17.04.2025, 22:45 ✶
Kiedy była mała, mama powtarzała jej, że umysł był najpotężniejszą bronią. Jak to się dla niej skończyło - wszyscy wiedzieli, jednak Dora w pewien sposób hołdowała jej pamięci, podtrzymując to zdanie. Brzmiała przez to staro i czasem niezwykle przemądrzale, ale cóż - nie wiedziała jak inaczej wyrażać swoje zdanie w tym temacie. Za dużo naczytała się książek; tych ciężkich, oprawionych w stare okładki i spisanych niekiedy ręcznie, a za mało zadawała się z prawdziwymi ludźmi, których miała na wyciągnięcie ręki.
- Mhm. Czytałam kiedyś o teorii, że najpierw jest emocja, a potem magia. Ale że emocje nazywamy słowami, to nasza semantyka definiuje nasze emocje, a przez to w jaki sposób posługujemy się magią. Bardzo ciekawe - odparła i to tyle było w temacie tego, że potrafiła brzmieć staro i jakby zjadła za dużo rozumów. Tak po prawdzie to mogliby o tym rozważać jeszcze godzinami, ale mieli do zrobienia ważniejsze rzeczy, którymi było segregowanie książek i robienie porządku - na całe szczęście.
Odłożyli księgi na miejsce, a rozdzwoniony zegar wreszcie umilkł, jakby rozmyślił się ze swoimi dotychczasowymi zamiarami. Dora nie poświęciła mu aż tak dużo uwagi, bo nie miała teraz czasu zbytnio liczyć niespójności dzwonów z aktualnym czasem. Spojrzała jednak na Thomasa nieco uważniej, kiedy ten się odezwał.
- Ooo, znam ten tom. Kolekcjonerska edycja - koło zegara faktycznie coś było, ale nie stało a latało, bo książka machała leniwie kartkami, unosząc się w powietrzu. - To traktat o lataniu. W sensie lataniu ludzi bez użycia mioteł. Bardzo ciężko go przeczytać, no bo ciągle ucieka - jak na zawołanie książka śmignęła w drugi kąt pokoju. Musieli więc z Figgiem zmienić plany i zamiast książki segregować, zajęli się łapaniem uciekiniera, co zajęło im jakimś cudem o wiele za wiele czasu.
- Mhm. Czytałam kiedyś o teorii, że najpierw jest emocja, a potem magia. Ale że emocje nazywamy słowami, to nasza semantyka definiuje nasze emocje, a przez to w jaki sposób posługujemy się magią. Bardzo ciekawe - odparła i to tyle było w temacie tego, że potrafiła brzmieć staro i jakby zjadła za dużo rozumów. Tak po prawdzie to mogliby o tym rozważać jeszcze godzinami, ale mieli do zrobienia ważniejsze rzeczy, którymi było segregowanie książek i robienie porządku - na całe szczęście.
Odłożyli księgi na miejsce, a rozdzwoniony zegar wreszcie umilkł, jakby rozmyślił się ze swoimi dotychczasowymi zamiarami. Dora nie poświęciła mu aż tak dużo uwagi, bo nie miała teraz czasu zbytnio liczyć niespójności dzwonów z aktualnym czasem. Spojrzała jednak na Thomasa nieco uważniej, kiedy ten się odezwał.
- Ooo, znam ten tom. Kolekcjonerska edycja - koło zegara faktycznie coś było, ale nie stało a latało, bo książka machała leniwie kartkami, unosząc się w powietrzu. - To traktat o lataniu. W sensie lataniu ludzi bez użycia mioteł. Bardzo ciężko go przeczytać, no bo ciągle ucieka - jak na zawołanie książka śmignęła w drugi kąt pokoju. Musieli więc z Figgiem zmienić plany i zamiast książki segregować, zajęli się łapaniem uciekiniera, co zajęło im jakimś cudem o wiele za wiele czasu.
Koniec sesji
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.