• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena

[07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena
adwokat diabła
They will eat from the ground
beneath my throne
wiek
93
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
publicyska, prawniczka
Szczupła kobieta w podeszłym wieku, która swój wysoki wzrost (177 cm) podkreśla chętnie obcasami, nie pozwalając byle komu patrzeć na siebie z góry. Całą swoją prezencją zwraca uwagę: upinaną w wymyślne kształty fryzurą z siwych włosów, eleganckim i drogim strojem, ciężką biżuterią.

Philomena Mulciber
#2
19.04.2025, 22:42  ✶  
Dźwięk znajomych kroków na korytarzu nie zmylił czujnego ucha Lorien. Philomena nie miała już tak sprężystego, żwawego chodu jak ten, którym przed laty wmaszerowywała zamaszyście na salę Wizengamotu. Od razu wiadome wówczas było, że nie zamierza poddać żadnej z czekających ją tam bitew. Teraz statecznie kroczyła: sztywnawo, nieco drobniła kroki, czuć było w nogach ociężałość, a mimo to wciąż odznaczała czarownicę intencjonalność każdego ruchu, gracja starej damy.
Rytmowi jej kroków towarzyszył pokorny chórek. Człapał za nią młody sanitariusz, który popychał stoliczek na kółkach, a na tymże: gramofon.
Klamka salki, w której leżał Donald, opadła. W drzwiach stanęła Philomena, odnalazła wzrokiem siedzącą na łóżku kobietę i skinęła ku niej na powitanie głową.
— Lorien.
Zza jej pleców wypłynął w zahukanym milczeniu twink młodzieniec. Chłopak postawił pod ścianą stoliczek, ukłonił się obu kobietom i wycofał.
Dopóki nie zostały same, Philomena nie spojrzała nawet na Donalda, głucha na szumy aparatury, ślepa na wiotkie ciało wnuka. Uśmiechała się uprzejmie do Lorien, nieporuszona jakby weszła do jej gabinetu w Ministerstwie. Prześlizgnęła się spojrzeniem po bukiecie róż, po pustej miseczce. Perły i wiek ściągały jej szyję w dół, a krojone na miarę żakiety miały ukrywać łuk lekkiego garba, lecz i mimo niego pozostawała znacząco wyższa od młodej sędziny.
Drzwi zamknęły się za sanitariuszem i wtedy dopiero Mulciberowa podeszła do łóżka, utrzymując z drugą kobietą kontakt wzrokowy. Z niekamuflowaną sztucznością nie patrzyła na wymizerowanego wnuka.
— Nie miałam okazji mówić z tobą w dniu urodzin. Pomyślności.
Dopiero wówczas jej oczy spłynęły na mężczyznę, a spod ich analitycznego chłodu wychnęło mętne rozżalenie. Donald Mulciber był jedną z niewielu rzeczy, na które nie patrzyła jak na inwestycję, projekt czy okazję. Jej smutek nie miał już bowiem mocy niczego w nim zmienić, nie musiała więc kalkulować swoich reakcji. Na nic od niego nie liczyła.
— Wiesz, droga, że matka moja dożyła stu dwu lat? — zaczęła powoli Philomena, wspierając się na ramie łóżka, aby ulżyć nogom. — Od dawna nie ma jej już, a wciąż jej lata są mi schronieniem. Sto dwa. Tak, tyle przeżyła moja matka. Przetarła dla mnie ten szlak i dzięki niej nie lękam się tego wieku. Co jest po nim, być może będzie mi dane sprawdzić, lecz do tego czasu korzystać mogę z jej protekcji. Do ostatnich dni byłam jej córką. Gdy się zapowiadałam, i to nawet gdy matka była już u schyłku życia i wątłych sił, ona wychodziła na Pokątną. Służąca żadną namową nie zdołała jej nigdy wyperswadować pójścia do tej jednej cukierni, coby kupić na wizytę moich ulubionych magdalenek. Mama zawsze miała dla mnie łakoć, mimo że sama byłam już wówczas słusznego wieku. — To wciąż był wystudiowany, zdystansowany głos starej prawniczki, lecz rezonowała