17.04.2025, 13:05 ✶
Zbierał dane, do ich analizy przyjdzie jeszcze czas. Pamięć szczęśliwie miał dobrą, był w pełni świadom, ze nawet po skończonej i udanej kolacji przyjdzie mu spędzić chwilę, nad szyfrowaniem informacji, które mu udzieliła. Morpheus... Nie był pewien, czy jego połowa duszy jest odpowiednią osobą do tego, by zamiast zaglądać w przyszłość skupiać się na ciele i możliwościach tego ciała, możliwościach posiadania drugiej, zmarłej już duszy, z drugiej strony w swojej głowie nie potrafił przywołać nikogo bardziej odpowiedniego. A brak chomąto Departamentu Tajemnic mogłoby pomóc mu rozwinąć skrzydła i być wsparciem dla Victorii, którego tak bardzo potrzebowała. Lepiej zrobić coś i przegrać, niż nie robić nic... i też przegrać.
– Rozumiem. A przynajmniej myślę, że rozumiem. Nie zazdroszczę, ale tak jak mówię... dołożę wszelkich starań. Najbliższe dwa tygodnie to ostatnia prosta przed umową. Gdy wrócę z Egiptu, nadamy sprawom ciała. To powinien być 6, no 7 września. – Jeszcze nie wiedział, jak wiele spraw nabierze wtedy ciała. Jak wiele z nich smakować będzie popiołem.
– Lepiej być w szpitalu z powodu rozszczepienia, niż w grobie z każdego innego... – przytaknął jej słowom, zły nieco na siebie, że nawet lżejszy temat kończy się szpitalem. Czy w takich czasach żyli? O ile lepiej byłoby zadręczać się wyjściem do teatru, rozmowami o jakości śpiewu i występu wokalistów? Anthony nie był świadom, że i to wyjście do teatru otrze się o szpital. Jeszcze nie...
Mimo wszystko poprosił Victorię, by została z nim jeszcze, poprosił ją, by opowiedziała mu o tym jak spędziła Czarne Wesele, samemu opowiadając o irytującej ambasadorce i krwiożerczych różach. Reszta wieczoru upłynęła im spokojniej, a gdy się rozstawali przyrzekł jej raz jeszcze, że pochyli się nad sprawą i skontaktuje ją z kimś, kto dałby jej cień szansy na ratunek. Razem... mieli szansę przetrwać to piekło.
– Rozumiem. A przynajmniej myślę, że rozumiem. Nie zazdroszczę, ale tak jak mówię... dołożę wszelkich starań. Najbliższe dwa tygodnie to ostatnia prosta przed umową. Gdy wrócę z Egiptu, nadamy sprawom ciała. To powinien być 6, no 7 września. – Jeszcze nie wiedział, jak wiele spraw nabierze wtedy ciała. Jak wiele z nich smakować będzie popiołem.
– Lepiej być w szpitalu z powodu rozszczepienia, niż w grobie z każdego innego... – przytaknął jej słowom, zły nieco na siebie, że nawet lżejszy temat kończy się szpitalem. Czy w takich czasach żyli? O ile lepiej byłoby zadręczać się wyjściem do teatru, rozmowami o jakości śpiewu i występu wokalistów? Anthony nie był świadom, że i to wyjście do teatru otrze się o szpital. Jeszcze nie...
Mimo wszystko poprosił Victorię, by została z nim jeszcze, poprosił ją, by opowiedziała mu o tym jak spędziła Czarne Wesele, samemu opowiadając o irytującej ambasadorce i krwiożerczych różach. Reszta wieczoru upłynęła im spokojniej, a gdy się rozstawali przyrzekł jej raz jeszcze, że pochyli się nad sprawą i skontaktuje ją z kimś, kto dałby jej cień szansy na ratunek. Razem... mieli szansę przetrwać to piekło.
Koniec sesji