza pleców Jacqueline, dobrze znany jej głos, gdy bliźniaki zdawały się wyrosnąć za plecami kobiety.
Hati pochwycił Jack w pasie, cofając ją ku sobie i swojemu bratu, odsuwając od mężczyzny.
-Spierda... - pierw wysyczał, gdy jego oczy osiadły na dwóch sylwetkach znacznie wyższych od Greengrass -l...aaj... - dokończył, tracąc pewność siebie, lustrując bliźniacze twarze.
-Greyback... - mruknął zduszonym głosem, jakoby właśnie zakrztusił się dymem, przeskakując wzrokiem z Hatiego na Skolla.
-Niepokoi Cię? - Hati przeniósł o wiele łagodniejszy wzrok na Jacqueline. Na szybko oceniając jej stan, a jednak prócz bycia nieco roztrzepaną przez wiatr i opatuloną popiołem, który teraz sypał z nieba niczym śnieg, nie wyglądała jakoby coś jej się stało. Oczywiście, że miał ochotę na nią nafurczeć za ten skrajny brak odpowiedzialności, weszła na jebany nokturn! A jednak w tym momencie musieli pozbyć się jej nowego przyjaciela, nie wzbudzając przy tym zbędnych zamieszek.
Mężczyzna szybko schował nóż
-Ja? niepokoje? Panowie Greyback... ależ... ależ skąd. Panienka... Panienka zgubiła się i ... - zachichotał zmieszany - chciałem... pomóc tylko...
-My chętnie pomożemy Tobie - zerknął w kierunku brata - Prawda, Skoll?
-T-To nie będzie konieczne... - uniósł dłonie, cofając się. Hati gardził tego typu odpadami, odpadami które targają się na bezpieczeństwo kobiet. Jego przekonania na temat traktowania kobiet i dzieci były silne zakorzenione we Włoszech, wśród włoskich braci. Tam były jasne zasady. Kobiet i dzieci się nie ruszało.