17.04.2025, 10:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.04.2025, 10:43 przez Cathal Shafiq.)
– Całe więc szczęście, że jestem zdrowy jak koń.
Pomijając głosy przemawiające w jego głowie, problemy z pamięcią absolutną, z którymi próbował sobie radzić dzięki eliksirowi zapomnienia z lepszym albo gorszym skutkiem, i niekiedy problemy z agresją, gdy akurat odcięto go od papierów lub czuł, że zbyt długo przebywa w jednym miejscu, zajmując się tym samym. Najbardziej na świecie nie znosił stagnacji.
Cathal lubił rosyjskie przekleństwa, i to nie dlatego, że część dzieciństwa spędził w Rosji. Miały odpowiednie brzmienie i były jego zdaniem dużo bardziej dobitne niż te angielskie. Poza tym nikt nie oburzał się na jego język – póki oczywiście się nie zapomniał i nie zaklął przy ciotce, która wtedy uprzejmie i stanowczo dawała mu znać, co myśli o posługiwaniu się takim słownictwem.
Podmuch wyczarowany przez Cathala otoczył ich, zmierzwił jasne włosy Shafiqa, sprawił, że ciemne kosmyki Ginny zatańczyły w powietrzu. Cathal zakasłał, przysłaniając usta, ale pył został zwiany na boki, mniej więcej w tej samej chwili, w której strumień wody trysnąć z różdżki czarownicy i przygasił nieco płomienie – w samą porę, bo zaklęcie Shafiqa pozwoliło im lepiej zorientować się w sytuacji, za to mogło podsycić ogień.
Jeden z pracowników dość bezskutecznie próbował wygrzebać się z dziury, bo osypująca się ziemia zgarnęła go z powrotem. Wyglądało na to, że ktoś był też na dnie, przysypany tak, że ledwo było go widać… a może to były tylko jakieś materiały, które z góry wyglądały na człowieka? Coś błyszczało w głębi, w pobliżu murów, i ktoś tam leżał – prawdopodobnie to ta osoba wcześniej wrzeszczała. Biorąc pod uwagę, że on akurat nie był przysypany, a leżał, prawdopodobnie był ranny lub oberwał jakimś zaklęciem.
Cathal przez trzy czy cztery sekundy nie robił niczego – mogło to równie dobrze w jego przypadku wynikać z zawahania, jak i tego, że musiał zmusić mózg do zaczepienia się w teraźniejszości i działania – a potem rzucił się w stronę błysków. Wspominali o jakichś runach i pieczęciach, a jeżeli uszkodzono tutaj jakiś krąg… sytuacja mogła się pogorszyć.
Oczywiście, skoczenie do tej dziury nie było z jego strony ani trochę mądre. Nie dlatego, że była bardzo głęboka (bo aż tak głęboka nie była), a dlatego, że równie dobrze mogło chodzić o jakieś pułapki albo klątwy.
af, czy wyjebię się na pysk
Pechowo dla niego, naruszona wcześniej wybuchem ziemia, nie była stabilna, i gdy usiłował zsunąć się po niej do środka, dosłownie uciekła mu spod nóg - sprawiając, że Shafiq w pięknym stylu poleciał do przodu, wpadając do dołu twarzą do przodu.
Pomijając głosy przemawiające w jego głowie, problemy z pamięcią absolutną, z którymi próbował sobie radzić dzięki eliksirowi zapomnienia z lepszym albo gorszym skutkiem, i niekiedy problemy z agresją, gdy akurat odcięto go od papierów lub czuł, że zbyt długo przebywa w jednym miejscu, zajmując się tym samym. Najbardziej na świecie nie znosił stagnacji.
Cathal lubił rosyjskie przekleństwa, i to nie dlatego, że część dzieciństwa spędził w Rosji. Miały odpowiednie brzmienie i były jego zdaniem dużo bardziej dobitne niż te angielskie. Poza tym nikt nie oburzał się na jego język – póki oczywiście się nie zapomniał i nie zaklął przy ciotce, która wtedy uprzejmie i stanowczo dawała mu znać, co myśli o posługiwaniu się takim słownictwem.
Podmuch wyczarowany przez Cathala otoczył ich, zmierzwił jasne włosy Shafiqa, sprawił, że ciemne kosmyki Ginny zatańczyły w powietrzu. Cathal zakasłał, przysłaniając usta, ale pył został zwiany na boki, mniej więcej w tej samej chwili, w której strumień wody trysnąć z różdżki czarownicy i przygasił nieco płomienie – w samą porę, bo zaklęcie Shafiqa pozwoliło im lepiej zorientować się w sytuacji, za to mogło podsycić ogień.
Jeden z pracowników dość bezskutecznie próbował wygrzebać się z dziury, bo osypująca się ziemia zgarnęła go z powrotem. Wyglądało na to, że ktoś był też na dnie, przysypany tak, że ledwo było go widać… a może to były tylko jakieś materiały, które z góry wyglądały na człowieka? Coś błyszczało w głębi, w pobliżu murów, i ktoś tam leżał – prawdopodobnie to ta osoba wcześniej wrzeszczała. Biorąc pod uwagę, że on akurat nie był przysypany, a leżał, prawdopodobnie był ranny lub oberwał jakimś zaklęciem.
Cathal przez trzy czy cztery sekundy nie robił niczego – mogło to równie dobrze w jego przypadku wynikać z zawahania, jak i tego, że musiał zmusić mózg do zaczepienia się w teraźniejszości i działania – a potem rzucił się w stronę błysków. Wspominali o jakichś runach i pieczęciach, a jeżeli uszkodzono tutaj jakiś krąg… sytuacja mogła się pogorszyć.
Oczywiście, skoczenie do tej dziury nie było z jego strony ani trochę mądre. Nie dlatego, że była bardzo głęboka (bo aż tak głęboka nie była), a dlatego, że równie dobrze mogło chodzić o jakieś pułapki albo klątwy.
af, czy wyjebię się na pysk
Rzut Z 1d100 - 34
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Pechowo dla niego, naruszona wcześniej wybuchem ziemia, nie była stabilna, i gdy usiłował zsunąć się po niej do środka, dosłownie uciekła mu spod nóg - sprawiając, że Shafiq w pięknym stylu poleciał do przodu, wpadając do dołu twarzą do przodu.