18.04.2025, 19:57 ✶
Może i dobrze, że Basilius nie wypowiedział swojej groźby na głos, bo gdyby rzeczywiście usłyszał pomysły Peregrinusa na podróż do Limbo to... Sam nie wiedział co by zrobił. Najprawdopodobniej najpierw by się załamał, a w jakimś wolnym czasie, pomyślał nad innymi groźbami, przyjaznymi jasnowidzom, to znaczy odpowiednimi do wygłaszania w twarz Trelawney'owi, tak aby ten się nimi przejął, a nie traktował jako obietnice ciekawej wyprawy.
– Dobrze. Nie ma problemu – odpowiedział na decyzję Peregrinusa. Basilius zerknął na skuloną pod ścianą pacjentkę, a potem powrócił spojrzeniem w stronę przyjaciela. – Po prostu... Nie mogę na razie stwierdzić z całkowitą pewnością, że to co obecnie pełza pod skórą twojej matki, nie zaatakuje i ciebie. Nie powinno. Raczej to łagodniejsza sytuacja i to zniknie samo z siebie, kiedy wykonam rytuał, więc nawet nie zaboli jej to za bardzo, ale nie mogę być tego jeszcze pewny, więc po prostu... – Zawahał się, nie wiedząc jak najlepiej ubrać swoją prośbę w słowa. – Po prostu spróbuj nie skaleczyć się w żaden sposób, dobrze? Ah i nie oddychaj więcej niż dwadzieścia pięć razy na minutę. Przynajmniej dopóki nie wykluczę tego agresywniejszego wariantu. A jeśli miałbyś z tym problem to prosze daj mi znać, bo to nie jest normalna ilość oddechów.
Po tych słowach, Basilius w milczeniu zaczął badać czarownice, dokładając wszelkich starań, aby w żaden sposób jej nie niepokoić. To nie był moment na to, ale skłamałby gdyby powiedział, że za każdy razem, gdy widział matkę Peregrinusa nie zastanawiał się jak można by było jej pomóc. Tylko, że żadne rozwiązanie nie przychodziło mu nigdy do głowy. A chyba powinno. Nawet jeśli Peregrinus nie wymagał tego od przyjaciela... Basilius chciał mu pomóc. Nikt przecież nie zasługiwał, aby być w takim stanie, ani mieć kogoś bliskiego w takim stanie.
– Dobrze. Nie ma problemu – odpowiedział na decyzję Peregrinusa. Basilius zerknął na skuloną pod ścianą pacjentkę, a potem powrócił spojrzeniem w stronę przyjaciela. – Po prostu... Nie mogę na razie stwierdzić z całkowitą pewnością, że to co obecnie pełza pod skórą twojej matki, nie zaatakuje i ciebie. Nie powinno. Raczej to łagodniejsza sytuacja i to zniknie samo z siebie, kiedy wykonam rytuał, więc nawet nie zaboli jej to za bardzo, ale nie mogę być tego jeszcze pewny, więc po prostu... – Zawahał się, nie wiedząc jak najlepiej ubrać swoją prośbę w słowa. – Po prostu spróbuj nie skaleczyć się w żaden sposób, dobrze? Ah i nie oddychaj więcej niż dwadzieścia pięć razy na minutę. Przynajmniej dopóki nie wykluczę tego agresywniejszego wariantu. A jeśli miałbyś z tym problem to prosze daj mi znać, bo to nie jest normalna ilość oddechów.
Po tych słowach, Basilius w milczeniu zaczął badać czarownice, dokładając wszelkich starań, aby w żaden sposób jej nie niepokoić. To nie był moment na to, ale skłamałby gdyby powiedział, że za każdy razem, gdy widział matkę Peregrinusa nie zastanawiał się jak można by było jej pomóc. Tylko, że żadne rozwiązanie nie przychodziło mu nigdy do głowy. A chyba powinno. Nawet jeśli Peregrinus nie wymagał tego od przyjaciela... Basilius chciał mu pomóc. Nikt przecież nie zasługiwał, aby być w takim stanie, ani mieć kogoś bliskiego w takim stanie.