w nim ulotna tkliwość, tęsknota za dalekim wspomnieniem. — Gdy dostrzegłam, że i po Duncana upomina się czas, sama czepiłam się życia. Trzymałam się go za wszelką cenę, aby przetrzeć dla niego ten sam szlak, który dla mnie wytarła moja matka. Niechby i on mógł się schronić w cieniu matczynych lat. Dziecko nie odchodzi przed rodzicem, tak się utarło, w to wierzyłam. Na jego wizytę zawsze miałam lukrecję, za którą przepadał w dzieciństwie. Nie jadł jej nigdy, zęby już nie pozwalały, lecz zabierał ją, żeby mi zrobić tę przyjemność, bo nie było nigdy między nami wiele takich gestów. Chciałam, żeby mógł powiedzieć o mnie pewnego dnia tyle chociaż: „Mama do samego końca zawsze miała dla mnie łakoć, mama przetarła dla mnie drogę”. Nie była mu dana ta szansa. — Zsunęła dłoń na przedramię Donalda i uścisnęła je lekko. — Ten nie wziął ode mnie ani szlaku, ani łakoci. Nie jadał słodkiego.
Odstąpiła od łóżka, przeniosła wzrok na Lorien. Rozwiała resztki smutku matki, która pochowała dwóch synów, i babki, która straciła wnuków. Wszystko w tej rodzinie się rozsypywało, lecz nic nie chciało rozsypać jej. Los zmuszał ją do patrzenia na tę postępującą ruinę, jakby jej przeznaczeniem było zamknąć po kolei wieka wszystkich trumien i zmurszeć samotnie w oknie Mulciber Manor, wpatrując się po wieki w ich mogiły.
— Odchodzą coraz młodsi — podsumowała gorzko, lecz w pogodzeniu z tym stwierdzeniem. — Wiadomo mi, że wiele tu bywasz. Należy ci się żałoba czy nadzieja, niezależnie od tego, jak życie was dwoje poprowadziło. Nie podważam tego, że wiesz najlepiej, co ci służy, lecz ima się mnie obawa, czy nie nadto czasu spędzasz nad grobami.
Philomena ciężko siadła na szpitalnym krześle pod ścianą. Jej nadgarstki chybotliwie wsparte na podłokietnikach próbowały odciążyć kolana, lecz ledwo poczuła pod sobą siedzisko, elegancko skrzyżowała nogi w kostkach i wyprostowała sztywno plecy. Na stoliku obok gramofonu złożyła swoją torebkę i rozsunęła zamek.
— Opuściłam Mulciber Manor. Nie będę patrzeć każdego dnia na grób mojego syna. Wciąż jednak kupuję lukrecję, żeby leżała w szufladach mojego biurka. — Przywołała sędzinę gestem dłoni, wskazując jej miejsce na krześle po drugiej stronie gramofonu. Odciągała ją tym samym od nieruchomego, bladego Donalda. — Z tego samego powodu przyniosłam coś dla ciebie.


głosujcie na mnie, bo nie macie innego wyjścia
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lorien Mulciber (3498), Philomena Mulciber (3634)




Wiadomości w tym wątku
[07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena - przez Lorien Mulciber - 23.03.2025, 20:47
RE: [07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena - przez Philomena Mulciber - 19.04.2025, 22:42
RE: [07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena - przez Lorien Mulciber - 28.04.2025, 20:33
RE: [07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena - przez Philomena Mulciber - 08.06.2025, 23:37
RE: [07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena - przez Lorien Mulciber - 28.06.2025, 14:51
RE: [07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena - przez Philomena Mulciber - 21.07.2025, 22:52
RE: [07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena - przez Lorien Mulciber - 20.09.2025, 12:58
RE: [07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena - przez Philomena Mulciber - 09.02.2026, 13:56

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa